Vrago: Pod sztandarem Wavernah #2

W poprzedniej części…

Gdy odzyskała wzrok, zobaczyła, że znajduje się w miejscu, które ostatnio widziała setki lat temu. Rekonstrukcja Kedh Un Vamn, stolicy państwa, wewnątrz jej umysłu była jak oryginał. Każdy budynek, każdy strój, każdy dźwięk i zapach się zgadzał. Sklamalaby gdyby powiedziała, że nie wzbudzało to w niej tęsknoty. Na szczęście Tor’na czuwał nad nią. Tym razem nie mógł stworzyć dla siebie awatara w jej umyśle, mógł jednak obserwować wszystko i mówić do niej. Widząc jej rozkojarzenie od razu wykorzystał swój głos by przypomnieć jej czemu się tu znalazła.
Dap’Vrago, jakkolwiek zwiedzanie własnego umysłu byłoby fascynujące, nie po to tu jesteś. Wulnamfang jest tuż za tobą.
Vrago najpierw chciała szukać Kapłana, jednak instynkt wziął górę u odwróciła się. Jej broń, w formie Wavernah, wylądowała na placu. Wulnamfang nie złożył skrzydeł i zaczął się popisywać donośnym rykiem.
A więc tak spodobała ci się ta postać, że nawet w naszej głowie bawisz się w mityczne straszydło? – warknęła Vrago.
Bestia na chwilę uspokoiła się i spojrzała na nią.
A kto mnie zatrzyma? Ty?! – prychnął lekceważąco, po czym dodał z wyraźną złością. – Ty wolałabyś teraz siedzieć w swoim cennym statku albo bratać się z jakimiś brudnymi tubylcami!
Lepsze to niż mordowanie niewinnych dla zaspokojenia własnej pychy! – krzyknęła równie wściekła Vrago.
Tyle wystarczyło, żeby sprowokować Wulnamfang. Klatka piersiowa bestii nadęła się i błysnęła błękitnym światłem. Niczym smok z legend, Wulnamfang zionął błękitnym ogniem i kobieta zawdzięczała unik jedynie matce, która w dzieciństwie opowiadała jej o takich bestiach. Przeżyła, jednak ostry ból lewej nogi i smród przypalonej skóry były świadectwem tego, że długo nie będzie w stanie unikać swojego przeciwnika.
Tor’na! Jak możemy się obronić przed jego atakami? – pomyślała.
Widzę, że mamy bardzo odmienne podejście do terminu “porozumienie”, Dap’Vrago. – odparł kwaśno Kapłan, jednak szybko powściągnął dalsze uszczypliwości. – To twój umysł i ty tu jesteś władcą. Nie jesteś w stanie go zabić myślą, ale możesz stworzyć każdą broń jakiej zapragniesz. Wystarczy odrobina koncentracji.
Vrago, unikając ognia, spróbowała się skupić. Na początku w jej dłoni pojawiały się jedynie pokręcone kawałki drewna, jednak po chwili udało jej się stworzyć zadowalający łuk oraz strzałę. Wulnamfang musiał robić krótkie przerwy między zionięciami, dlatego Vrago wyczekała na odpowiedni moment, wycelowała i wypuściła strzałę.

Pocisk przebił lewe skrzydło bestii. Nie zatrzymało go to w żaden sposób, ale Vrago była zadowolona, że jej wymyślone strzały są tak skuteczne. Na dodatek nie musiała wymyślać kolczanu – strzały same pojawiały się gdy napinała łuk. Jej atak tak zaskoczył Wulnamfang, że zdążyła jeszcze oddać dwa strzały. Obydwa groty wbiły się w ramiona na których rozpięte były błoniaste skrzydła. Vrago liczyła, że to utrudni bestii lot i po wściekłym, pełnym bólu ryku zawnioskowała, że się udało. Wulnamfang nie pozostał jej jednak dłużny i kobieta, ku swojemu nieszczęściu, odkryła, że bestia była uzbrojona w więcej niż jedną broń dystansową. Po machnięciu ogonem, w jej stronę poszybowały trzy ostre kolce.

