Savitar: Pamięć w zieleni #2

Driada nie była typową rośliną Naos. Tak jak oni, zachowała sporą dozę samodzielnego myślenia, wystarczającą by dochodzić do wniosków obcych roślinnemu kolektywowi Naos. Lazarus próbował rozszyfrować do jakiego gatunku należała, jednak skaner nie udzielał żadnych przydatnych informacji. Naos nie posiadała tej wiedzy albo przez lata zapomniała. Skóra Driady była gładka, szara, pokryta w paru miejscach mchem i korą. Poniżej pasa jej ciało było ukryte pod dziwnie pękatym pancerzem, zbudowanym z tego samego roślinnego materiału co zbroja Vrago. Jej głowa była długa, stożkowata, a pod dwojgiem gadzich ślepi miała czerwoną, błoniastą membranę, która wibrowała przy każdym wypowiadanym przez Driadę słowie.
Witaj Cierniu Naos i ty, Pyłku, najnowszy wysłanniku naszej planety. – głos Driady był bardzo melodyjny. Oboje poczuli przyjemny dreszcz, a kwiaty intensywnie rosnące na drewnianym tarasie który był mieszkaniem Driady, zaczęły harmonijnie falować.
Vrago parsknęła śmiechem, gdy usłyszała jak Driada nazwała Lazarusa. Sam zainteresowany nie był ani trochę rozbawiony, ale postanowił pominąć milczeniem nazwę jaką określiła go Driada.
Driado, przybyliśmy do ciebie z pytaniami… – Vrago zaczęła mówić, jednak Driada szybko przerwała jej, unosząc lewą dłoń.
Wiem po co przybyliście, Cierniu. Nie jesteście prawdziwymi wysłannikami i choć czujecie jak wpływ Naos wkopuje się coraz głębiej w wasz umysł to walczycie z nią, szukacie drogi ucieczki. – ledwie to usłyszeli, ale głos Driady stał się minimalnie ostrzejszy przy ostatnich słowach. – Bardzo dobrze, Naos nie wasze miejsce.
Profesor odpowiedział:
Oczywiście, czcigodna Driado. Powiedz nam tylko, czy wiesz coś więcej na temat dwóch zmian, które musimy wyeliminować?
Driada zatrzęsła się, na myśl o anomaliach. Przez połączenie z Naos, rośliny wokół zatrzęsły się tak samo, a Lazarus i Vrago poczuli nieprzyjemne mdłości. Cokolwiek tam było, Naos chciała się tego pozbyć za wszelką cenę.
Obydwa problemy są z metalu, ale to zapewne już wiesz, Pyłku. Większy to wasz statek, jego pieśń jest inna, mniej świadoma, niż tego mniejszego. Jednak nalegam byście usunęli obydwa! Są zbyt szkodliwe dla nas!
Pomagając wam spędzimy na Naos wystarczająco dużo czasu, żeby rośliny przejęły nad nami pełną kontrolę. Gdzie w tym zysk dla nas? – odparła kwaśno Vrago. Wraz z Lazarusem trzymali się swoich wspomnień, ale czuła, że jest ich coraz mniej. Nie pamiętała nazwy ich statku, za to wiedziała już prawie wszystko o mieszkańcach tej planety. Jej podróże przed poznaniem…no właśnie, przed poznaniem kogo? Potrząsnęła głową, skupienie wróciło. Lazarus spoglądał na nią nieco niewidzącym wzrokiem, ale po chwili otrząsnął się.
– Pomogę wam zachować indywidualność dość długo, żebyście mogli wydostać się z planety i rozwiązać nasze problemy. Co ty na to, Cierniu?
Co o tym sądzisz, Pyłku? – Vrago spytała, jednak nie żartobliwie, jak się spodziewał. Jej poważny ton sugerował rosnący wpływ planety. Nie musiał się długo zastanawiać nad pytaniem towarzyszki. Nie mieli podstaw by wierzyć w pomoc Driady, jednak byli na przegranej pozycji. Dziwna istota nie musiała ich oszukiwać. Naos i tak wygra – wystarczy, że spędzą na powierzchni dość czasu. A patrząc na ich obecne problemy z pamięcią, nie trzeba go było dużo. Rozłożył bezsilnie ręce i powiedział:
– Zgadzamy się, czcigodna Driado.
– Dobrze. To nie potrwa długo.
Wykorzystując połączenie z planetą, Driada weszła do umysłów Lazarusa i Vrago, ustawiając odpowiednie obejścia, które pozwalały im czerpać informacje z planety, jednak utrudniały planecie nadpisanie ich indywidualnych charakterów wolą roślinnego kolektywu. Oczywiście planecie nie podobało się to. Vrago zaczęła się nerwowo rozglądać, czując, że Naos wysłała odpowiednie jednostki do zdyscyplinowania niesfornych sług.
Uwaga, atakują nas! – krzyknęła kobieta. Z otaczających ich drzew zaczęli spadać wysłannicy kolektywu. Przypominali humanoidy, zamknięte w pancerzu takim jak miała Vrago, jednak w przeciwieństwie do niej zamiast rąk mieli dwa potężne bicze. W najgorszej sytuacji była Vrago, która celowo oddaliła się od stojącego obok Driady Lazarusa. Na niej skupiła się większość napastników i gdy była kompletnie otoczona zaczęli atak. Uderzenia biczy były bolesne, Vrago czuła je na ciele zupelnie jakby zbroja nie chroniła jej. Biorąc pod uwagę, że wrogowie i jej zbroja pochodziły z tego samego źródła, jej wrażliwość zapewne była sprawką Naos.
Na szczęście cokolwiek Driada zrobiła, szybko zadziałało. Wspomnienia stały się wyraźniejsze i Vrago zauważyła, że w połączeniu z Naos wytworzyły się furtki, które mogła wykorzystać dla własnej korzyści. Od razu pomyślała o tym, by pancerz zaczął ją chronić i ból szybko ustał. Z rąk kobiety wysunęły się bicze, dużo ostrzejsze od tych jakimi dysponowali wrogowie, co zresztą udowodniła i jednym strzałem rozcięła dwóch napastników na pół.
Vrago przeszła do kontrataku. Szeregi wrogów zaczęły się szybko kurczyć. Gdy przybyły posiłki, Vrago doskoczyła do Lazarusa i Driady.
Nie ruszajcie się! – krzyknęła. Naramienniki pancerza otworzyły się odsłaniając wiele małych otworów. Vrago skoncentrowała się i nagle z otworów wystrzeliły serie cierni, tak ostrych, że po paru sekundach z wrogów została tylko zielona, mokra plama.
Musimy się śpieszyć. Naos nie odpuści tak łatwo. – mruknął Lazarus.
Słuszna uwaga, Pyłku. Moje zmiany nie są permanentne. Naos znajdzie w końcu sposób, żeby was złamać. – dodała spokojnie Driada. – Śpieszcie się.
Vrago i Lazarus podziękowali Driadzie, po czym ruszyli w stronę mniejszej anomalii.

Droga nie należała do najłatwiejszych. Powierzchnia Naos była wybitnie nie dostosowana do podróżowania dla ludzi, dlatego nie raz musieli nadrabiać drogi, by obejść przeszkody niemożliwe do pokonania. Na dodatek, planeta nie odpuściła i co jakiś czas Vrago musiała uporać się z kolejnymi wysłannikami.
Bardzo wprawnie radzisz sobie z pancerzem, który dostałaś od Naos. – odparł wesoło Lazarus, gdy kobieta wykończyła kolejną grupę wrogów.
Dziękujemy. – uśmiechnęła się Vrago, chowając bicze w rękach. – Ten pancerz jest całkiem przydatny, ale nie możemy się doczekać, aż z powrotem będzie z nami Wulnamfang.
Lazarus się skrzywił, gdy usłyszał tą nazwę. Mimo, że był twórcą broni Vrago to nie darzył jej jakimkolwiek pozytywnym uczuciem. Odkąd uruchomił SI Wulnamfang, broń chętnie korzystała z każdej okazji, żeby go zabić.
Cieszę się, że tak bardzo przypadliście sobie do gustu, choć skłamię jeśli powiem, że go lubię. – odparł szczerze.
Spokojnie, profesorze. Wulnamfang też pana nie znosi. – zaśmiała się Vrago.
Lazarus uśmiechnął się.
Jestem zaskoczony, bałem się, że po paru minutach będę musiał was siłą rozdzielać. Wulnamfang to bardzo skomplikowane urządzenie i przez to jest ciężki do opanowania.
Przyznamy, nie było łatwo. – Vrago westchnęła, rozcinając kurtynę z pnączy, blokującą ich drogę. – Na początku nienawidził nas tak samo jak pana. Dopiero lepsze poznanie wszystkich go uspokoiło. Fara mu bardzo pomogła w integracji.
Lazarus był zaskoczony. Wydawało mu się, że w umyśle Vrago wszyscy mieszkańcy stanowią kolektyw, którego nie da się rozdzielić na poszczególne części.
Jesteś w stanie odróżnić Farę od reszty? – spytał z ciekawości.
Jesteśmy w stanie udzielać głosu poszczególnym grupom, korzystać z ich doświadczenia i umiejętności. – odpowiedziała Vrago. – Fara jest głosem szczególnym. Jako gospodarz jest głosem najbardziej wyraźnym i słyszymy ją jako konkretną osobę, a nie część którejś grupy.
– Byłbym w stanie kiedyś poznać samą Farę?
Niestety jest to niemożliwe. Ten kto przemawia zawsze w jakimś stopniu jest pomieszany z resztą. Na początku było szczególnie ciężko. Fara izolowała się od reszty, a poszczególne grupy kłóciły się ze sobą, mieszając się w chaotyczny sposób, prowadząc czasem do…irracjonalnych zachowań.
Lazarus grzecznie szedł za Vrago, co jakiś czas poprawiając kurs zgodnie z odczytami skanera.
– Zastanawiał się pan nad tym co powiedziała Driada? – spytała Vrago. – Co miała na myśli mówiąc o bardziej i mniej świadomej anomalii?
Jak pewnie zauważyłaś, interpretacja świata przez Naos różni się od naszej. Może Driada uznała komputer pokładowy Savitar za świadomość. – Lazarus podzielił się swoją hipotezą, po czym wskazał tunel wewnątrz drzewa, do którego zmierzali mostem z połączonych gałęzi. – Co do mniejszej anomalii to za niedługo się przekonamy. To już niedaleko.

Po przejściu przez tunel, zeszli na kolejny zielony taras. W przeciwieństwie do tego na którym spotkali Driadę, nie było tutaj nic szczególnego. Dopiero dzięki skanerowi Lazarusa zauważyli metalowy korpus wkomponowany w jedną z roślinnych ścian. Dopiero po chwili rozpoznali, że przykryty pnączami i korą przedmiot to humanoidalny robot. Gdy zbliżyli się, maszyna zaczęła sie ruszać, jej oczy zaświeciły żółtym światłem. Ku zaskoczeniu Lazarusa i Vrago, pierwszym dźwiękiem jaki wydał z siebie obcy robot było głośne ziewnięcie.
Przepraszam najmocniej, spędziłem tu już w samotności tyle czasu, że przywykłem do spania. – rzekł metalicznym głosem. – Wyciągnijcie mnie z tej ściany.
Profesor i Vrago spojrzeli po sobie. Wszystko wskazywało na to, że Driada miała rację i robot był w pełni inteligentnym, niezależnym bytem. To komplikowało sytuację. Nie wiedzieli kim maszyna jest, co potrafi i jakie ma cele. Wypuszczenie go było bardzo ryzykowne.
Nie tak szybko. – odparła Vrago. – Najpierw powiesz nam kim jesteś.
Robot westchnął.
Mój błąd. W jakiś niewyjaśnialny sposób, wywarłem na was wrażenie, że macie jakiś wybór. Już uściślę – to było polecenie, nie prośba. Nie macie innego wyjścia, dlatego pomożecie mi wydostać się z tego zielonego paskudztwa.
Jego głos był spokojny, nawet lekko rozbawiony. Mimo tego czuć w nim było arogancję, nawet groźbę.
Możemy odmówić i ruszyć w dalszą drogę. – powiedział Lazarus, skanując cały czas maszynę. Niestety skaner Naos nie radził sobie ani trochę z analizą robotyki. Było jednak coś dziwnego w jego odczycie, co nie miało związku z metalową konstrukcją…
Czy aby na pewno? – zaśmiał się robot. – Planeta mogła was wchłonąć raz dwa. Mimo tego stoicie tutaj i marnujecie nasz czas. Naos nie puści was beze mnie. Zatrzyma was tu tak długo, aż wreszcie wyciągnięcie mnie stąd i zabierzecie jak najdalej. Zresztą, pomijając Naos, jestem dla was zbyt cenny, żeby mnie nie zabrać.
Skoro znasz nas lepiej niż my siebie, to wyjaśnij dalej, czemu nie mielibyśmy zignorować tak niebywałej okazji? – Vrago kpiła sobie, oburzona bezczelnością maszyny. Lazarus jednak z niedowierzaniem kręcił głową i nagle odparł:
Ma rację. Musimy go wziąć ze sobą.
Vrago popatrzyła na niego w szoku, a maszyna zaśmiała się:
Wreszcie, ktoś rozsądny. – zwrócił się do Vrago. – Słuchaj i ucz się, dziewczyno.
Nie może pan mówić poważnie… – żąchnęła się kobieta.
Lazarus wyłączył skaner i popatrzył na nią z pewną bezsilnością.
Słowa tego robota nie są pozbawione sensu. Naos faktycznie może nas nie puścić bez niego. Poza tym wiem już dlaczego planeta nie może go usunąć. Jego odczyty szaleją. W jednej chwili skaner rejestruje go jako kawałek metalu, a po chwili jako czysto organiczną formę życia. Za każdym razem jest to zupełnie inna sygnatura, a kolektyw Naos głupieje przez niego.
Vrago odpuściła chwilowo plan zostawienia robota na planecie, zaciekawiona informacjami przedstawionymi przez profesora.
To dziwne, na oko cały czas jest tym samym robotem. – powiedziała. – Czy wie pan co powoduje te zmiany?
Oczywiście, że wie. – wtrącił się robot. – I dlatego wie, że jestem mu potrzebny. Prawda, profesorze Lazarus?

Lazarus syknął ze wściekłości:
Wyśmienicie, kolejny tajemniczy nieznajomy, który mnie doskonale zna. –  Jego cierpliwość do wszelkich agentów, była już na wyczerpaniu. – Co usłyszę tym razem? Wizje apokalipsy? Puste groźby? Mam nie szukać wejścia do Każdyświata, bo czekają mnie straszliwe konsekwencje?
Nic z tych rzeczy, profesorze. – sprostował robot. – Nie jestem agentem, ale byłem tam i jestem Panu niezbędny do opracowania sposobu otwarcia wejścia. 
Przecież spotkaliśmy już Ibraan Modus i Kordrę, którzy przybyli z Każdyświata. – zauważyła Vrago. – Co odróżnia tego robota od nich?
Ich odczyt był stały. – odparł Lazarus.
Oczywiście. Nie doświadczyli Fluktuacji, jak ja. Chętnie wam opowiem co to jest, ale dopiero na pokładzie waszego statku.
Lazarus poprosił Vrago na osobność. Musieli szybko ustalić co zrobią z problematycznym znaleziskiem. Czas nie grał na ich korzyść, a wokół robota było zbyt wiele niewiadomych.
Potrzebny mi jest. – stwierdził Lazarus. – To pierwszy mieszkaniec Każdyświata który może mi pomóc w badaniach.
Rozumiemy profesorze, ale nie ufamy mu. Powiedział nam niewiele, nie znamy jego możliwość. – westchnęła Vrago. – Wprowadzenie go na pokład Savitar to duże ryzyko.
Zostawić go też nie możemy, Naos nie wypuści nas bez niego.
On tak twierdzi. Niekoniecznie jest to prawda. – skontrowala Vrago. – Jest jeszcze jedna opcja.
– Jaka? – spytał ciekawie Lazarus, ale rzadko spotykany, niebezpieczny błysk w oku Vrago był dla niego wystarczającą odpowiedzią…

Źródło grafiki: https://pl.pinterest.com/pin/429741989426888147/

16 myśli na temat “Savitar: Pamięć w zieleni #2

  1. Zaznaczę przy okazji – grafiki w tle wpisów NIE SĄ wierną reprezentacją mojego wyobrażenia miejsc odwiedzonych przez Lazarusa i Vrago. Są utrzymane w tematyce, ale wstawiam je przede wszystkim dla ozdoby wpisu 😉

  2. Ogólnie bardzo mi się podoba. Masz świetne pomysły. Jakby kazano mi się czepiać, to jest tylko kilka drobnych rzeczy, jak powtórzenia (Vrago); kiedy i dlaczego się odsuwała od Lazarusa; nie wiem czy „ostrość” bicza to najlepsza jego charakterystyka; i o co chodzi z tymi furtkami… asa… już wiem 😉

    1. Powtórzenia są u mnie ogromnym problemem. Cały czas z nimi walczę, niestety z różnym skutkiem. Ostrość bicza to niezbyt udane określenie, ale jeśli zrozumiałeś o co chodzi to jest ok. Furtki tak samo, określenie czysto z tematyki bezpieczeństwa informatycznego 😀

      Dzięki za pochwałę. Ucieszy cię zapewne wieść, że w zasadzie skończone jest kolejne opowiadanie w świecie Zgromadzenia 😉

    2. A co do pomysłów to staram się ciągle szukać inspiracji. Gry, książki, seriale, muzyka i grafiki – co się da. Wymyślić coś, przemieszać, połączyć, tak żeby było coś z czym się jeszcze nie spotkałem. Ludzka wyobraźnia jest mimo wszystko skończona, więc na pewno się zdarzy, że pomysły będą się powtarzać z tym co już jest w pop-kulturze.

      Dyskusje też pomagają. Przyznam się, że w paru przypadkach rozmowa z czytelnikami zapewniła inspirację, której bardzo brakowało 😉

    3. Nikt nie karze ci się czepiać Zolf, robisz to bo lubisz:) tłumaczenie nie potrzebne.

      1. No i nie do końca się zgodzę. Zamiast czepiać się, wolałbym czytać nieskazitelny ideał liryczny (lub może bardziej prozaiczny), na którego temat nikt nie jest w stanie powiedzieć złego słowa (ale takich oczywiście nie ma) 😉 Natomiast robię to nie dla swojej satysfakcji, bo „o, jestem w stanie mu wytknąć błąd”, czy „to jest kiepskie, moje byłoby lepsze”, tylko po to, by jak sam autor niejednokrotnie nadmieniał, stworzyć dyskusję, ułatwiającą dalsze pisanie i ulepszającą ostateczne dzieło. Tzw „konstruktywna krytyka”.

        1. Oboje macie rację.

          Nigdy nie jest tak, że jest zupełnie idealnie, zawsze jest miejsce na rozwój i poprawę, dlatego dobrze jest jak ktoś zwróci na to uwagę. Mimo tego Zolf użyłeś dość nieszczęśliwego zwrotu – faktycznie nikt ci nic nie każe. Dopisywanie tego jest bez sensu skoro i tak to zrobiłeś, bo chciałeś 😀

  3. W końcu jakiś robot 😀 Jak dla mnie to ankieta pod tą częścią jest zbędna 😉

  4. Wszystko super, kontynuuj szybko 🙂 mi tam się wszystko podoba , delektuje się twoim stylem pisania. Tyle co do powtórzeń:) (wymyślcie mi jakaś ksywę , bez sensu podpisywać się imieniem i nazwiskiem)

      1. Bibi było by fajne , tylko ze….nie jestem za stara na takie pieszczoty?:) Jak nikt nic innego nie zaproponuje będzie bibi XD

        1. Hmmm potrzebowalibyśmy więcej wskazówek, z czym pseudonim miałby się wiązać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *