Vrago: W szponach Wavernah

Ragga’dhul przypatrywał się łakomie istocie, którą jego łapacze wprowadzili na arenę. Nie należała do żadnego z gatunków żyjących na Gaqin. Nie przypominała thoperia, ani arien, ani tym bardziej morlu. Myślał, że to jakiś nowy podstęp Nadzorców, ale rzeź na konwoju kryształów nimid z kolonii Vapaya stawiała jej lojalności pod znakiem zapytania. Faktem były jednak to, że ta, którą zwali Wavernah, obrosła w legendę tak szybko, jak jeszcze nikt na tym świecie. A on miał ją teraz na swojej arenie.

Tłum szalał, podekscytowany perspektywą krwawej jatki na arenie. Sława Wavernah zwiastowała nielada spektakl.
Zamknijcie japy, bando tępych plusli! – wrzasnął Ragga’dhul. Cała widownia szybko posłuchała. Widzieli dość przykładów, żeby wiedzieć, że narażanie się na gniew wodza jest śmiertelnie kiepskim pomysłem. Biały thoperia wstał ze swojego miejsca i wskazał Wavernah dłonią, oglądając się przy tym na widownię.
To dopiero zaszczyt! Sławna Wavernah na naszej skromnej arenie! – ukłonił się prześmiewczo, a wszyscy jego podwładni wybuchnęli gromkim śmiechem. Ragga’dhul żył dla tych chwil, gdy wszyscy go uwielbiali i nikomu nawet nie śniło się zakwestionować jego władzy. Po śmierci Wavernah z jego ręki, takich chwil będzie jeszcze więcej.

Vrago patrzyła na Ragga’dhula, ale nie mogła się skupić na jego słowach. Ostatnio takie problemy zdarzały się jej coraz częściej. Na początku winiła tą planetę i formacje tajemniczych kryształów na jej powierzchni, ale po dwóch tygodniach wiedziała, że się myliła i problem był dużo poważniejszy niż pierwotnie podejrzewała. W tym czasie zdążyła poznać rasy zamieszkujące tą planetę. Ragga’dhul był thoperia, humanoidem o budowie zbliżonej do ludzi i głowie podobnej do ziemskiego nietoperza wampira. Spośród wszystkich spotkanych przez nią egezmplarzy, żaden nie posiadał skrzydeł, więc podobieństwo ograniczało się wyłącznie do głowy i futra pokrywającego całe ciało. Każdy thoperia miał jednolite umaszczenie, u wodza było ono śnieżno-białe.

Ragga’dhul zeskoczył na arenę. Vrago zauważyła, że choć latać nie umieli to thoperia świetnie skakali i nie przejmowali się wysokościami, które dla człowieka skończyłyby się połamaniem nóg.
Wszyscy się ciebie boją Wavernah, a wiesz co ja widzę? Głupie, brudne zwierzę, które śpi w pyle i szczy pod siebie! Zabijać kolonistów i słabeuszy potrafi każde dziecko Niszczycieli. Ja jestem wodzem i tutaj kończy się twoja sława, ścierwo! – szydził thoperia, wyciągając dwa noszone przy pasie topory. Broń miała ostrza z kryształu, który tubylcy dostarczali tajemniczym czarnym maszynom zamieszkującym pilnie strzeżone cytadele na powierzchni planety. Pierwszego dnia próbowała nawiązać kontakt zarówno z pająkowatymi robotami, jak i kolonią drugiej rasy pospolitej na Gaqin. Jeśli thoperia, byli podobni do ludzi z głowami nietoperzy, to arien byli jak ludzie z głowami kozic. Niestety pierwszy kontakt skończył się tragicznie w obu przypadkach. Arien uciekali przed nią w popłochu i od razu wskazali ją maszynom, które bez litości zaatakowały ją silną bronią energetyczną. Gdyby nie Wulnamfang, zginęłaby znowu.

