W nieznane

Autor westchnął.  To już jego czwarte podejście do blogów. Pierwsze był żenująco ubogie – jeden tekst, krzykliwa grafika, brak pomysłu na dalsze wpisy i zawstydzenie z tym związane. Drugie był u kogoś innego i tym razem wizja była klarowniejsza. Chciał pisać o grach niezależnych, swoje przemyślenia na temat tego rynku. Termin u kogoś bardziej doświadczonego dobrze mu zrobił – wreszcie wiedział o czym chce pisać! Kilka tekstów, parę złych decyzji i nieodpowiednich znajomości potem przyszedł pomysł na postawienie własnych kroków. Stworzył swojego bloga, dużo lepszego niż za pierwszym razem. Tak utknął przez parę lat, pisząc mniej i więcej, zamykając i otwierając bloga parę razy. Po drodze przytrafiło mu się wiele rzeczy, zarówno dobrych, jak i złych. Był zupełnie inną osobą teraz i choć chciał odkurzyć stare pielesze, wrócić po raz kolejny, to czuł, że musi zacząć od zera. Męczyły go ciągłe puste zmiany. Doskwierał mu słomiany zapał. Bał się, że znowu historia się powtórzy albo, że pomysł okaże się zbyt obcy dla innych. Mimo to był pewien, że musi spróbować. Miał w sobie zmianę i liczył, że stanie się ona latarnią, która odpędzi mroki zwątpienia, lenistwa i strachu. Nowy kierunek, który obrał był przygodą, a w przygodzie najważniejszy pierwszy krok… Czytaj dalej