Było zbyt mało czasu na reakcję. Pociski zniszczyły jej łuk i powbijały się w prawą rękę na tyle głęboko, że stała się bezużyteczna. Ból oczywiście się pojawił, jednak Vrago go ignorowała. Była poważnie ranna już tyle razy w ciągu ostatnich tygodni, że powoli przestawała o to dbać. Szalała w niej furia i miała dość tego pozbawionego sensu konfliktu.
Tracimy cierpliwość do twojego zachowania i gdzieś mamy twoje ciągłe humory! – warknęła wyrywając brutalnie kolce z ciała. – My jesteśmy dowódcą i będziesz nas słuchać, choćbyśmy mieli ci przemocą wbić to w ten głupi program!
Masz tupet! – odparował Wulnamfang. – Gdzie był ten duch walki, gdy Wściekły palił twoje ciało na wiór?! Albo podczas pojedynku na Baraf III? Gdy Skjold upokorzył cię na Xmir?!
Tym razem to Wulnamfang uderzył w czuły punkt. Zarówno Savitar, jak i on wiedzieli, że Vrago rozpamiętywała walkę ze Skjoldem w ruinach. Nie mogła się pogodzić z przegraną, a wspomnienie powtarzającego się tonięcia ciągle nawiedzało ją w snach. Słowa bestii spotęgowały jej gniew, ale nie wiedziała już czy bardziej jest wściekła na siebie czy na swoją inteligentną broń. Mogła się uspokoić, mogła rozmawiać, ale nie miała na to ochoty. W tej chwili chciała wyładować całą furię zebraną przez wiele dni, a Wulnamfang nadawał się do tego idealnie. Kolejny łuk stworzyła dużo szybciej. Gdy bestia próbowała wyjąć wbite w ramiona strzały ostrymi zębami, Vrago zaatakowała błyskawicznie. Szczęśliwie udało jej się za pierwszym razem trafić prosto w pysk, utrudniając bestii zionięcie ogniem. Była bardzo zadowolona, ale nie zaprzestała ataków.

Wulnamfang zaryczał z bólu, gdy kolejne groty wbijały się w jego ciało. Chciał się bronić, jednak miał nieodparte wrażenie, że każda kolejna strzała rani coraz boleśniej i odbiera mu wszystkie siły. Atakując, Vrago cały czas podchodziła, ady uznała, że jest wystarczająco blisko, rzuciła się na niego, odrzucając łuk. Na jej rękach pojawiły się szpony z białego metalu, identyczne jakimi posługiwał się Wulnamfang, gdy przejął jej ciało. Cięła go w dzikim szale, a on przestał nawet próbować się bronić. Gdy w końcu padł, ciężko ranny i wyczerpany, Vrago stworzyła włócznię, którą bez wahania wbiła w łeb bestii. Wulnamfang szarpnął się, po czym zastygł, martwy. Vrago zeszła z ciała, dysząc ciężko. Adrenalina powoli schodziła z organizmu, jednak, gdy spojrzała na truchło jej wzrok był dalej pełen gniewu. Wulnamfang ją zdradził i wykorzystał, za co spotkała go zasłużona kara.

Zastanawiała się co ma zrobić dalej, dlatego wielce zaskoczyło ją, gdy nagle oczy w przebitym łbie zaczęły się ruszać i usłyszała drwiący głos broni.
Brawo, takiego nastawienia ci brakowało. Musimy porozmawiać.
Teraz chcesz rozmawiać? – odparła równie kąśliwie.
Tak, ale na osobności.
Vrago zastanowiła się chwilę, po czym rzekła.
Tor’na…
Tak, Dap’Vrago? – odezwał się głos Kapłana.
Kobieta i bestia równocześnie krzyknęli:
Wynoś się!
Wraz z tymi słowami, połączenie między Kapłanem, a kobietą zostało przerwane. Tor’na był z powrotem w swojej komnacie. Puścił głowę ciągle nieruchomej Vrago, a w miejscu, którym ją trzymał pojawiły się czerwone wzory na skórze. Nanomaszyny dalej ciężko pracowały i przerywanie im nie było rozsądne. Pozostawało mu czekać, aż Vrago sama się obudzi.

Po kwadransie ciszy, wreszcie zaczęło się coś dziać. Vrago, wciąż z zamkniętymi oczami, jak gdyby przez sen, z pewnym wysiłkiem zerwała rękawy stroju, który otrzymała od Niszczycieli. Gdy się udało, z bransoletek zaczął wylewać się biały metal Wulnamfang, aż na gołych rękach uformował się pancerz z łuskami przypominającymi te, które miała broń w formie Wavernah. Vrago otworzyła w końcu oczy.
– Doszliśmy do porozumienia. – oznajmiła spokojnie.
Tor’na oglądał jej ręce ze wszystkich stron i w końcu odrzekł.
Wybacz wcibstwo, ale muszę spytać – jak się dogadaliście? – spytał, bardzo ciekaw.
Wyżaliliśmy się sobie nawzajem, przeprosiliśmy się. Wulnamfang miał solidne argumenty, tylko jest impulsywny i źle je wyraża. – odparła oglądając swoje ręce. – Cały czas uciekaliśmy od walki, ale jeśli chcemy lecieć dalej to musimy się zmienić, musimy być silniejsi i bardziej zdecydowani. Gaqin to dopiero początek. Będą kolejne światy, kolejne istoty, które trafią pod naszą opiekę i by ich bronić nie możemy się wahać.
Skąd wiesz, że takie wątpliwości nie są wskazane? – Tor’na lubił kwestionować jej opinie. – Czym się będziesz różnić od Wavernah jeśli przed walką nie zadasz sobie pytania “czy rzeczywiście tak powinnam postąpić”?
Czasem znalezienie odpowiedzi może kosztować zbyt wiele. Wolimy żyć z konsekwencjami niż zastanawiać się zbyt długo i nie zrobić nic.
Na pewno, Dap’Vrago? Wiesz co się stanie jeśli powiedzie się twój plan? Jesteś gotowa zgotować moim pobratymcom taki los?
A co chciałbyś, żebyśmy zrobili? – warknęła gniewnie. – Zostali tu tak długo, aż całą planetę zbawimy? Tor’na, wielokrotnie odwiedzaliśmy światy pełne niesprawiedliwości, w których, aż się prosiło o zrobienie porządku. Ba, nasz rodzimy świat jest takim miejscem. Tylko kto twierdzi, że my wiemy najlepiej jak wygląda porządek i sprawiedliwość? Kto nam dał prawo do zmieniania wszystkiego?
A jednak, nie przeszkadza ci to w zachwianiu równowagi istniejącej na tym świecie? – skontrował Kapłan.
Ten świat ma coś czego potrzebujemy w jednej, jedynej cytadeli. Zdobędziemy ją, weźmiemy to na czym nam zależy i tyle. Z twoją pomocą lub bez. – odparła, kierując się do wyjścia.
Mówiłaś mi, że jeśli jest czegoś czego nie lubisz w profesorze z którym podróżowałaś, to to, że dla realizacji własnych celów gotów jest zaburzyć równowagę całego wszechświata. – odparł Tor’na nim wyszła. – Zabawne, że teraz sama chcesz zrobić dokładnie to co on. Wiesz, że w każdym uniwersum nazywa się to dokładnie tak samo? Hipokryzja.
Vrago stanęła w drzwiach i spojrzała z determinacją na Kapłana.
– Czyli oprócz zamiłowania do podróży mamy coś jeszcze wspólnego. Dobrze.
Następnie wyszła, zostawiając morlu samego w komnacie.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Źródło grafiki: https://klauspillon.deviantart.com/art/Crystal-Forest-341033921

Jedna myśl na temat “Vrago: Pod sztandarem Wavernah #2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *