Dziennik Savitar #2: Zaufanie

Na ujęciu, Lazarus i Vrago siedzieli w dużych fotelach na pokładzie obserwacyjno-rekreacyjnym Savitar. Obserwowali fluktuacje anomalii przestrzennej, która chaotycznie rosła i zmniejszała się, pulsując przy tym różnorodnością kolorów.
…nie pytałem ich o zdanie, bo wiedziałem, że odmówią. Ich przekonania religijne zabraniały manipulacji genetycznej. – Lazarus opowiadał jedną ze swoich historii, jednak tym razem nie były to radosne, przygodowe opowieści jakimi zwykł był raczyć Vrago.
Co pan zrobił? – spytała poważnie kobieta.
Jeden z nich był skłonny złamać przykazania kapłanów i zgłosił się potajemnie do mnie, żebym poddał go eksperymentom. Zgodziłem się i po wielu dniach udało nam się stworzyć terapię, która pozwalała pokonać wirusa. Niestety zmieniała przy tym ich wygląd i biologię, nieznacznie, ale dość, żeby wiedzieli, że coś się stało.
Vrago nie odpowiadała, więc profesor kontynuował.
Bez jego wiedzy, wymazałem pamięć ochotnika, po czym zmodyfikowałem ich zapasy żywności, tak żeby każdy otrzymał dawkę. Gdy zorientowali się co się stało, byli wściekli. Oddałem im ochotnika, kłamiąc, że porwałem go by na nim eksperymentować. Oczywiście zażądali, żebym wynosił się z ich planety i nigdy nie wracał. Spełniłem ich życzenie.
Złamałeś ich prawo do decydowania o sobie. – odparła surowo Vrago. Profesor słyszał po jej głosie, że jest wściekła, ale powstrzymuje się żeby na niego nie wybuchnąć. – Nawet jeśli miałoby to doprowadzić do zagłady całej społeczności z powodu zacofanego zabobonu, do nich należała decyzja, nie do ciebie.
Wiem. – odparł cicho Lazarus. – Jednak wiedz, że gdybym został postawiony przed tą decyzją ponownie, zrobiłbym to samo.
Po dłuższej ciszy, Vrago uspokoiła się i powiedziała:
– Niech pan nigdy nie próbuje z nami czegoś takiego. Nigdy.
Dobrze, obiecuję. – odparł Lazarus.

Czytaj dalej

Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju (Całość)

Galmara w Uniwersum 342. Najważniejszy obiekt Terytoriów Wspólnych. Ogromna, ciągle rosnąca kosmiczna, która nie ma sobie równych. Nie jest to miejsce równie prestiżowe, co chociażby Klejnot Wspólnoty, jednak to tutaj zawierane są najważniejsze umowy i sojusze między gwiezdnymi imperiami. Oczywiście zupełnie nieoficjalnie. Galmara to miejsce gdzie kwitnie przemyt i czarny rynek, a popularne powiedzenie głosi, że jeśli nie znajdziesz czegoś na owej stacji to pewnie to nie istnieje. Wiadomo, że w tak wielkiej, niezbadanej galaktyce nie może to być prawdą, jednak fakt pozostaje faktem – Galmara niejednego potrafi zadziwić. Czytaj dalej

Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #5

To nie były dobre wiadomości i Lazarus musiał podjąć szybką decyzję co dalej. Vrago potrzebowała pomocy, a on był uwięziony przez tą tajemniczą istotę. Nie wydawało mu się, żeby Ibraan pracowała dla Ssiranis, jednak nie zmieniało to faktu, że była kimś więcej niż tylko asystentką Joku. Miał jeszcze kilka asów w rękawie, jednak pytanie brzmiało – czy ona też? Czytaj dalej

Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #4

Po krótkiej dyskusji, postanowili się rozdzielić. Nawet we dwójkę mieli małe szanse na jachcie, pełnym ludzi Joku, a może Vrago uda się zdobyć istotne informacje w ruinach. Musieli jednak szybko i niepostrzeżenie wypuścić Vrago w okręcie zwiadowczym, który wspólnie postanowili ochrzcić Nautilus. Vrago nie była pewna nazwy, ale Lazarus wyjaśnił jej pochodzenie nazwy z ziemskiej literatury. Czytaj dalej

Dziennik Savitar #1: Klasztor Obserwatorów

Kimkolwiek jesteś, witaj! – Vrago i Lazarus chórem przywitali osoby, które mogłyby oglądać ich pierwsze archiwalne nagranie.
Jestem profesor Benjamin Lazarus… – Profesor wskazał najpierw na siebie, a potem na towarzyszkę. –…a to jest Vrago.
Jeśli to oglądasz to znaczy, że zginęliśmy podczas jednej z naszych przygód! – dodała entuzjastycznie kobieta.
Lazarus wywrócił oczami i postanowił przedstawić alternatywy dla ponurej teorii koleżanki.
Mogliśmy też oddać te nagrania do muzeum, zgubić Savitar i zapomnieć o nich albo…
Tak czy inaczej. – Vrago przerwała profesorowi. – Jesteś teraz szczęśliwym posiadaczem naszych dzienników. Do nagrywania zachęcili nas Mnisi Obserwacji! Oto oni…
Vrago wzięła do ręki kamerę i skierowała ją na pomieszczenie. Siedzieli w wydrążonym w skale tunelu, oświetlonym błękitnym światłem kryształów osadzonych co parę metrów w ścianach. Wokół pełzali Mnisi, którzy z wyglądu przypominali wielkie dżdżownice, wyposażone w trzy dłonie i prawie ludzką twarz na przednich segmentach. Rozróżniały ich kolorowe wzory na segmentach – oznaka stopnia zaawansowania i funkcji.
Znajdujemy się w ich klasztorze zbudowanym na orbicie jednego z gazowych gigantów systemu Curan. Jest to niesamowita budowla, którą bez dwóch zdań warto zobaczyć w Uniwersum 75.
Lazarus wziął kamerę z rąk Vrago.
Mnisi utrzymują w sekrecie sposób działania i metodę budowy tego klasztoru. Jesteśmy w stanie pokazać. CI tylko jedno z kuriozów tego miejsca. Vrago, zademonstruj, proszę.
Profesor skierował kamerę w stronę kobiety, która znajdowała się teraz przy dużej dziurze w ścianie która prowadziła w przestrzeń kosmiczną. Vrago zaczepiła u krawędzi specjalny hak który był połączony z jej kombinezonem mocnym przewodem, a następnie wyskoczyła przez owo okno. Jej ciało zaczęło jednostajnie sunąć w przestrzeni kosmicznej, aż osiągnęła maksymalne naprężenie przewodu.
Zero skafandra i powietrza. Skany pokazują zwykłą przestrzeń kosmiczną. – wyjaśnił Lazarus, po czym dodał z pewnym smutkiem w głosie. – Spodziewam się, że mógłbym spędzić całe życie badając sekrety tego miejsca…
Vrago wróciła do środka i dodała:
Mnisi obserwują różne wydarzenia w wielu uniwersach. Pokazali nam w przyśpieszonym tempie rozkwit i upadek Nabańczyków – od prostych świadomych polipów po kres ich galaktycznej hegemonii i rozkwit Fagro jako dominującej rasy ich rodzimej planety. Bardzo ciekawe!
Vrago zasugerowała żebyśmy w dziennikach opowiedzieli o sobie i o tym czym się zajmujemy. – dodał Lazarus, który na krótką chwilę znalazł się w oku kamery. Akurat omiatał ściany klasztoru wiązką wszczepionego w rękę skanera. Vrago skierowała obiektyw na siebie.
Badamy nieznane, szukamy przygód i ciekawostek w najróżniejszych Uniwersach. To właśnie misja Savitar. Mam nadzieję, że zechcesz zobaczyć resztę dzienników w których powiemy dokładniej o sobie i naszych przygodach!
Po uśmiechu kobiety nagranie się urwało. Po paru sekundach, które prawie sugerowały uszkodzenie zapisu, pojawili się oboje, wraz z grupą mnichów. Profesor i Vrago z radosnymi usmiechami poprosili mnichów o pamiątkowe, grupowe nagranie, przed dalszą drogą w nieznane…

 

Dzienniki Savitar to specjalne, krótkie teksty mające na celu przybliżyć czytelnikom sylwetki bohaterów, ich podróże, statek oraz wiele innych dodatkowych smaczków, które nie załapały się do głównego cyklu. Generalnie nie są one konkretne umieszczone w czasie, ale na pewno pojawią się w nich odwołania do głównej serii. Mam nadzieję, że się spodobają 😉 

Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #2

Administratorka Ssiranis wbiła wzrok we Vrago. Bez słowa skinęła dłonią na strażnika stojącego po prawicy kobiety. Povarianin skinął przełożonej głową, po czym uderzył Vrago z pięści prosto w brzuch. Kobieta zwinęła się z bólu. Strażnik nie uderzył z całej siły, ale przy tak potężnej budowie Vrago mogła mówić o dużej dozie szczęścia.

Povarianie z wyglądu przypominali wielkie włochate, pozbawione nosów małpy, które przemieszczały się na czterech nogach. Przy pierwszym spotkaniu Lazarus był w szoku, że tak masywne stworzenie potrafi szybko się poruszać, zwłaszcza w tłumie. W połączeniu z niezrównaną siłą fizyczną i wpajanym od młodości ideałem lojalności wobec przełożonych nikt nie dziwił się że Povarianie stanowili trzon służb porządkowych podporządkowanych bezpośrednio administratorom stacji. Czytaj dalej

Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #1

Galmara w Uniwersum 342. Najważniejszy obiekt Terytoriów Wspólnych. Ogromna, ciągle rosnąca kosmiczna, która nie ma sobie równych. Nie jest to miejsce równie prestiżowe, co chociażby Klejnot Wspólnoty, jednak to tutaj zawierane są najważniejsze umowy i sojusze między gwiezdnymi imperiami. Oczywiście zupełnie nieoficjalnie. Galmara to miejsce gdzie kwitnie przemyt i czarny rynek, a popularne powiedzenie głosi, że jeśli nie znajdziesz czegoś na owej stacji to pewnie to nie istnieje. Wiadomo, że w tak wielkiej, niezbadanej galaktyce nie może to być prawdą, jednak fakt pozostaje faktem – Galmara niejednego potrafi zadziwić.

Tak istotne, a zarazem pełne ścierających się sprzeczności miejsce nie przetrwałoby bez rządów silnej ręki. Galmarze potrzebny jest administrator, z którego zdaniem każda rozsądna istota będzie się liczyć – czy to ze strachu czy z szacunku. Preferowalnie obydwóch. Oczywiście nikt nie śmie wątpić, że takim administratorem jest Ssiranis, kobieta z jaszczurzej rasy Vissari. Nikt, albowiem pani administrator upewniła się, żeby wszyscy sceptycznie nastawieni szybko znaleźli się po mniej przyjaznej stronie śluzy. Czytaj dalej