Egzoszkielet czuł się wspaniale na tej planecie. Często intuicyjnie bronił jej przed nagłymi atakami mechanicznych Nadzorców czy bandytów takich jak klan Ragga’dhula. Vrago walczyła bardzo często, częściej niż kiedykolwiek w swoim życiu. Na początku, zdolności replikacyjne Wulnamfang stworzyły dla niej zbroję i miecz, jednak szybko odkryła, że w starciu z Nadzorcami i ich bronią jest to kiepskie rozwiązanie. Wulnamfang zaczął się dopasowywać do kolejnych walk. Im więcej starć tym jej broń była szczęśliwsza, kosztem jej zdrowia psychicznego. Kontrola Vrago stawała się coraz słabsza, coraz częściej czuła się zagubiona i żądna krwi. Nie raz zastanawiała się czy brutalne impulsy pochodzą od niej czy już kompletnie straciła władzę nad sobą.

Dała się złapać ludziom Ragga’dhula w nadziei na alternatywne rozwiązanie. Sama nie była w stanie dostać się do upragnionej cytadeli, jednak z pomocą tych dzikusów miała szansę zdobyć to na czym jej zależy bez kompletnej utraty kontroli.
Wiemy jak walczyć z Nadzorcami! Możemy wam pomóc! – krzyknęła, z desperacją w głosie. Nie chciała brzmieć tak żałośnie, ale bała się. Każda walka była krokiem w stronę utraty rozumu. Ragga’dhul był wyraźnie zaskoczony, że Vrago potrafi mówić, ale szybko się opanował. Dał znak swoim ludziom by rozkuli kobietę i odsunęli się. Wulnamfang mógł w każdej chwili rozerwać słaby metal kajdanów, jednak świadomość uwięzienia pomagała Vrago kontrolować krwiożerczą broń. Gdy uwolnili ją, poczuła jak egzoszkielet wysuwa się z bransoletek by pochłonąć ją całą. Uczucie przypominało jej topienie się. Powróciły wspomnienia z Xmir, tylko zamiast lodowatej wody był lodowaty metal. Walczyła z dominującą wolą broni i utratą sił. Nawet nie zauważyła, że już w całości jest schowana pod pancerzem.

Kiedyś Wulnamfang był zbroją i mieczem. Teraz był Wavernah, mitycznym gadzim humanoidem, który przerażał ludy Gaqin bardziej niż Nadzorcy. Gdy Vrago spała, on walczył z tymi żałosnym istotami. Z dumą patrzył jak jego sława niesie się po tym prymitywnym świecie. Miał dość sypiania w łóżku na Savitar, miał dość cierpliwego posłuszeństwa. Ta planeta będzie jego dominium, choćby miał utopić wszystkich przeciwników w ich własnej krwi. To była jego szansa i musiał ją pochwycić.

Ragga’dhul zatrzymał się. Widzowie przestali skandować jego imię. Wszyscy patrzyli w osłupieniu jak marna, brudna istota, która dotąd stała na środku areny, na ich oczach zamieniła się w metalową bestię z przerażających opowieści. Wódz otrząsnął się i rzucił się do ataku. Wavernah wyglądała na oszołomioną własną przemianą. To była okazja, której nie mógł zmarnować.

Wulnamfang rzeczywiście nie był w pełni władz po przemianie. Myślał że Vrago zasnęła, ale mylił się. Walka o dominację nie była zakończona i jedynie dzięki refleksowi w ostatniej chwili zorientował się że thoperia go atakuje. Instynktownie odskoczył od napastnika, jednak ostrze kryształowego topora musnęło jego powłokę, tnąc metal jak papier. Broń była w szoku. Nie traktował Ragga’dhula poważnie i teraz otrzymał solidną nauczkę. Znieważony bezczelnością dzikusa, Wulnamfang wpadł w szał. Rozłożył skrzydła i chciał się wznieść do góry, jednak psychika Vrago uziemiła go. Wrzeszczał w myślach na kobietę. Thoperia porąbie ich na kawałki jeśli właścicielka nie pozwoli mu swobodnie walczyć. Vrago jednak milczała, zbyt zajęta walką o kontrolę nad własnym ciałem i bronią.

Ragga’dhul nie marnował już czasu na kpiny.Widzowie znowu zaczęli mu wiwatować, ale nie słyszał ich. Mimo trafienia, czuł, że zranienie bestii to łut szczęścia. Kryształowa broń była niezmiernie rzadka, a gdyby nie zdezorientowanie potwora, nie miałby szansy jej użyć. Biegł w stronę bestii.Mityczna Wavernah potrafiła latać i ten stwór najwyraźniej też. Gdy wzbije się w powietrze, Ragga’dhul przegra tą walkę.

Wulnamfang znów za późno zorientował się, że wódz jest blisko. Kolejny unik pozwolił mu uniknąć obrażeń, jednak tym razem thoperia nie dał mu okazji na wytchnienie. Ścigał go po arenie, a jedyne co broń mogła robić to umykać przed atakami. Złożył skrzydła i schował je w plecach. Bez współpracy Vrago stanowiły większą przeszkodę niż atut. Lepiej skoncentrowany zaczął myśleć o ataku. Ataki Ragga’dhula były precyzyjne, ale widać było w nich pośpiech. Wódz wiedział, że jeśli da szansę wrogowi na kontratak to będzie po nim.

Thoperia nie ustępował i wreszcie poczuł, że znalazł okazję do zdobycia przewagi. Gdy Waverah cofała się, topór w jego lewej ręce był akurat pod jej lewym ramieniem. Pociągnął broń do góry z całej siły i z radością patrzył jak kryształ gładko odcina kończynę wroga. Zwolnił, bo liczył, że szok takiej rany również zdekoncentruje jego ofiarę, jednak to był błąd, który kosztował go walkę. Wulnamfang zaatakował bez wahania. Szpony prawej ręki rozcięły głęboko bok thoperia, a solidny kopniak w brzuch posłał go na łopatki. Topory wypadły z rąk wodza, a Waverah szybko doskoczyła do bezbronnego by dokończyć dzieła.

Ragga’dhul straciłby tego dnia życie. Jego kariera wodza jednego z najpotężniejszych niepodległych klanów tej planety skończyłaby się widokiem paszczy potwora, którego istnienie wsadzał zawsze między bajki dla niegrzecznych dzieci. Wódz pogodził się z losem jednak cios nie nadszedł. Metalowa Wavernah zaczęła znikać i na jej miejscu pojawiła się ta sama brudna, cielesna istota, którą wcześniej wyśmiewał na arenie. Więcej nie zobaczył, bowiem stracił przytomność.

Wódz obudził się w swojej komnacie. Był słaby, ale żył. Zamiast Wavernah tkwił nad nim Tor’na, dziwny morlu, którego złapali siedem księżyców temu.
Powoli, Dap’Ragga’dhul. Rozwalisz sobie opatrunki. – warknął Tor’na, gdy thoperia zaczął się wiercić. Morlu byli kolejną rasą humanoidów zamieszkujących Gaqin. Nie cieszyli się takim szacunkiem jak arien, a już tym bardziej thoperia. Ragga’dhul nie raz zastanawiał się czy morlu nie byli jakimś błędem rozrodczym, bowiem ich mokra skóra, ośmiornicza głowa i słaba budowa nie nadawały się do przeżycia na pylistych pustkowiach Gaqin. Wśród swoich poddanych miał paru morlu, którzy byli dobrymi wojownikami, jednak żaden z nich nie dorastał do pięt nawet najsłabszym thoperia. Większość morlu pracowała jako niewolnicy Nadzorców, bo byli zbyt słabi i głupi by podnieść broń w walce o wolność. Dlatego też Tor’na był bardzo dziwny. Był wysoki, barczysty i gdy przemawiał była w nim pewność siebie jaką ciężko było znaleźć na Gaqin.

Z pomocą Tor’na, wódz powoli usiadł na łóżku. Po chwili przypomniał sobie jak znalazł się w tym stanie.
Co z Wavernah?! – spytał nerwowo.
Ostrożnie! – skarcił go znowu Tor’na po czym wskazał na ścianę przy drzwiach do komnaty. – Tam siedzi.
Vrago siedziała na podłodze. Miała otwarte oczy, ale jej wzrok był mętny. Ragga’dhul widział, że cały czas coś mamrocze pod nosem, ale był zbyt daleko, żeby usłyszeć słowa. Ku jego zaskoczeniu, lewa ręka istoty była z powrotem na swoim miejscu.
Po waszym pojedynku zaczęła krzyczeć na twoich wojowników, że mają cię opatrzyć. – wyjaśnił morlu, badając opatrunki wodza. – Następnie zamknęła się z tobą sama w komnacie i kazała nikogo nie wpuszczać, oprócz medyka. Jak przyszedłem to już tak siedziała. Cały czas powtarza tylko dwa słowa – „Jestem Wędrowcem”.
A co to znaczy?! – burknął wódz.
A skąd ja mam wiedzieć? – syknął Tor’na. – Oszczędzaj się przez siedem księżyców Dap’Ragga’dhul, a będziesz mógł znowu wrócić do ulubionego łupienia i mordowania. Ja idę zerknąć na moją drugą pacjentkę.
Zabraniam ci! To ścierwo ma tak zostać, aż wywlekę je na arenę i publicznie obedrę ze skóry! – wrzasnął Ragga’dhul. Jego duma ucierpiała i chciał się zemścić na Wavernah. Tor’na zawrócił w stronę wodza. Chwycił go tak, żeby nie naruszyć ran, ale żeby ból uniemożliwił thoperia walkę.
Rozkazywać możesz swoim pluslom Dap’Ragga’dhul, nie mnie. Nie tkniesz tej kobiety, póki ja tu jestem. – warknął morlu. Wódz odpuścił. Był teraz na łasce Tor’na, ale gdy tylko medyk zniknie to zgotuje piekło tej która go tak poniżyła.

Tor’na klęknął przy Vrago. Kobieta była w stanie katatonicznym i nie reagowała na żadne bodźce, powtarzając tylko te same dwa słowa. Morlu nie miał za wiele możliwości. Wbrew obiegowej opinii nie był medykiem, ale znał się na medycynie lepiej niż którykolwiek z tych dzikusów. Jego specjalnością były jednak maszyny. Strażnicy Ragga’dhula wspominali coś o metalowej bestii, więc Tor’na doszedł do wniosku, że może Interfejs pomoże tej kobiecie. Chwycił obiema rękami jej głowę i spróbował połączenia.

Nie znalazł się w typowej, ostrej świadomości programu maszyny. Świat, który go otaczał przypominał rozmazane, kamienne świątynie na środku oazy. Było późne popołudnie, słońce powoli znikało za horyzontem. Chwilę później wizja przeskoczyła, stał teraz wśród tłumu na placu świątynnym. W samym centrum było spętane łańcuchami zwierze, które łudząco przypominało właśnie Wavernah, starożytnego wroga Pobratymców. Zebrani krzyczeli i rzucali kamieniami w szarpiącą się bestię. Tor’na nie czuł ich emocji, jednak czuł wszystko co czuła Wavernah. Przedarł się przez tłum i dotarł do bestii. Na jego widok ludzie przestali atakować stworzenie, a Wavernah powoli się uspokoiła. Morlu głaskał ją, aż zasnęła, a tłum rozszedł się do domów. Nie był w stanie zdjąć kajdanów, ale to wystarczyło, bowiem został gwałtownie wyrzucony z umysły Vrago.

Kobieta patrzyła na morlu przytomnie. Czuła się, jakby wybudziła się z długiego, złego snu.
Kim jesteś? Pomogłeś nam wrócić. – szepnęła zmęczona.
Jestem Tor’na, Kapłan Maszyn, o ile coś ci to mówi. – odparł morlu.
Vrago. Nic nam twój tytuł nie mówi. – przedstawiła się kobieta. – Nie jesteś stąd, prawda Tor’na? Jesteś morlu, ale czujemy po tobie, że nie jesteś z Gaqin.
Morlu siadł naprzeciwko niej na podłodze.

Tak jak i ty, pochodzę z innego świata, Dap’Vrago. – szepnął konspiracyjnie. – Niszczyciele pojmali mnie, gdy tylko pojawiłem się na Gaqin. Teraz staram się żyć wśród nich, bo jestem ciekaw skąd arien, morlu i thoperia znaleźli się tak daleko od rodzimych planet. Wyjaśniłbym więcej, ale mamy mało czasu. Wódz się niecierpliwi, musisz dokończyć swoje porachunki z nim.
Rozumiem. Co zrobiłeś, że odzyskaliśmy świadomość?
Przez liczbę mnogą, rozumiem, że mówisz o sobie i tej dziwnej maszynie z którą jesteś połączona?
To trochę…bardziej skomplikowane. – speszyła się Vrago. – Wyjaśnilibyśmy więcej, ale jak to ująłeś – mamy mało czasu.
Racja. Uspokoiłem twoją maszynę na razie, ale to kwestia czasu nim znowu zacznie z tobą walczyć. – poganiał Tor’na.
Oboje wstali i Vrago podeszła pewnym krokiem do wodza. Ragga’dhul chciał wstać szybciej, ale rany skutecznie mu to uniemożliwiły.
Trzeba było mnie zabić, gdy miałaś okazję, Wavernah. – warknął, spluwając na Vrago. – Następnej już mieć nie będziesz.
Absolutnie się z tobą zgadzamy. – głos Vrago był naznaczony tym tonem spokoju, który dawał wyraźno do zrozumienia, że sprzeciwianie się jej woli jest bardzo niebezpieczne. – Twoja władza wisi na włosku, Ragga’dhul. Twoi ludzie wahają się i wielu z nich przysięgłoby nam lojalność już tu i teraz.
Dap’Vrago ma rację, Dap’Ragga’dhul. – wtrącił się Tor’na. – Plotki o twojej przegranej już obiegły obóz. Część twoich wojowników zaczyna kwestionować twoje kompetencje, poza tym Wojownik Wavernah brzmi całkiem dumnie, czyż nie?
Biały thoperia wrzasnął na nich wściekle, odwrócił się i podreptał w stronę balkonu. Widział krzątających się członków klanu, wielu z nich zatrzymywało się by wymienić najświeższe informacje. Wiedział o czym mówili. Wavernah nie wymordowała ich wszystkich w pień, więc zaczęli się dopatrywać w niej nowego przywódcy. A pod sztandarem mitycznej bestii, jak mogliby przegrać?
Co proponujesz, Wavernah? – spytał z obrzydzeniem.
Zostaniemy nowym wodzem Niszczycieli i pokażemy wam jak walczyć z Nadzorcami. – odparła stanowczo Vrago. – Nie zabijemy cię, bo będziesz doskonałym przywódcą dla naszych wojsk.
Hańba gorsza niż śmierć! – warknął Ragga’dhul, jednak wiedział, że nie ma innej opcji. Jego ludzie już czczą Wavernah, a on, jako wódz, zginął na arenie z jej ręki.
Nie potrzebujemy twojej zgody. – syknęła Vrago. – Możemy cię zabić natychmiast, ale to zwyczajne marnowanie zasobów.
Zgadzam się…wodzu. – odparł gorzko Ragga’dhul.
Podeszli razem do balkonu, gdzie zebrała się już większość członków klanu, ciekawych jaki jest ostateczny wynik pojedynku. Vrago stanęła z przodu i ryknęła co sił w płucach.
Jesteśmy Wavernah, Wędrowiec i wasz nowy wódz! Ragga’dhul przegrał z nami w pojedynku i od dziś będzie służyć jako nasz Główny Generał. Razem zdobędziemy cytadelę Nadzorców i pokażemy maszynom, że Niszczyciele są prawdziwymi panami Gaqin!
Wavernah! Wavernah! Wavernah! – klan szybko i z zaraźliwym entuzjazmem zaczął skandować jej nowy tytuł. Vrago patrzyła na nich z mieszanką ekscytacji i strachu. Każdy krzyk sprawiał, że rosła adrenalina, a Wulnamfang zyskiwał na siłach. Cicho szepnęła do stojącego w pobliżu Tor’ny:
Będziemy potrzebować twojej pomocy…

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Źródło grafiki: https://klauspillon.deviantart.com/art/Crystal-Forest-341033921

19 myśli na temat “Vrago: W szponach Wavernah

  1. Ciekawostki:
    1. Arien i morlu już wcześniej zaistnieli w internecie. Są to moje autorskie rasy, które wcisnąłem do gry Star Trekowej na czacie. Thoperia mieli się pojawić, ale nie wyszło. Jeśli się Wam spodobali to ucieszy Was pewnie wieść, że jeszcze nie raz się pojawią!

    2. Od tego opowiadania zacząłem pisać rasy z małej litery, bo literacko się uświadomiłem 😛

    3. Bonusowa ciekawostka i pytanie – Osobie, która zgadnie czym się inspirowałem przy tym i kolejnym wpisie spełnię jakieś życzenie (w granicach rozsądku) w świecie Savitar 😉

    1. Już ją piszę 😉 Nie wiem ile wyjdzie i zajmie, bo muszę 3-4 istotne rzeczy ująć.

      Nie byłem do końca zadowolony z samego pojedynku i w ogóle trochę mam wrażenie, że są niespójności, ale i tak jestem zadowolony 😀

  2. Szpajku nie wiem jak ty to robisz, piszesz o rzeczach o których nie mam pojęcia w taki sposób ze je rozumiem 🙂 Dziakuje. I czekam na ciąg dalszy :))

    1. Krótka forma, skojarzenia, szybsze tempo i pozostawienie wielu rzeczy Waszej wyobraźni pomagają 🙂

      To był kiedyś dla mnie problem, bo chciałem w opowiadaniu opisywać wszystko. Pomieszczenia, wygląd każdej postaci, przepływ wydarzeń – wszystko musiałem mieć dokładnie opisane. W ten sposób przez 3-4 strony ciągnęła się prosta sprzeczka w karczmie a to jest bez sensu. Czytacie to na internecie co jest dodatkowo ciężkie, więc zanudzanie Was opisem wszystkiego jest kontrproduktywne. Zwłaszcza że spytałem się kiedyś Ryjka jak sobie wyobraża Lazarusa i Vrago. Jej wyobrażenie było kompletnie inne niż moje. Dlatego przekazuję wam w opisach to co chcę żebyście zapamiętali, np. Tatuaż i oko Vrago po tym jak została połączona z Savitarem. Resztę dopowiadacie sobie sami. I bardzo dobrze!

      To jest niekłamany urok literatury, że kierujemy się opisem autora, ale w zasadzie to co powstanie w naszej głowie będzie naszym własnym światem 🙂

  3. Taaaak, te opisy Shina… wspomnienia 😛

    Jak dla mnie zalatuje Matrixem i Hulkiem (w nowym Thorze).

    1. Właśnie nie pamiętam opisów Shina, choć mam jego teksty na dysku przenośnym. Muszę je kiedyś odświeżyć.

      I niestety, Thor:Ragnarok i Matrix to nie to. Próbuj dalej ;D

        1. Vrago wraca do Lazarusa i zaczyna nim miotać jak Hulk Lokim w Avengersach…nie kuście xD

              1. Hmmmm Tor’na mi bardziej pasuje na Morfeusza, niż na Neo, ale porównanie Vrago-Wulnamfang i Banner-Hulk jest trafne. Przynajmniej do następnego tekstu 😀

  4. Pierwszym moim skojarzeniem był ST:D ze względu na kilka odmiennych ras jak Xindi lecz po przeczytaniu całości moim skojarzeniem może dość banalnym jest John Carter.

    1. W sumie tworząc morlu, arien i thoperia nie myślałem o Xindi, ale jest to faktycznie podobna koncepcja, choć nie mają wspólnego DNA. Nie chcę więcej spoilerować, bo o tych trzech rasach jeszcze będę pisał 😉

      John Carter jest bardzo trafnym porównaniem, ale jest problem, że nie widziałem filmu, ani nie czytałem Księżniczki Marsa na której jest oparty, choć faktycznie jest to podobny motyw, tak jak Planet Hulk, który był inspiracją dla fragmentów Thor: Ragnarok. Stąd skojarzenia Zolfa.

      Moja inspiracja była nieco bardziej… nietypowa, bo nie była SF 😀

  5. Bazując na samej podpowiedzi, można przypuszczać, że chodzi Ci o Shadow of War i włażenie orkom z butami w umysł. Choć ja i tak wolę Neo jako wszechmocnego wobec maszyn 😉

    1. Tak jest! Chodziło właśnie o Shadow of War 😉 Zgłoś się mailowo po odbiór nagrody, chyba, że chcesz zdradzić innym co będziesz chciał 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *