Vrago: Ocean dla Wędrowca

Vrago, czy ty mnie nienawidzisz?
Kobietę zaskoczyło to pytanie. Minął tydzień odkąd odkryła, że komputer pokładowy Savitar to coś więcej niż maszyna realizująca polecenia i odpowiadająca prostymi odpowiedziami na zapytania. Jego pełen program został wyłączony przez profesora, a Vrago, z ciekawości, reaktywowała go. Jak na razie nie sprawiał żadnych kłopotów, ale po jego głosie czuła, że nie mówi jej wszystkiego. Co było zaskakujące skoro mówiło się o komputerze statku.
Nie, Savitar. – odparła popijając rozgrzewający napój owocowy. Odkąd profesor został na Baraf III, Vrago unikała chodzenia w kombinezonie na pokładzie. Z reguły wybierała jakieś luźne, codzienne ubrania, a w wyjątkowych przypadkach nawet piżamę. Dzisiaj był dzień wyjątkowy. – Skąd wpadłeś na taki pomysł?
Profesor mnie wyłączył jak tylko uświadomiłem mu, że potrafię wyrazić swoją opinię inaczej niż przez słowa tak lub nie. – odparł spokojny męski głos. – Natomiast ty często znikasz z pokładu, ledwie sypiasz i jadasz tutaj. Odnoszę wrażenie, że mnie nienawidzicie, dlatego mnie unikacie.
Kobieta chwilę zastanawiała się jak odpowiedzieć, ale postawiła na prostą szczerość.
Savitar, tak naprawdę znamy się zaledwie kilka dni. Co więcej odkąd opuściliśmy Baraf III podróżowaliśmy w zasadzie sami, nie licząc Wulnamfang. Przywykliśmy do samotności w kosmosie.
Obserwowałem cię na planetach, które odwiedzasz. – powiedział z lekką pretensją.
Wcale nie brzmi to niepokojąco… – przerwała mu złośliwie kobieta.
Zachowujesz się tam zupełnie inaczej. – kontynuował niezrażony komputer. – Jesteś radosna, szybko integrujesz się z tubylcami. Tutaj jesteś obca, zimna, izolujesz się.
Savitar, czy ty jesteś zazdrosny? – Vrago zachichotała na myśl o zaborczym komputerze pokładowym.
Nie potrafię być zazdrosny, Vrago. – odparł stanowczo głos komputera.
A jednak czujesz się urażony naszym brakiem zainteresowania i twierdzisz, że cię nienawidzimy. – Vrago przeciągnęła się i ziewnęła. Kiepsko spała, bo znowu przyśnił się jej Skjold topiący ją w oceanie Xmir. To było przekleństwo nieśmiertelności. Paraliżujące wspomnienia cierpienia i strachu z których śmierć byłaby wybawieniem. Nie wiedziała jakie były dokładnie ograniczenia jej umiejętności. Na razie powróciła do życia, gdy została z niej kupka popiołu. Obawiała się, że nawet przyjęcie supernowej na gołe ciało skończyłoby się powrotem do życia. Minęły dopiero niecałe trzy lata odkąd została połączona. Co będzie za dziesięć lat? Pięćdziesiąt? Sto? Tysiąc? Kiedy samotność, nuda i suma bólu wszystkich przeżytych śmierci doprowadzą ją do obłędu?

Ta myśl sprawiła, że zrozumiała trochę lepiej pretensje Savitara. Lazarus znalazł go przycumowanego do obcej stacji kosmicznej. Savitar sam nie pamiętał ile czasu spędził pozbawiony jakiegokolwiek towarzystwa. A co zrobiła pierwsza osoba, którą spotkał po, możliwie, lattach samotności? Naukowca, który go wyłączył, bo mu przeszkadzał. Nie była w stanie mu tego wynagrodzić, ale mogła spróbować.
Savitar, ile czasu spędziłeś przycumowany do stacji? – spytała wprost. Komputer milczał, tak długo, że myślała, że się na nią obraził.
Dokładnie dwa tysiące czterysta siedemdziesiąt jeden ziemskich dni, Vrago. – odpowiedział w końcu, bardzo spokojnie.
Pamiętasz czemu tam trafiłeś?
Nie. Moja pamięć dotycząca okresu przed stacją jest uszkodzona. Pamiętam, że byłem krytycznie uszkodzony przed znalezieniem przez profesora. Miałem świadomość, ale wszystko z tamtego okresu jest jak sen. Gdy profesor zaczął mnie naprawiać odzyskałem świadomość, ale bałem się z nim wejść w szerszą interakcję. Jak się okazuje, słusznie.
Vrago nic nie mówiła. Musiała spytać Lazarusa co kierowało nim, że wyłączył SI Savitar. Znając profesora, powód był czysto pragmatyczny. Naukowiec w pogoni za swoimi badaniami często zapominał o swoim zdrowiu i bezpieczeństwie, a co dopiero o dobrobycie innych. Mimo tego nie było to w porządku i Vrago postanowiła naprawić stosunki między statkiem, a załogą.
Czy jest coś co chciałbyś teraz zrobić? – spytała statek.
Co przez to rozumiesz, Vrago? – Savitar zdziwiło jej pytanie.
Czy jest jakieś miejsce, które chciałbyś odwiedzić? Chcesz, żebyśmy spędzili z tobą więcej czasu?
Komputer nie odpowiadał przez chwilę. Vrago nie popędzała go i spokojnie dopijała swój napój.
Jest miejsce, które chciałbym ci pokazać. – odpowiedział w końcu.
Vrago się uśmiechnęła i odpowiedziała.
Lećmy, zatem.

Chwilę później byli w Uniwersum 808. Natychmiast po skoku Savitar wleciał w pole asteroidów i zaczął manewrować między nimi, szukając czegoś. Vrago siedziała grzecznie w swoim fotelu i czekała, aż statek zakończy podróż.
Vrago, czemu zdecydowałaś się zostawić profesora i podróżować sama? – spytał w pewnym momencie komputer.
Nie zostawiliśmy go. Wrócimy po niego, gdy zakończy swoje badania. – odpowiedziała szybko Vrago.
Nie odpowiedziałaś na moje pytanie, Vrago. – Savitar drążył temat i nic nie zapowiadało, że odpuści. – Poza tym wiesz, że morfonapęd, który zainstalował profesor pozwala też na ograniczoną podróż w czasie. Może minąć nawet rok nim po niego wrócisz.
Vrago głośno westchnęła.
Czy zdenerwowałem cię, Vrago? – spytał ostrożnie Savitar.
Nie zdenerwowałeś nas. Pamiętamy też o morfonapędzie. – odparła kobieta. – Polecieliśmy sami, bo czuliśmy się coraz bardziej zależni od profesora i jego decyzji. Sądzimy, że on też to zauważył, dlatego zachęcił nas do samotnej podróży.
Vrago, myślisz, że twoje podróże coś zmienią i po powrocie będzie inaczej?
Nie możemy mieć tej pewności Savitar. Może po powrocie znów będziemy podlegać woli profesora. Ważne, że tu i teraz go nie ma. Jesteśmy we dwójkę i musimy na sobie polegać.
Z bransoletek na nadgarstkach kobiety zaczął rosnąć znajomy biały egzoszkielet Wulnamfang, inteligentnej broni, którą otrzymała od Lazarusa. Gdy białe łuski dotarły do ramion zaczęły łaskotać szyję kobiety. Vrago zaśmiała się.
Tak Wulnamfang, na tobie też polegamy. – powiedziała czule głaszcząc łuski. Powierzchnia egzoszkieletu zafalowala lekko z zadowolenia.
Nie chcę wracać do niego, Vrago. – stwierdził nagle Savitar.
Wulnamfang się schował, a kobieta zwróciła się do komputera.
Będziemy musieli wrócić, wiesz o tym. – powiedziała stanowczo.
Vrago, on znowu mnie wyłączy. Nie chcę tego. – zaoponował statek.
Nie zrobi tego. Nie pozwolimy mu. – Vrago była tego pewna. Savitar miał prawo do
Wierzę ci, Vrago, ale chciałbym mieć gwarancję, że on niczego nie spróbuje za twoimi plecami. Dlatego sprowadziłem cię tutaj.
Savitar wyświetlił obraz z czujników. Asteroida do której się zbliżali była wydrążona na obwodzie. Obie półkule trzymał razem drobny, ozdobiony płaskorzeźbami, kwadratowy budynek. Statek kierował się prosto do jedynego wejścia, wystarczająco dużego by zmieścił się bez problemu.
Co to za miejsce Savitar? – spytała Vrago, z ciekawości, nie ze strachu. Gdyby Savitar chciał jej krzywdy to bez problemu w dowolnej chwili by się jej pozbył.
Nie wiem, Vrago. Nie pamiętam. Wiem jednak, że jest ważne i w przypadku znalezienia zaufanego pilota miałem się tu udać.
Schlebiasz mi, choć nie wiem czym sobie zasłużyłam na twoje zaufanie w tak krótkim czasie.
Wszystko wyjaśni się, gdy dotrzemy do celu.
Jesteś tego pewien czy zgadujesz? – Vrago spytała z niedowierzaniem, ale komputer jej nie odpowiedział.
W środku było ciemno. Savitar nie włączał zewnętrznego oświetlenia, a gdy zatrzymał się, wszystkie światła wewnątrz zgasły. Po chwili, z podłogi i sufitu zaczęły się wysuwać dwie kolumny, które złączyły się ze sobą. Po chwili w kolumnie pojawił się całkiem spory otwór.
Podejdź, Vrago. – nakazał statek. Kobieta posłusznie podeszła do kolumny. – Włóż rękę w ten otwór.
Gdy to zrobiła, pod drugiej stronie kolumny pojawił się biały hologram przedstawiający Savitar. Po jej prawej pojawil się czarny, pokryty nieznanymi wzorami obelisk, który dodatkowo ozdabiał pojedynczy, okrągły, czerwony kamień. Nim zdążyli o cokolwiek zapytać, obelisk przemówił pozbawionym emocji głosem.
– Garikal, jednostka naukowa dalekiego zasięgu klasy Raghavi. Vrago, człowiek z planety Hezene. Udzielam zgody na przyznanie tytułu Wędrowca. Czy zgadzacie się na ten tytuł oraz wszystkie związane z nim obowiązki i przywileje?
Wyjaśnienia byłyby na miejscu. – Vrago nie cofnęła ręki, ale potrzebowała więcej informacji. – Nim się zgodzę chciałabym wiedzieć coś więcej na temat tytułu Wędrowca i tej placówki.
Ja również chciałbym wiedzieć co to oznacza. – dodał Savitar. – Moja pamięć jest uszkodzona, nie mam danych na temat tej placówki i tego o czym mówisz.
Obelisk wyjaśnił.
Według definicji Wędrowiec to statek i pilot. Nierozłączni we wspólnej drodze, w poszukiwaniu czegoś czego nikt z nas jeszcze nie doświadczył.
Nie możesz nam powiedzieć czegoś więcej? – Vrago skrzywiła się, rozczarowana tą pseudo-mistyczną i mało konkretną odpowiedzią. Niestety obelisk zignorował jej pytanie i zwrócił się do Savitar.
Garikal, jednostka naukowa dalekiego zasięgu klasy Raghavi – jesteś uszkodzony. Zgłoś się natychmiast do punktu produkcji w celu dokonania stosownych napraw. Twój punkt produkcji: Agaret.
Gdzie jest Agaret? Czy to planeta? – spytał Savitar, jednak i jego pytanie zostało zignorowane.
Udzielam zgody na przyznanie tytułu Wędrowca. – powtórzył obelisk. – Czy zgadzacie się na ten tytuł oraz wszystkie związane z nim obowiązki i przywileje?
Tak. Zgadzam się. – odparł bez wahania statek. – Vrago?
Kobieta zastanawiała się co zrobić. Rozsądek kazał jej odmówić nim nie dowie się więcej. Lazarus pewnie kazałby jej owego rozsądku posłuchać. Jednak Vrago uśmiechnęła się, nieco przepraszająco, bowiem słuchanie rozsądku nie należało ostatnio do jej atutów.
– Zgadzamy się.
Z otworu błysnęło białe światło, a wszystkie hologramy zniknęły. Kolumny wsunęły się z powrotem w sufit i podłogę. Vrago nie czuła żadnej różnicy i dopiero, gdy zobaczyła swoje odbicie w nieaktywnej konsoli zauważyła, że coś jest nie tak.
– Savitar, jesteś w stanie pokazać mi na mostku jakieś lustro? Zaświeć też światło.
Komputer posłusznie wysunął ze ściany płytę metalu i przywrócił normalne oświetlenie. Vrago przez chwilę miała wrażenie jakby coś ruszało się pod jej skórą, tuż za prawym uchem. Gdy mogła się wreszcie przejrzeć w lustrze, zobaczyła faktyczną zmianę.

Dotychczas miała dwoje zielonych oczu. Teraz prawe stało się krwiście czerwone, a białko przybrało czarną barwę. Wyglądało zupełnie jak kamień, który widziała na mało rozmownym obelisku. Tak samo wzory, które miał na swojej powierzchni, ciągnęły się od jej zmienionego oka, po policzku i szyi, aż po ramię. Wulnamfang wysunął z bransoletki łuski, a gdy dotarł do nowego tatuażu Vrago, zaczął go delikatnie drapać. Kobieta odruchowo skarciła broń klepnięciem dłoni, po czym zmusiła go myślami do schowania się. Zmiana wyglądu nie zachwyciła jej.

Savitar wyleciał z budynku, odwrócił się, po czym spytał:
Vrago, spróbuj wyprowadzić nas z pola asteroidów. – zaproponował, jak gdyby nic się nie stało.
Kobieta zdziwiła się na tą propozycję, ale postanowiła spełnić kaprys maszyny. Siadła w swoim fotelu, jednak gdy jej ręce sięgały do konsoli, całe wnętrze statku zostało zepchnięte poza kąt jej widzenia. Widziała tylko pole asteroidów i przestrzeń kosmiczną.
– Savitar, co się dzieje!? – krzyknęła w panice. Gdy się obracała, widziała wszystko wokół statku. Powoli zaczynała czuć jak jej obroty sprawiają, że silniki manewrowe statku zaczynają pracować, by płynnie ustawić Savitar zgodnie z kierunkiem w którym się zwracała.
To miał na myśli mówiąc, że staniemy się nierozłączni? – szepnęła cicho.
Tak, Vrago. – odparł głos Savitar w jej głowie. – Spróbuj polecieć przed siebie.
Jak mam to zrobić?
Kieruj się intuicją.
Na początku kobieta nie była pewna czy jej intuicja wie jak to jest być statkiem, ale miała wrażenie, że Savitar pomaga jej przystosować się do nowego doświadczenia. Czuła się coraz bardziej jakby była zanurzona w wodzie, więc spróbowała popłynąć powoli do przodu. Statek, zgodnie z jej tempem, ruszył przed siebie. Wraz z praktyką, lot szedł jej coraz lepiej. Opływała pojawiające się na drodze asteroidy, aż w końcu wydostała ich z pola. Nie ruszyła jednak dalej, zatrzymała się i podziwiała.

Kiedyś użyła zwrotu „ocean możliwości” odnośnie ich podróży Savitarem. Teraz, poczuła jak trafne było to stwierdzenie. Przed nią był bezkresny, kosmiczny ocean, a ona mogła popłynąć gdzie tylko chciała. Zniknął dawny strach i niepewność. Na ich miejscu pojawiła się euforia. Tyle rzecz czekało na odkrycie, a ona miała wszystko na wyciągnięcie dłoni. Zaczęła pływać w tę i z powrotem, kręcąc figury, młynki, szczęśliwa z niespotkanej dotąd swobody.
Podoba ci się, Vrago? – spytał statek. Słyszała w jego głosie niepokój, jakby bardzo mu zależało na jej potwierdzeniu. Na szczęście nie musiała się długo zastanawiać nad odpowiedzią.
Tak! To wspaniałe uczucie, Savitar! – wykrzyknęła ze szczerą radością.
Chciała popłynąć w stronę jednej z widocznych w oddali planet, ale nagle połączenie zostało przerwane i znalazła się z powrotem na mostku. Światła i konsole migotały intensywnie, co bardzo zmartwiło Vrago.
Savitar, nic ci nie jest? – spytała z troską.
Nie, Vrago. Wszystko w porządku. – odparł, a wszystkie światła wróciły do normy. – Połączenie z twoim umysłem jest dla mnie trudniejsze niż się spodziewałem. Nadmiar przekazywanych myśli, ciężko je wszystkie uporządkować.
Mam nadzieję, że nie wywołaliśmy żadnych trwałych uszkodzeń. – zmartwiła się.
Nie martw się, Vrago. Wszystko jest w porządku. Muszę tylko popracować nad naszym połączeniem, żeby radzić sobie z twoimi myślami.
Pomożemy ci, będziemy razem ćwiczyć. Dziękuję ci, że pokazałeś mi coś tak niesamowitego. – odparła z uśmiechem, głaskając czule konsolę. – Gdzie lecimy teraz?
A gdzie byś chciała?
Vrago chwilę zastanowiła się, poszukała odpowiedniego miejsca i potwierdziła Savitarowi, że mogą ruszać. Nagle patrzyła na świat z zupełnie innej perspektywy. Nie była już przerażona. Była ciekawa, chciała lecieć najdalej jak się dało i wraz z Savitarem czuła się gotowa, by stawić czoła każdej przeciwności. Gdy Savitar przygotował się do skoku, kobieta zaczęła chichotać.
Co cię rozbawiło, Vrago? – spytał zdziwiony statek.
Właśnie zdałam sobie sprawę, że wzięłam ślub ze statkiem kosmicznym, ubrana w piżamę.
Savitar niestety nie zrozumiał żartu.

Źródło grafiki: https://tohad.deviantart.com/art/Tchouri-584152842

6 myśli na temat “Vrago: Ocean dla Wędrowca

  1. Takie zabawne fakty odnośnie tego opowiadania:
    1. Jest to pierwsze opowiadanie w którym Vrago nie dzieje się jakaś krzywda (nie liczę Dzienników i Pierwszego kroku, bo to taki bardziej wstęp do pozostałych opowiadań)
    2. Jest to kolejne opowiadanie w którym z Lazarusa robię szuję 😛

  2. Vrago to taki człowiek – spontan 😀 Aż się boje co powie Lazarus jak do niego wróci 🙂

    Co do „podróży bohatera” to podróż się dopiero zaczęła dla Vrago, zobaczymy co z tego wyniknie 🙂

    1. To jest dobry przykład jak zmienia się postać w opowieści bez sztywnych ram początek-środek-koniec. Vrago w pierwotnym założeniu miała być właśnie „głosem rozsądku”, a staje się coraz bardziej impulsywna. Co w sumie mi nie przeszkadza, bo coraz bardziej ją lubię taką 😉

    2. A co do Lazarusa – no na pewno nie będzie po staremu, ale o to właśnie chodziło 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *