Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju (Całość)

Galmara w Uniwersum 342. Najważniejszy obiekt Terytoriów Wspólnych. Ogromna, ciągle rosnąca kosmiczna, która nie ma sobie równych. Nie jest to miejsce równie prestiżowe, co chociażby Klejnot Wspólnoty, jednak to tutaj zawierane są najważniejsze umowy i sojusze między gwiezdnymi imperiami. Oczywiście zupełnie nieoficjalnie. Galmara to miejsce gdzie kwitnie przemyt i czarny rynek, a popularne powiedzenie głosi, że jeśli nie znajdziesz czegoś na owej stacji to pewnie to nie istnieje. Wiadomo, że w tak wielkiej, niezbadanej galaktyce nie może to być prawdą, jednak fakt pozostaje faktem – Galmara niejednego potrafi zadziwić.

Tak istotne, a zarazem pełne ścierających się sprzeczności miejsce nie przetrwałoby bez rządów silnej ręki. Galmarze potrzebny jest administrator, z którego zdaniem każda rozsądna istota będzie się liczyć – czy to ze strachu czy z szacunku. Preferowalnie obydwóch. Oczywiście nikt nie śmie wątpić, że takim administratorem jest Ssiranis, kobieta z jaszczurzej rasy Vissari. Nikt, albowiem pani administrator upewniła się, żeby wszyscy sceptycznie nastawieni szybko znaleźli się po mniej przyjaznej stronie śluzy.

Ssiranis przeglądała w swoim gabinecie raporty ochrony. Długo napracowała się, żeby zimny, ciemny gabinet poprzednika choć trochę zaczął przypominać ciepłe dżungle rodzinnej kolonii. Nie udało się to idealnie, jednak Ssiranis nigdy nie narzekała. Nie po to została administratorką Galmary żeby teraz tęsknić za domem. Na stacji zawsze było pełno ważnej pracy, jak choćby rozwiązanie sprawy wprowadzenia na pokład nielegalnej broni.

Na polecenie Ssiranis czterech masywnych Povariańskich strażników wprowadziło do gabinetu dwoje ludzi. Mężczyzna, Benjamin Lazarus, były profesor Akademii Naukowej Kolbar VI w Uniwersum 89, zastanawiał się jak wykręcić się z tej sytuacji. Jego okręt, Savitar, skoczył do tego Uniwersum równo dwanaście godzin temu, spalając przy tym ostatnie rezerwy morfomaterii. Pierwsze sześć spędził szukając źródła morfomaterii, niezbędnej do zasilenia napędu międzywymiarowego, a gdy już dowiedział się gdzie i jak ją zdobyć musiał się starannie przygotować. Morfomateria była nielegalna na Terytoriach Wspólnych i na Galmarze pojawił się uzbrojony w przebranie oraz dokładny plan działania. Niestety, ów plan szybko spalił na panewce.

Kobieta, Vrago, poszukiwaczka skarbów z Uniwersum 665, ledwie godzinę temu została wypuszczona z paraliżującego kryształu stazy. Nie wiedziała, że od momentu pojmania przez handlarzy niewolników minęły już dwa miesiące. Wiedziała natomiast, że nie odzyskała pełnej sprawności po przymusowej hibernacji. Ciężko było się jej skupić, miała problem z koordynacją ruchów i…była kompletnie naga. Na szczęście nie odczuwała skrępowania. Bardziej interesowało ją gdzie jest, bo ostatnie co pamiętała to ruiny na planecie Purram, gdzie szukała artefaktu mogącego pomóc jej z pewną nietypową…przypadłością.

Ssiranis przyglądała im się uważnie. Potwornie brzydcy, jak wszyscy ludzie. Mężczyzna był średniego wieku, szczupłej budowy, wysoki. Czarne włosy i brodę powoli zaczynała znaczyć siwizna. Na jego skórze administratorka zauważyła pojedyncze elementy pochodzenia syntetycznego. Skany wykazały, że nie są niebezpieczne, jednak dokładnego działania nie udało im się ustalić. Oczy mężczyzny też były syntentyczne – jego tęczówki świeciły białym światłem.

Niestety kobieta była o wiele gorsza. Bardzo wysportowana figura i liczne blizny sugerowały kogoś komu nieobca była walka. Była niższa od towarzysza i mimo zmierzwionych, długich, kasztanowych włosów patrzyła się nad wyraz buntowniczo jasno zielonymi oczami. Ssiranis nie znosiła ludzi. Setki lat temu, któryś z jej przodków uznał, że krzyżowanie się z ludzkimi kolonistami to świetny pomysł i przez ową modę czyści rasowo Vissari występowali obecnie jedynie w holomuzeach. Widok ludzi doprowadzał administratorkę do szału, a ludzkich kobiet już w szczególności. Odstające uszy, wypukłe nosy, miękka, włochata skóra były złe, ale szczególną nienawiścią darzyła kobiece piersi i dziękowała w duchu, że Vissari nie zatracili jajorodności na rzecz ssaczego systemu rozrodczego. To by dopiero było upokorzenie…

Administratorka wskazała na jednego ze strażników. Specjalnie starała się, żeby jej obrzydzenie dotarło do tych prymitywnych istot.
Przynieście jej jakieś ubranie. Jej…ciało jest odrażające. – syknęła. – Ludzie to takie paskudne stworzenia.

Gdy strażnik wyszedł Ssiranis wróciła do cichego czytania zarzutów, nie zwracając kompletnie uwagi na więźniów. Miała nadzieję, że cisza spotęguje zdenerwowanie ludzi. Niestety nie mogła wiedzieć, że każde z nich było bardziej zajęte obmyślaniem planu ucieczki niż trwogą nad zagrożeniem w jakim się znaleźli. Oboje znali ludzi pokroju Ssiranis. Dogadywanie się nie miało sensu. Jedyne na co mogli liczyć to nieuwaga strażników, która otworzy im szansę na ucieczkę.

Strażnik wykonał polecenie zwierzchniczki dość szybko, jednak kombinezon, który przyniósł kiepsko leżał na ciele Vrago. Był ewidentnie przystosowany do kogoś, kto z budowy ciała zaledwie przypominał człowieka, nic więcej. Kobieta nie odezwała się jednak słowem, zawsze lepszy taki ubiór niż żaden. Przebierała się pod czujnym okiem wszystkich strażników, którzy musieli ją rozkuć na tą chwilę. Gdy Vrago była ubrana i ponownie skuta, administratorka zwróciła się do nich:
Wiecie, że bycie człowiekiem na Terytoriach Wspólnych to przestępstwo? Do tego karane śmiercią?
Dotarły do mnie takie informacje. – odparł sucho Lazarus. Nikt nie powiedział mu czemu, jednak profesor dowiedział się, że w tym Uniwersum ludzie wyginęli wiele lat temu. Niektóre rasy, same niezdolne do skutecznego prowadzenia działań wojennych, chciały wykorzystać ludzki genom do swoich celów. Dwie cywilizacje – Toham i Regana, podjęły próby klonowania ludzi, w celu stworzenia lojalnych, zaprawionych w boju żołnierzy. Niestety nie docenili możliwości swoich tworów, które zamiast mordować się między sobą zwróciły się przeciwko nim. Galaktyczna Wspólnota zjednoczyła się, żeby położyć kres, jak to zwali, „ludzkiej zarazie”, ale zarówno Toham, jak i Regana mieli pecha – obie cywilizacje nie dotrwały do końca konfliktu i ustanowienia praw zakazujących klonowania ludzi jako broni.
Dodatkowo, jakby nie był to wystarczający afront, próbowałeś zakupić duże ilości morfomaterii, która również jest nielegalna. – zwróciła się do Vrago. – …natomiast ciebie handlarz próbował sprzedać na targu jak najzwyklejszy we wszechświecie miotacz czy nóż. Zajęliśmy się już nim, natomiast ciebie, tak jak kolegę, spotka jedyne na co zasługuje nielegalny nóż. Dezintegracja.
Ssiranis nic więcej nie dodała. Cisza przedłużała się, a administratorka obserwowała z zaciekawieniem jaka będzie ich reakcja. Długo czekać nie musiała, gdyż Vrago straciła cierpliwość.
Jeśli liczysz, że zaczniemy błagać o litość, to pozostaje nam pogratulować cierpliwości. – odparła kobieta. Chciała być bardziej złośliwa, ale kombinezon był tak niewygodny, że ją dekoncentrował. – Nie pierwszy raz musimy dogadywać się z kimś twojego pokroju, dlatego zamiast tej całej szopki ze strażnikami i groźbami powiedz wprost czego od nas chcesz.
Lazarus przyjrzał się Vrago z zaciekawieniem. To było odważne posunięcie, ale miała rację – administratorka kazałaby ich zabić na miejscu, gdyby czegoś nie chciała. Pozostało im tylko czekać na propozycję.

Administratorka Ssiranis wbiła wzrok we Vrago. Bez słowa skinęła dłonią na strażnika stojącego po prawicy kobiety. Povarianin skinął przełożonej głową, po czym uderzył Vrago z pięści prosto w brzuch. Kobieta zwinęła się z bólu. Strażnik nie uderzył z całej siły, ale przy tak potężnej budowie Vrago mogła mówić o dużej dozie szczęścia.

Povarianie z wyglądu przypominali wielkie włochate, pozbawione nosów małpy, które przemieszczały się na czterech nogach. Przy pierwszym spotkaniu Lazarus był w szoku, że tak masywne stworzenie potrafi szybko się poruszać, zwłaszcza w tłumie. W połączeniu z niezrównaną siłą fizyczną i wpajanym od młodości ideałem lojalności wobec przełożonych nikt nie dziwił się że Povarianie stanowili trzon służb porządkowych podporządkowanych bezpośrednio administratorom stacji.

Vrago odkaszlnęła i powoli wyprostowała się, świszcząc przez chwilę przy każdym oddechu. Twarz Ssiranis nie zdradzała jakichkolwiek emocji, choć Vrago mogła przysiac że przez sekundę kąciki jej ust podniosły się w lekkim uśmiechu. Było to łatwe do przeoczenia, ze względu na charakterystyczny wężowy grymas w jakim były ciągle ułożone usta Vissari. Lazarus zastanawiał się co sprawiło, że gatunek tak ewidentnie skrzyżowany z człowiekiem może, aż tak bardzo nienawidzić ludzi, ale nie zamierzał dłużej tolerować zachowania administratorki. Zwłaszcza, że miał wrażenie, że Ssiranis czysto dla zabawy każe strażnikowi uderzyć Vrago ponownie.
W ten sposób postępuje pani ze wszystkimi przydatnymi osobami? Aż dziw bierze, że ta stacja jeszcze funkcjonuje! – krzyknął zniesmaczony. Wiedział, że naraża się w ten sposób na podobne traktowanie, ale liczył, że odwróci uwagę administratorki od Vrago.
Owszem, przydacie mi się. – odpowiedziała z groźnym syknięciem Ssiranis. – Nie myślcie jednak, że Wam wszystko wolno. Jesteście ludźmi. Przedmiotami. Można was w każdej chwili wyrzucić do śmieci i nikt nie pośpieszy wam na ratunek, zrozumieliście?
Udowodniła pani swoją przewagę. – Vrago odparła z lekkim wysiłkiem. – Nie rozumiemy tylko, czemu zadawała sobie pani trud sprowadzania nas tutaj, zamiast zutylizować nas i zatrudnić kogoś mniej…obrzydliwego.
Ssiranis paskudnie się zaśmiała.
– Dlatego, że jesteście bronią, której wszyscy się boją…no, może prawie wszyscy. O ludziach krążą nieliche opowieści. Nie jesteście tak silni jak chociażby stojący tutaj Povarianie. Nie jesteście tak szybcy i dyskretni jak Jallala. Jest wiele ras mądrzejszych i lepiej uzbrojonych od was. Jednak jakkolwiek galaktyczna społeczność by was nienawidziła, nikt nie odmówi rasie ludzkiej jednego atutu, który sprawia, że jesteście tak przerażający. Adaptacja. Żaden gatunek nie wykazuje takich zdolności adaptacyjnych jak ludzie i to jest coś co da wam przewagę w zadaniu, które dla was przewidziałam.
A jakie ono właściwie jest i na co możemy liczyć jeśli je wykonamy? – spytał Lazarus. Męczyła go już ta dziecinna demonstracja wyższości każdej rasy tego Uniwersum nad ludźmi. Chciał jak najszybciej znaleźć się na Savitarze, jak najdalej od tej stacji.
Wprowadziliśmy odpowiednie modyfikacje do twojego okrętu. – Ssiranis zdawała się czytać mu w myślach. W profesorze zaczęło się wszystko gotować na myśl o tym, że byle technik portowy grzebał przy jego statku.
Strażnicy dyskretnie odeskortują Was na pokład, gdzie otrzymacie kolejne instrukcje. Jeśli Wam się powiedzie otrzymacie wolność, niezbędne…paliwo… – chyba jedynie niezbyt bystrzy Povarianie nie zorientowali się, że administratorka mówiła o owej nielegalnej morfomaterii, po którą Lazarus przyleciał na Galmarę. – …dość, żeby wynosić się z tej galaktyki na zawsze. Rozumiemy się?
Vrago i Lazarus w milczeniu pokiwali głowami. Administratorka przygotowała odpowiednie dokumenty, wręczyła je jednemu ze strażników. Parę minut później przemieszczali się pojazdem ochrony do portu. Vrago chciała zapytać Lazarusa o wiele rzeczy, ale profesor gestem polecił jej zachowanie ciszy. Nie mogli być pewni czy pojazd nie jest nafaszerowany urządzeniami podsłuchowymi. Niestety nie było też takiej pewności odnośnie Savitara, bowiem „modyfikacje” o których wspomniała Ssiranis mogły obejmować wszystko. Profesor przewidywał, że w tak krótkim czasie na pewno zainstalowali coś co wymusi podróż do celu albo materiały wybuchowe w razie gdyby okazali się nieposłuszni. Im więcej o tym myślał tym bardziej wściekły się robił. Właśnie takich sytuacji starał się unikać.

Podróż do portu była dość szybka. Strażnicy odeskortowali ich na pokład statku. Gdy śluza zamknęła się za Povarianami, kajdany otworzyły się uwalniając ich ręce.
Co teraz? – spytała Vrago rozcierając bolące nadgarstki.
Pani administrator i jej wielce ważne zadanie poczekają. – odparł Lazarus. – Sprawdzimy w ambulatorium czy ten strażnik nic poważnego ci nie zrobił, a potem postaramy się dobrać ci wygodniejszy strój. Chodź ze mną.
Vrago podobało się wnętrze Savitara. Było jasne i mimo dominującej bieli i szarości, czuła się tu wygodniej niż na stacji. Ambulatorium statku pełne było nieznanych dla niej urządzeń, ale Lazarus dobrze wiedział co robi. Od razu polecił jej siąść na jednym z łóżek. Kiedy automatyczny skaner ambulatorium zaczął sprawdzać stan Vrago, profesor zajęty był szukaniem odpowiedniego sprzętu. Kobieta nie czuła się źle, ale wolała żeby ktoś doświadczony się upewnił, że wszystko jest w porządku. Jeśli Povarianin się wstrzymywał, a mimo to poczuła tak silny ból, to uderzenie z całej siły mogło być bardzo niebezpieczne.
W tym wszystkim zapomniałem się przedstawić. – stwierdził Lazarus, przygotowując jakąś małą fiolkę. – Profesor Benjamin Lazarus, miło cię poznać.
Vrago. – odpowiedziała dziewczyna. – Twój statek pozwala ci przemierzać wymiary?
Tak, długo pracowałem nad konstrukcją, ale warto było. Savitar ma specjalny napęd międzywymiarowy dzięki któremu mogę wygodnie podróżować po różnych Uniwersach. No, chyba mamy wszystko.
Profesor podszedł do niej. Obok łóżka wysunął się monitor na którym komputer wyświetlił ciało Vrago i wszystkie odczyty jakie udało mu się zebrać w tak krótkim czasie. Lazarus zafascynowany przeglądał dane. Nie dość, że po siniaku nie było śladu to okazało się, że przygotował stymulator regeneracji zupełnie niepotrzebnie. Organizm kobiety wykazywał bardzo nietypowe właściwości regeneracyjne – zupełnie jakby zatrzymał się na konkretnej dacie i wszystkie komórki ciężko pracowały, żeby utrzymać dokładnie ten stan jaki zapamiętały. Co więcej, cały jej układ nerwowy na dużo większych obrotach niż u zwykłego człowieka.
Jesteś pewna, że cię nie pomylili z człowiekiem? – zażartował. – Albo mój sprzęt szwankuje albo masz bardzo specyficzne ciało.
Vrago westchnęła. Czuła, że Lazarus będzie w stanie odkryć jej przypadłość. Lepiej powiedzieć prosto z mostu jak sytuacja wygląda, w końcu i tak nie będzie w stanie wykorzystać tych informacji przeciwko niej.
Jesteśmy człowiekiem jednak nasze ciało zamieszkuje więcej niż jedna istota. – zaczęła tłumaczyć. – Dwa lata temu, w swoim rodzimym Uniwersum, eksplorowaliśmy ruiny. Wtedy jeszcze byliśmy rozdzieleni. Byliśmy Farą, poszukiwaczką skarbów oraz Vrago – całym królestwem przeklętym wiecznością przez szaleństwo naszego dawnego władcy. W ruinach znaleźliśmy umierającego akolitę. Chcieliśmy mu pomóc, jednak zmarł na naszych rękach i w jakiś sposób Vrago zadomowili się w naszym umyśle. Od tamtego czasu szukaliśmy sposobu na oddzielenie Fary od Vrago, niestety bezskutecznie…
Lazarus słuchał zafascynowany jej opowieścią. Wszystko to brzmiało bardzo dziwnie i nierealnie, ale widział już tyle niewyjaśnionych zjawisk, że był w stanie uwierzyć w jej historię.
– … Z czasem różnice między nami zaczęły się zacierać, staliśmy się amalgamatem kobiety, której ciało zamieszkujemy i królestwa, którym kiedyś byliśmy.
Moja droga, dawno nie spotkałem nikogo równie ciekawego co ty! – krzyknął rozpromieniony. Znudziły mu się już samotne podróże, a Vrago sprawiała wrażenie kogoś z kim spotka go nie jedna przygoda, dlatego bez wahania zaproponował. – Czy gdy uporamy się już z tym nonsensem administratorki Ssiranis, dołączysz do mnie w badaniu wymiarów?
Vrago wysłuchała propozycji, ale nie była do końca przekonana. W zasadzie nie miała powodów żeby mu ufać. Nie sprawiał takiego wrażenia, ale równie dobrze Lazarus mógł być agentem Ssiranis albo handlarzem niewolników…albo jeszcze gorzej. Cisza i wahanie kobiety podpowiedziały Lazarusowi co jest nie tak.
Nie jestem w stanie udowodnić ci w tej chwili, że nie chcę ci zrobić krzywdy i nie wymagam od ciebie odpowiedzi teraz. – uspokajał. – Mam jednak nadzieję, że podczas tego zadania zobaczysz, że nie mam wobec ciebie złych zamiarów.
Vrago namyśliła się chwilę, po czym odparła z uśmiechem.
Zgoda. My również postaramy się przekonać cię, że jesteśmy godni zaufania.
Moja droga, co do tego nie mam żadnej wątpliwości! – odpowiedział radośnie. Kobieta starała się zachować zdrową dozę sceptyzmu, ale musiała przyznać, że entuzjazm profesora był bardzo zaraźliwy. – Chodźmy zreplikować ci lepsze ubranie, a potem zobaczmy co pani administrator przygotowała dla nas.
Na mostek okrętu Vrago wkroczyła w nowiuteńkim, szytym na miarę, zielono-czarnym kombinezonie. Skorzystała też przy okazji z łazienki i usług kosmetycznych jakie Savitar zapewniał, by umyć się i obciąć przeszkadzające długie włosy. Do takich wygód mogła przywyknąć. Na pewno było to dużo lepsze niż obowiązkowy obóz przetrwania po przejściu przez portal na nową planetę.

Lazarus podszedł do głównej konsoli i zaczął sprawdzać co dokładnie zepsuli technicy Galmary. Niestety nie zabrnął daleko, bowiem intruz wymusił odtworzenie szyfrowanej wiadomości Ssiranis przed dostępem do ważniejszych systemów. Vrago zajęła miejsce na stanowisku obok Lazarusa, a profesor rozpoczął odtwarzanie przekazu.

Na głównym ekranie pojawiła się Ssiranis. Vrago i Lazarus skrzywili się niemal synchronicznie. Oboje mieli nadzieję, że uda im się jak najszybciej znaleźć sposób na wyrwanie się z pod wpływu administratorki.
– Wasz statek ma zaprogramowany kurs na planetę Xmir, na odległych rubieżach Terytoriów Wspólnych. Komunikacja jest możliwa tylko bezpośrednio z moim zaufanym pracownikiem. Reszta systemów jest do waszej dyspozycji. Wiem, że będziecie próbowali usunąć modyfikacje, czego odradzam – może was spotkać nieprzyjemna niespodzianka.
Lazarus spoglądał ponuro na ekran. Nie miał najmniejszego zamiaru zastosować się do przestrogi jednak musiał postępować ostrożnie. Ssiranis chciała się upewnić, że w razie buntu nie zostanie żaden ślad po jej nielegalnych interesach, więc na pewno technicy Galmary zamienili Savitar w latającą bombę. Miał pewien pomysł, jednak musiał poczekać, aż znajdą się poza statkiem i będą mieli alternatywną metodę dalszej podróży. Na wszelki wypadek.
– Powierzchnię Xmir pokrywają głównie oceany, z nielicznymi większymi wyspami i archipelagami. Jedynym rozumnym gatunkiem zamieszkującym tę planetę są Xmirianie, prymitywna rasa rybaków. Badania opublikowane niedawno przez profesora archeologii, Xabata Rrira, sugerują, że Xmirianie byli kiedyś bardzo zaawansowanym ludem, dysponującym artefaktem, który, według inskrypcji, zwali Bogotwórcą. Waszym zadaniem będzie zdobycie tego artefaktu dla mnie.
Równolegle z wypowiedzią Ssiranis na stacjach Lazarusa i Vrago pojawiły się dokumenty Rrira na temat Xmir i jego rdzennej ludności. Vrago skupiła się na holozdjęciach ruin gdzie archeolog znalazł informacje o tajemniczym artefakcie.
– Jeśli odniesiecie sukces, skontaktujcie się z moim łącznikiem. W przypadku klęski – nie znam was i jeśli zostaniecie schwytani nawet nie kiwnę palcem żeby was ratować. Oczekuję rychłej odpowiedzi.
Tymi słowami wiadomość się zakończyła, a statek automatycznie wszedł w nadprzestrzeń. Bez zapasu morfomaterii zmuszeni byli podróżować przy użyciu klasycznego hipernapędu. Według wskaźników do Xmir mieli dotrzeć za osiem godzin, co dawało im czas na omówienie dalszego planu działania.

Lazarus wstał i zwrócił się do towarzyszki:
– Chodź ze mną.
Vrago skinęła mu głową, po czym dołączyła do niego i razem opuścili mostek. Szli przez korytarze Savitar w milczeniu. Kobieta nie podejmowała rozmowy, bowiem czuła, że profesor ma dobry powód by milczeć – prawdopodobnie związany z tym co ludzie Ssiraniss zrobili jego statkowi. Po minucie czegoś co wyglądało jak bezcelowy spacer, Lazarus polecił Vrago, żeby stanęła w miejscu. Dotknął skóry w lewej ręce i w błysku światła znaleźli się w innym miejscu. Pomieszczenie było wypełnione sprzętem podobnym do ambulatorium Savitar, jednak w przeciwieństwie do jasnych ścian i oświetlenia, ten pokój był oświetlony szczątkowo i utrzymany w ciemnych barwach. Profesor odetchnął i uśmiechnął się do towarzyszki.
Wreszcie możemy porozmawiać na osobności. Wybacz, że nic nie mówiłem, ale musiałem mieć pewność, że umkniemy podsłuchom pani administrator. – powiedział, po czym wskazał jeden z foteli. – Siądź proszę.
Vrago zajęła miejsce na jednym z foteli i od razu wyraziła swoje obawy odnośnie działania profesora.
Myślisz, że Ssiranis nie zorientuje się, że coś knujemy?
Zleciłem Savitar przygotowanie holonagrania specjalnie na potrzeby podglądu. Jeżeli ludzie pani administrator coś zarejestrują to jedynie mój hologram oprowadzający twój hologram po pokładzie. – Lazarus uspokoił ją i wrócił szybko do meritum sprawy. – Co sądzisz o tej misji?
– Martwi nas to zadanie. – odparła Vrago. – Czemu administratorka, osoba praktyczna, wysyła nas żebyśmy uganiali się za starożytną legendą?
O tym samym pomyślałem. – Lazarus pogładził się po brodzie. Cała ta sprawa była bardzo podejrzana i bał się, że wpakowali się w jeszcze bardziej niebezpieczną sytuację niż się pierwotnie wydawało. – Ssiranis wie więcej niż chce nam powiedzieć. My za to mamy szczątkowe dane, a tubylcy raczej nie pomogą nam odnaleźć tego artefaktu…o ile on w ogóle istnieje…
Vrago uśmiechnęła się. Nie chciała tego mówić na mostku, właśnie z obawy, że ktoś może podsłuchiwać rozmowę, ale teraz mogła podzielić się spostrzeżeniami, skoro profesor był pewien, że tutaj byli bezpieczni.
Nie możemy mieć pewności czy Ssiranis o tym nie wie, jednak przyjrzeliśmy się tłumaczeniu inskrypcji przygotowanym przez Xabata Rrira i jest ono tak samo toporne, jak niekompletne. – odparła z niemałym triumfem w głosie. – Profesor nie zaznaczył, że ruiny, które badał zawierały jedynie wskazówkę do kolejnego kompleksu, gdzie można znaleźć współrzędne Bogotwórcy!
Lazarus nie krył zaskoczenia.
Jak udało ci się to odczytać? – zapytał towarzyszki. – Savitar próbował przetłumaczyć inskrypcje, jednak bezskutecznie!
To jeden z…talentów, jakie pochodzą z naszego połączenia. – odparła pukając się po głowie. – Nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć dlaczego, ale Vrago pozwalają nam rozumieć większość mówionych i pisanych języków.
Naprawdę jesteś pełna niespodzianek! – zaśmiał się profesor. – Jak skończymy tą misję chciałbym cię zbadać dokładniej, o ile oczywiście mi na to pozwolisz.
Uśmiech Vrago, choć pełen dumy, był w minimalnym stopniu podszyty strachem. Nie wywołała go jednak propozycja Lazarusa, a coś co czuła jeszcze nim ją pojmali handlarze niewolników. Pamiętała jak zaraz po połączeniu była pełna obaw, iż symbioza Fary z królestwem może mieć katastrofalne skutki, gdy Vrago przeciąży organizm kobiety. Dlatego tak desperacko szukała sposobu na rozdzielenie. Jednak od tamtej chwili minęły dwa lata i nic się nie stało. Symptomy, które traktowała jako oznakę destabilizacji ustąpiły. Czy to oznaczało, że najgorsze minęło, czy jest to zaledwie cisza przed burzą?
Zgadzamy się, o ile nie będzie to zbyt inwazyjna procedura. – odparła nonszalancko, ale od razu spoważniała. – Czy masz jakiś pomysł na…zabezpieczenia Ssiranis?
Profesor również przestał się uśmiechać.
Mam pomysł, jednak musimy znaleźć się bezpiecznie poza pokładem statku. – Lazarus stanął przy jednej z konsoli. Po wprowadzeniu paru komend, z alkowy, której wcześniej Vrago nie zauważyła, wyszedł robot przypominający pająka. Maszyna miała walcowaty tułów i przemieszczała się na ośmiu nogach. Gdy zbliżyła się do Vrago, z tułowia wysunęła się pojedyncza macka. Odnóże zbliżyło się do kobiety i oświetliło ją błękitnym światłem przez parę sekund, następnie błyskawicznie się schowało, a robot wrócił do alkowy. Lazarus wyjaśnił:
Na Savitar jest parę robotów tego typu – pomagają w utrzymaniu okrętu i naprawach pod nieobecność załogi. Jednak ten konkretny model jest szczególnie przygotowany do sytuacji takich jak ta. Gdy tylko opuścimy pokład, zajmie się sprawdzeniem całego okrętu pod kątem nieprawidłowości, podsłuchów i…materiałów wybuchowych.
Vrago w pierwszej chwili była zaskoczona, ale wiedziała, że podejrzenia Lazarusa są słuszne. Ssiraniss na pewno przygotowała się by ukarać ich nieposłuszeństwo lub klęskę, dlatego Vrago miała szczerą nadzieję, że maszyna profesora okaże się lepsza niż wszyscy technicy Galmary.

Kobieta wstała i przeciągnęła się.
Mamy jeszcze parę godzin podróży przed sobą. – odparła. – Będziemy potrzebować uzbrojenia i wyposażenia do tego zadania, a my nic nie wiemy o sprzęcie jakim dysponujesz. Bedziemy potrzebować szkolenia.
– Oczywiście, chodźmy do zbrojowni…

Gdy Savitar dotarł do celu, oboje byli już gotowi na mostku. Z orbity Xmir nie prezentowała się interesująco. Jednostajnie fioletowa powierzchnia planety była tylko sporadycznie przerwana niewielkimi archipelagami. Siedliska rdzennych mieszkańców nie były widoczne z orbity. Według informacji Ssiranis, Xmirianie unikali stałego lądu jak tylko mogli, budując swoje osady na ogromnych stworzeniach przypominających ziemskie meduzy. Taki wybór dawał tubylcom dodatkowy atut w obronie – przez stulecia organizmy Xmirian wypracowały odporność na toksyczny jad Xiriri, jak zwali owe meduzy.
Ciekawe… – mruknął Lazarus znad ekranu swojego stanowiska.
Co się stało? – spytała Vrago.
– Nie jesteśmy tu jedynymi gośćmi. Czujniki Savitar wykryły, że na powierzchni planety jest obcy statek. Spróbuję nawiązać komunikację.
Minęło około pół minuty nim otrzymali odpowiedź na wezwanie. Na ekranie pojawiła się pękata istota o gładkiej, blado-zielonej, pokrytej lśniącym śluzem skórze. Vrago przypominał nieco, wielką, gadającą żabę, ale od pełnego podobieństwa odróżniały go chociażby kozie oczy, podwójne czułki wyrastające z głowy czy wielki, beczkowaty nos. Przynajmniej tak się jej wydawało, kto wie czym ten nos mógł być.
– Fortuna z wami, przyjaciele! Przepraszam za zwłokę, moi pracownicy uznali że też mają urlop i dość swobodnie podeszli do wypełniania obowiązków. Jestem Joku Marumalo, przedsiębiorca, tryliarder i promotor kultury! Jeśli mogę być tak śmiały, skąd przybywacie?
Lazarus bez zwłoki odpowiedział.
Jestem profesor Lha’Zar z Mjuriańskiej Akademii Nauk. Wraz z moją asystentką Vra’Gho postanowiliśmy przeprowadzić obserwacje Xmirian, niezbędne do mojego najnowszego artykułu o przystosowaniach ewolucyjnych i sztucznym przyśpieszaniu procesów adaptacyjnych.
Vrago była pod wrażeniem jak szybko Lazarus sfabrykował takie kłamstwo, jednak bała się, że w którymś momencie taki fałsz zemści się na nich. Joku wydawał się być pod wrażeniem.
– Naukowiec! Świetnie! Jest już z nami profesor Xabata Rrir – finansuję jego kolejną wyprawę badawczą w głębinach Xmir. Może zechcą państwo dołączyć do nas na moim jachcie? Zapewne są państwo zmęczeni podróżą, Mjur jest tak daleko od Xmir…
Oczywiście, za 15 minut spotkamy się z panem na powierzchni. Do zobaczenia. – Lazarus zakończył rozmowę, po czym zwrócił się do Vrago. – Savitar zamaskował nasze oblicza jako członków rasy Mjur. Pan Marumalo zapewne wie czemu tu jesteśmy, ale może uda się go zwieść na tyle długo, żeby zdobyć dostęp do artefaktu przed nim.
– Czy nie powinniśmy się rozdzielić? Zyskamy przewagę jeśli jedno z nas uda się na spotkanie z Joku, a drugie popłynie w tym czasie do ruin. Jesteśmy w stanie zrobić coś takiego nie alarmując naszego „gospodarza”?
Lazarus pogładził się po brodzie. Mogli skorzystać z pojazdu zwiadowczego, który był schowany w Savitarze, jednak musieliby zrobić to bardzo dyskretnie. Z drugiej strony we dwoje mieli większe szanse na jachcie Joku, gdyby coś poszło nie tak.

Po krótkiej dyskusji, postanowili się rozdzielić. Nawet we dwójkę mieli małe szanse na jachcie, pełnym ludzi Joku, a może Vrago uda się zdobyć istotne informacje w ruinach. Musieli jednak szybko i niepostrzeżenie wypuścić Vrago w okręcie zwiadowczym, który wspólnie postanowili ochrzcić Nautilus. Vrago nie była pewna nazwy, ale Lazarus wyjaśnił jej pochodzenie nazwy z ziemskiej literatury.

Plan, który opracowali był prosty, choć bardzo niebezpieczny. Lazarus miał wycelować Savitar prosto w ocean. Gdy tylko okręt przebije taflę wody i zanurzy się cały, Vrago wyruszy statkiem zwiadowczym, a Savitar wpłynie na powierzchnię i poleci w stronę jachtu. Nie mieli pewności czy Savitar wytrzyma uderzenie oraz czy Vrago przeżyje całą operacje, schowana w Nautilusie. Gdyby mieli rozsądniejszą alternatywę w tej sytuacji to pewnie by ją zastosowali, ale tak niestety nie było i mimo protestów Lazarusa kobieta była gotowa do działania.

Lazarus siedział samotnie na mostku i wahał się czy nie lepiej polecieć razem do Joku. Jednak, gdy wybił umówiony czas, a profesor nie zaczął podejścia, na ekranie głównym wyświetliła się twarz Vrago.
Profesorze, tracimy cenny czas. – skarciła mężczyznę. – Jasno wyraził Pan swoje obawy, ale nie mamy wyjścia. Damy radę, proszę zaczynać.
Lazarus westchnął i zgodnie z poleceniem pokierował okrętem. Czujniki wyły i ostrzegały przed niebezpiecznym podejściem. Lazarus je ignorował, ale mimo kompensacji czuł narastające turbulencje. Całą wolną energię przekierował do osłon i pochłaniaczy w nadziei, że lądowanie będzie jak najmniej bolesne dla pasażerki Nautilusa. Nie przyszło mu jednak do głowy, że to właśnie on może być najbardziej poszkodowany. Mimo zabezpieczeń, tuż po przebiciu powierzchni, wszystko przysłoniła mu ciemność.

Obudził go głos Vrago, która znowu pojawiła się na ekranie.
– Profesorze, nic się panu nie stało?
Lazarus potarł głowę i poczuł przeszywający ból. Dłoń, którą dotknął bolesnego miejsca była lekko zabrudzona krwią. Nie przypominał sobie jak zranił głowę, ale widocznie stracił przytomność na jakiś czas. Cały czas był lekko otumaniony i dopiero powtarzające się nawoływanie Vrago otrząsnęło go trochę.
Profesorze, czy nas pan słyszy?
Tak Vrago, słyszę cię. Straciłem przytomność, ale już jest wszystko w porządku. – wydusił z siebie w końcu. Nagle zorientował się, że to przecież o nią najbardziej się martwił przed uderzeniem. – Czy jesteś cała?
Tak, mieliśmy trochę problemów z połączeniem po uderzeniu i mamy parę siniaków, ale nic poważnego. – odparła pewnie kobieta. Lazarus odetchnął z ulgą. – Niech pan leci na spotkanie z Joku. Będziemy utrzymywać stałą łączność przez implant, który nam pan zapewnił.
W myślach profesora znów zagościły obawy. Podczas podróży na Xmir Benjamin wszczepił Vrago specjalny implant komunikacyjny, pozwalający im rozmawiać bez słowa nawet na ogromne dystanse. Oczywiście taki zabieg przeprowadzał już wcześniej i z urządzeniem nie było problemu, aż do Vrago. Ze względu na specyficzny układ nerwowy kobiety, w pierwszej chwili prawie ogłuchł od hałasu jaki usłyszał. Dopiero po paru próbach, kobieta nauczyła się ujednolicać myśli tak, żeby było słychać pojedynczy głos. Lazarus bał się, że Vrago musi się silnie skupić, żeby utrzymać taki stan i w kryzysowej sytuacji może mieć problem z komunikacją. Cóż, pozostanie im sprawdzić to w praktyce…
Nautilus twierdzi, że wszystkie systemy są sprawne. – Vrago czytała z ekranów. Mimo, że Lazarus sporo ją nauczył, wciąż musiała korzystać z bardzo uproszczonego interfejsu sterowania. Profesor ostrzegał ją, że przez to ułatwienie ciężej będzie dokładnie zdiagnozować przyczynę potencjalnej usterki, jednak Vrago pochodziła ze świata na tyle mało zaawansowanego, że musieli iść na taki kompromis. Lazarus i tak był pod wrażeniem, że kobieta tak sprawnie przyswoiła podstawy korzystania z technologii Savitar w tak krótkim czasie. – Możemy ruszać profesorze.
Gdy Lazarus doszedł do siebie, życzyli sobie powodzenia i każde udało się w swoją stronę. Vrago była nawet szczęśliwa, że profesor był tak wstrząśnięty lądowaniem, iż nie wpadł na to, żeby sprawdzić stan kobiety czujnikami pokładowymi Savitar. Od razu odkryłby że Vrago go okłamała i zabroniłby jej samotnej wyprawy ze złamaną ręką. Na szczęście ból powoli ustępował dzięki działaniu jej nadnaturalnych zdolności regeneracyjnych.

Nautilus bezproblemowo poruszał się w wodach Xmir. Pozbawiona życia powierzchnia Xmir mogła się wstydzić porównania z tętniącymi życiem głębinami. Statek mijał najróżniejsze istoty, od ławic błyskawicznie pływających skorupiaków, po stworzenia przypominające skrzyżowanie jaszczurki z rybą i wielkie, drapieżne rośliny podwodne. Ocean planety był w tym miejscu na tyle głęboki że według czujników Nautilusa, dotarcie na dno zajęłoby co najmniej dobę. Vrago zastanawiała się jak starożytni Xmirianie budowali swoje podwodne królestwo, jednak szybko odkryła formacje piaskowego kamienia, które utrzymywały się w stałym zanurzeniu. Nie była naukowcem jak Lazarus, więc mimo odczytów Nautilusa nie była w stanie poznać właściwości kamienia,ale widziała dość żeby stwierdzić że skały były domem nie tylko dla dawnych Xmirian, ale również dla bogatej fauny i flory.

Znalezienie ruin profesora Rrira okazało się nie lada wyzwaniem – przodkowie Xmirian wprawnie maskowali swoje miasta jako naturalną część dziwnych formacji skalnych. Dopiero znalezienie wyrwy, którą udokumentował naukowiec pozwoliła jej wpłynąć Nautilusem do środka. Vrago opuściła statek odziana w skafander podwodny i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Woda uszkodziła wnętrze, jednak kobieta od razu zauważyła, iż Xmirianie cieszyli się kiedyś poziomem technologii nie ustępującym nowoczesnym rasom. Członkowie wyprawy nie wiedzieli tego, jednak zgodnie z tym co odczytała Vrago, na ścianach były instrukcje obsługi sprzętu laboratoryjnego, podobnego do tego, który widziała na pokładzie Savitar. Gdy dotknęła panelu opisanego symbolami sugerującymi zasilanie awaryjne, blado błękitne pismo Xmirian zaświeciło się wokół drzwi.

Vrago obawiała się konieczności majstrowania przy drzwiach, jednak ku jej zaskoczeniu przejście do kolejnego pomieszczenia otworzyło się, gdy tylko podpłynęła. Ostrożnie oświetlila wnętrze światłem wbudowanej w rękaw latarki. Pomieszczenie było dużo większe, pozbawione sprzętu laboratoryjnego, za to pełne drzwi. Trafiła na jakiś ważniejszy korytarz. Pytanie tylko co dalej.

Tymczasem Savitar dołączył do jachtu Joku. Lazarus zauważył, że na statku roiło się od różnych istot i większość z nich była dobrze uzbrojona. Na pokład wszedł zamaskowany holograficznie jako Lha’Zar, profesor z planety Mjur. Dwóch uzbrojonych ochroniarzy najpierw przeszukało go, a następnie poprowadziło przed oblicze gospodarza. Z bliska Lazarus stwierdził, że ekrany komputerów nawet w połowie nie oddają rozmiarów samozwańczego tryliardera. Marumalo był ogromny i jego głowa była nieproporcjonalnie mała w stosunku do reszty ciała. Profesor podejrzewał, że Joku w komunikacji korzystał dodatkowo z oprogramowania, które redukowało jego tusze – nie całkiem, ale dość żeby wizerunek z komunikacji nie zgadzał się z rzeczywistością i można to było zwalić na problemy ze sprzętem.
Fortuna z tobą, profesorze Lha’Zar. – zadudnił tradycyjnym powitaniem Joku Marumalo.
Pełnia twemu potomstwu, Joku Marumalo. – odpowiedział na Mjuriańską modłę Lazarus. – Wybacz spóźnienie, mieliśmy problem z wejściem w atmosferę. Moja asystentka właśnie dogląda bezpieczeństwa próbek i okazów, nie da rady dołączyć do nas.
Lazarus przed wyjściem zostawił robota do zadań specjalnych, by wyczyścił Savitar z ingerencji techników Ssiranis. Martwił się o okręt i o Vrago, na szczęście ta druga przesłała mu regularnie informacje na temat ruin Xmirian. Tak naprawdę to chętnie by się z nią zamienił, jednak miał więcej wiedzy na temat Mjurian by udawać kogoś kim nie jest.
Wielka szkoda! Wielka! Ale praca przede wszystkim, szanuję to. Swoją drogą masz piękny statek profesorze Lha’Zar! – Joku machnął tłustą, trójpalczastą dłonią w stronę zamaskowanego Savitar. Okręt udawał teraz Mjuriański statek naukowy dalekiego zasięgu, jednak uwaga Joku zasiała w głowie profesora wątpliwość, iż maskowanie przedstawia się zbyt atrakcyjnie. Musi o tym pamiętać na następny raz.
Zechcesz zatem skorzystać z kajuty na pokładzie mojego jachtu? Zapewniam wszelkie luksusy, honor Marumalo! – Joku zapytał oblizując się tak łapczywie, że Lazarus nie wiedział czy chodzi o służących nadchodzących z posiłkiem czy jego osobę.
Oczywiście, będę zaszczycony. – odparł Lazarus.
Nie, nie, przyjacielu. To ja będę zaszczycony. – Joku nagle głośno sapnął, a z jego trzewi wydobyło się niepokojące bulgotanie. – Wybacz, nie dam rady cię odprowadzić. Jestem w czwartej fazie cyklu rozrodczego i młode domagają się częstych posiłków. Ibraan!
Na zawołanie Joku, z pokładu, dwa metry od gospodarza wystrzelił słup złotej energii. Lazarus nie musiał mruzyć oczu wyłącznie dzięki temu, że zastąpił je implantami, wyposażonymi w szereg przydatnych funkcji, jak choćby automatyczne przyciemnianie oslepiajacych błysków. Niestety reszta obecnych, z Joku włącznie, nie miała tyle szczęścia.

Na bagienne świątynie Gopo, ile razy Ci powtarzałem, że masz tego nie robić! – wrzasnął Joku. – Straszysz mi gości!
Lazarus przez cały czas widział, że w błysku energii materializowała się nowa istota. Sylwetką przypominała bardzo smukłą ludzką kobietę, jednak dopiero po całym widowisku był w stanie dostrzec, że to jakiś specjalny pancerz lub kombinezon, który skrywał całe ciało nieznajomej. Odczyty podłączonego do oczu skanera wariowały, pokazująć wysokie poziomy promieniowania wewnątrz kombinezonu. Dzięki przezroczystej szybce hełmu, widać było szalejącą wewnątrz energię. Profesor był już pewien, że kombinezon chronił przede wszystkim zebranych, a nie jego właścicielkę.
Wybacz Joku, ale czasem ciężko mi się powstrzymać. – zachichotała istota zwana Ibraan, po czym wyzywającym krokiem podeszła do profesora i uwodzicielskim głosem powiedziała. – Profesor Lha’Zar, jak mniemam? Z niecierpliwością czekaliśmy wszyscy na pana przybycie.
Przez szybkę, Lazarus zauważył jak wśród chaotycznych zawirowań żółtej energii pojawiają sie pasma przypominające kobiece rysy. Na początku wyraźne były jedynie oczy, jednak po chwili zauważył nawet uśmiech. Profesor był tak zafascynowany, że nawet nie zwrócił uwagi na niezręczną ciszę powstałą, przez brak jego odpowiedzi.
Profesorze? Nie uczono pana, że nieładnie jest się gapić? – zaświergotała Ibraan. Lazarus otrząsnął się i skłonił się istocie przepraszająco.
Proszę wybaczyć, pierwszy raz spotkałem kogoś tak wyjątkowego. – odparł nieco zażenowany swoim brakiem profesjonalizmu. Istotę wyraźnie bawiło jego rosnące zakłopotanie.
Ibraan jest wyjątkowa, bez dwóch zdań. – zarechotał Joku. – Będzie miał pan okazję wypytać o interesujące szczegóły, bowiem to właśnie ona zaprowadzi pana do kajuty.
Będzie mi bardzo miło! – odparł z uśmiechem profesor.
W drodze do kajuty Lazarus dowiedział się, że Ibraan Modus była jedną z Fuuri, gatunku istot energetycznych, które w wyniku błędu uczonych zostały wyrwane z rodzimego wymiaru i zmuszone do życia w tym uniwersum. Jako tacy nie posiadają płci, jednak zdarzyło im się identyfikować z płciami istniejących gatunków – czysto z fascynacji. Ibraan zdecydowanie czuła się kobietą. Tak jak profesor podejrzewał, kombinezony chroniły postronnych przed wyładowaniami energetycznymi, pozwalając Fuuri kontaktować się bezpiecznie z innymi rasami. Lazarus oczywiście spytał czy popis na pokładzie nie był szkodliwy, jednak Ibraan lekko odparła, że to tylko niewinny popis, którym straszy gości Marumalo, gdy się znudzi. Oczywiście w rewanżu Lazarus pozwolił by Fuuri i jemu zadawała pytania, z czego oczywiście chętnie skorzystała. Były to jednak dziwne pytania, gdyż nie dotyczyły Lazarusa – Ibraan bardziej była ciekawa czy profesor zaobserwował coś niepokojącego w zachowaniu załogi jachtu. Oczywiście nie pytała o to wprost, zwodziła, ale Lazarus był ma pokładzie zbyt krótko by udzielić jej jakichkolwiek interesujących informacji.

Kajuta była dość spora, z wielkim łóżkiem, barkiem, piękną łazienką. Lazarus takich luksusów nie miał na pokładzie Savitar, był tak ciekaw co jeszcze znajdzie w pokoju, że zapomniał się i nie zauważył, że Ibraan zamknęła drzwi.
Podoba się panu kajuta, profesorze Lazarus? – spytała niewinnie kobieta.
Gdy usłyszał swoje prawdziwe nazwisko, od razu zwrócił się w stronę Fuuri, gotowy do działania. Był wściekły, że dał się tej kobiecie tak łatwo zamknąć w pokoju. Było w niej coś przez co tracił zdrowy rozsądek…
Widzisz przez kamuflaż holograficzny? – spytał ponuro.
Tak, od samego początku. – odpowiedziała Ibraan. – Nawet, gdybym nie potrafiła to wiedziałam, że Savitar pojawi się na Xmir. Nie spodziewałam się jednak, że tak łatwo wpadnie pan w moje ręce.
Pracujesz dla Ssiranis?
Być może, tego nigdy nie możesz być zupełnie pewnym.
Kłamiesz. – prychnął profesor. – Zbytnio bawi cię manipulowanie, byś dobrowolnie pracowała dla kogoś takiego jak administratorka, a jesteś zbyt swobodna na kogoś kto czułby się zmuszony dla niej pracować.
Być może. – zachichotała Ibraan. – Ważniejsze jest to profesorze, że pan popełnił błąd wchodząc na pokład. Lada chwila wszyscy znajdziemy się w poważnych tarapatach.
Gdy Ibraan mówiła, Lazarus szybko skontaktował się z Vrago przez implant komunikacyjny.
[Vrago, mamy problem. Na pokładzie jest osoba, która wie kim jestem i wie o Savitarze.] – powiedział w myślach. Bał się, że stracili zasięg albo, że Vrago nie poradzi sobie z implantem, jednak szybko otrzymał odpowiedź. Nie taką na jaką liczył.
[Owszem profesorze, mamy problem…nie jesteśmy tu na dole sami.] – powiedziała Vrago…

Eksploracja ruin była bezowocna, ale szła gładko do momentu, aż kobieta znalazła pomieszczenie, które najprawdopodobniej pełniło funkcję sali konferencyjnej. Okazało się, że jako jedyne było w pełni sprawne i oprócz światła dopasowanego do jej wzroku, wypompowało całą wodę, pozwalając jej swobodnie chodzić. Chciała zbadać sprawne konsole znajdujące się przy stole konferencyjnym, jednak gdy zbliżyła się do jednej z nich, pocisk energii rozsadził ją w drobny mak. Vrago od razu sięgnęła po miotacz, który otrzymała od Lazarusa i zwróciła się w stronę z której wystrzelono. Ku jej zaskoczeniu, w konsolę strzelił człowiek.

Był to wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna odziany od szyi po stopy w lśniący, czarny pancerz. Zbroja była jeszcze mokra, więc pewnie dotychczas płynął za nią. Mimo, że byli na obcej planecie, w uniwersum w którym ludzi można było policzyć na palcach jednej ręki, mężczyzna wydawał się Vrago dziwnie znajomy. Skórę jego głowy i twarzy znaczyły blizny, podobne do tych, które kobieta zdobyła w rodzinnym świecie walcząc z najróżniejszymi potworami i bandytami. Większość głowy miał ogoloną, jednak od czubka ciągnął się dość długi, misternie upleciony warkocz z włosów, koloru słomy. Broda i zimne, błękitne oczy dopełniały wizerunku kogoś należącego do ludów północy jej rodzimego kontynentu, a nie kosmicznego podróżnika.

Gdy Lazarus się odezwał, Vrago powiedziała mu o nieznajomym. Nie miała jednak czasu na dłuższą rozmowę, bowiem obcy szybko zanurkowal za jeden z wyrastających z podłogi foteli. Vrago miała go na celowniku i nawet strzeliła gdy tylko się ruszył jednak dwie godziny ćwiczeń na strzelnicy Savitar nie uczyniły z niej strzelca wyborowego. Schowała się za pobliską kolumną i chciała się wychylić żeby oddać kolejny strzał, ale szybko okazało się że jej przeciwnik ma dużo lepiej opanowane strzelanie z broni energetycznej niż ona.
To nie były dobre wiadomości i Lazarus musiał podjąć szybką decyzję co dalej. Vrago potrzebowała pomocy, a on był uwięziony przez tą tajemniczą istotę. Nie wydawało mu się, żeby Ibraan pracowała dla Ssiranis, jednak nie zmieniało to faktu, że była kimś więcej niż tylko asystentką Joku. Miał jeszcze kilka asów w rękawie, jednak pytanie brzmiało – czy ona też?
Pana przyjaciółka jest w poważnych tarapatach, profesorze. – Ibraan wypowiadała słowa z lekko szyderczym tonem. – Mężczyzna, który ją zaatakował to Skjold, bardzo niebezpieczny człowiek. Jeżeli się pan nie pośpieszzy, Vrago zginie. Choć, w sumie chyba już i tak jest za późno…
Lazarus syknął, ale nim zdążył werbalnie zaprotestować, Modus kontynuowała.
Jeśli pana to pocieszy, to sama jestem zaskoczona, że jestem w stanie przechwycić waszą komunikację.
Mów szybko, czego chcesz? – warknął profesor.
Ibraan oparła się wyzywająco o drzwi. Lazarus starał się opanować, złość i nerwy sprawią tylko, że popełni błąd, który Fuuri na pewno wykorzysta na swoją korzyść. Chłodno i logicznie. Vrago posiada niesamowite umiejętności, potrafi walczyć. Pozostaje mu mieć nadzieję, że zatrzyma owego Skjolda wystarczająco długo.
Dobrze, powiem wprost. Każdyświat, profesorze. – głos Ibraan nagle przybrał nietypowy, poważny ton. – Przestanie pan szukać dostępu, my przestaniemy pana ścigać. Oni wiedzą, że chce się pan tam wedrzeć i proszę mi wierzyć – to dopiero początek problemów, jeżeli nie zaprzestanie pan prób.
Lazarus był zaskoczony. To prawda, od pewnego czasu szukał sposobu, żeby dostać się do Każdyświata – specjalnego uniwersum rządzącego się niespotykanymi nigdzie indziej prawami, jednak nie spodziewał się, że tak nietypowe miejsce może mieć swoich, z braku lepszego słowa, strażników. Cóż, przynajmniej teraz wiedział, że oprócz znalezienia drogi, będzie musiał odpierać ataki takich osobników. Będzie się musiał przygotować.
Wspomniałaś, że nie powinienem był wchodzić na pokład jachtu, co przez to rozumiesz? – spróbował zmienić szybko temat, co sprawiło, że Ibraan zachichotała.
Jest pan niepoprawny, profesorze. Część z gości na pokładzie to najemnicy, pracujący dla Xabata Rrira. Właśnie szykują się do akcji.
Xabat Rrir? Ten archeolog? – odparł zdziwiony.
W przeciwieństwie do pana, Rrir nie ma nic wspólnego z nauką. To agent, szpieg i obrzydliwy lizus administrator Ssiranis. Jest tutaj tylko po to by dopilnować, że wszystko idzie zgodnie z planem.
Strasznie dużo wiesz na temat mojej osoby i planów wszystkich wokół, więc uczyń mi ten zaszczyt i zdradź mi jaki jest plan administrator. – Lazarus był już skrajnie podirytowany gierkami, w które wszyscy pogrywali. Każdy kreował się na najlepszego i najsprytniejszego gracza, a jemu i Vrago przydzielono role pionków, którymi każdy bezkarnie mógł przesuwać i, co gorsza, poświęcić bez żalu.
Ibraan milczała przez chwilę, jak gdyby nasłuchiwała czegoś, po czym odpowiedziała:
Pan i Vrago nigdy nie byliście wykonawcami tego planu, a kluczem do rozwiązania. Nie znam niestety szczegółów, jednak istotne było dostarczyć was na planetę i zmusić do poszukiwań. Niestety Rrir nie jest cierpliwą osobą i jak tylko dowiedział się, że Joku pana zaprosił to postanowił wziąć sprawy w swoje łapy i zaciągnąć pana siłą do ruin.
Nagle za drzwiami usłyszeli odgłosy szarpaniny. Jeden wystrzał, huk, seria strzałów, krzyki, huk i nagła cisza, przy której Ibraan bez wahania otworzyła drzwi. Do środka weszła istota, która gabarytem i budową mogła śmiało zawstydzić Povarian chroniących Ssiranis. Był to masywny, umięśniony humanoid o głowie przypominającej ośmiornicę. Miał białe oczy, na których widać było jedynie czarną źrenicę w krztałcie nieregularnej gwiazdy oraz lśniącą błękitną skórę, przecinaną blado szarymi pręgami. Reszta ciała była ukryta pod typowym kombinezonem bojowym.
Najemnicy się mobilizują, Ibraan. To pierdoleni dyletanci, ale jest ich dużo. Musimy uciekać. – głos towarzysza Fuuri był bardzo głęboki i szorstki, jednak profesor nie był pewien czy dudnienie docierało do niego dźwiękiem czy po prostu pojawiało się w mózgu dzięki jakiejś formie telepatii.
Kordra, zabieramy profesora i musimy stąd uciekać. Jego towarzyszka walczy ze Skjoldem w ruinach.
Kordra syknął z dezaprobatą.
No to już nie żyje…

Sytuacja Vrago wyglądała marnie. Nie miała szansy wygrać z napastnikiem na dystans. Gdy tylko próbowała wychylić się i wycelować, musiała od razu kryć się przed celnymi strzałami mężczyzny. Miotacz był dla niej bezużyteczną bronią i jeśli to przeżyje to będzie musiała poprosić Lazarusa o oręż pasujący do jej umiejętności. Miałaby szanse w walce wręcz, jednak obawiała się, że nawet z jej zdolnościami regeneracyjnymi, napastnik boleśnie obezwładniłby ją nim by dobiegła. Ucieczka wydawała się bezpieczniejszą opcją, dlatego strzelając na oślep rzuciła się ku drzwiom. Biegnąc poczuła potworny ból – raz, drugi, trzeci. Oberwała dwa razy w ramię i w lędźwie. Zwolniła, ale nie przestała biec. Od tego zależało jej życie, a adrenalina to potężny anestetyk. Wydawało jej się, że strzały ustały, aż nagle usłyszała głośniejszy wystrzał, po czym padła, jak gdyby ktoś jej nogę podciął. Dopiero, gdy próbowała wstać zauważyła, że nie czuje prawej nogi. Gdy podniosła się trochę, wiedziała już czemu – noga w kolanie trzymała się na niewielkim skrawku ciała, którego nie zniszczył pocisk energii. Mężczyzna szedł w jej stronę, celując. Szok minął i ból, który zaczęła czuć wielokrotnie przerastał dotychczasowe rany. Nie miała szansy dalej walczyć, choć próbowała, nieskutecznie, strzelić w mężczyznę. Opór okazał się złym pomysłem, bowiem wróg bez skrupułów odstrzelił jej dodatkowo dłoń trzymającą miotacz. Krzyczała i zwijała się z bólu, jednak, ku ich obopólnemu zaskoczeniu, nie traciła przytomności.
Jesteś wytrzymała, ciężko temu zaprzeczyć. – napastnik zwrócił uwagę na kolano i dłoń, które powoli zaczynały się odbudowywać. – Regeneracja? Ciekawe, ale na wszystko jest metoda.
Napastnik chwycił ją za pozbawioną dłoni rękę i zaczął ciągnąć po gładkiej podłodze do najbliższych drzwi. Mimo rosnącego bólu Vrago próbowała się szarpać, jednak mężczyzna był zbyt silny. W końcu zatrzymał się i usłyszała odgłos otwieranych drzwi. Szybko poczuła, że do pomieszczenia zaczęła się dostawać woda. Równie szybko zrozumiała co napastnik chce zrobić. Wpadła w panikę i zaczęła się mocniej szarpać, z tak samo marnym skutkiem co wcześniej. Hełm jej skafandru został na stole. Mężczyzna planował ją utopić. Śmierć przerażała ją, jednak nie to było najgorsze. Po śmierci zapewne jej ciało zregeneruje się, ona przebudzi się, a woda znowu wedrze się do jej płuc. Ten cykl będzie się powtarzał w nieskończoność o ile ktoś jej nie uratuje lub nie umrze ostatecznie…
Otchłań oceanu nikogo nie oszczędzi, nawet bogów. – odparł nawiedzonym głosem mężczyzna, po czym wepchnął ją do kolejnego pomieszczenia. Okazało się, że sala była ciężko uszkodzona – z sufitu nic nie zostało, Vrago widziała pełną okazałość bezkresu oceanu Xmir.
Kobieta próbowała wstrzymać oddech, ale była zbyt ranna i wyczerpana. Chwilę później woda wdarła się do jej płuc, a świadomość zaczęła uciekać. Budziła się jeszcze parę razy, za każdym razem z przerażeniem orientując się gdzie jest. Bezskutecznie walczyła z wodą i umierała. Nie widziała, że ten koszmarny spektakl obserwowali Xmirianie, zwabieni do ruin hałasem silników Nautilusa. W końcu, ruszyli grupą, zabrali regenerujące się ciało Vrago i popłynęli w sobie znaną stronę.

Lazarus próbował skontaktować się z Vrago, ale bezskutecznie. Mózg podsuwał czarne scenariusze, jednak profesor odsuwał je. Nadzieja, że Vrago żyje istniała zawsze, dopóki nie znalazł jej martwego ciała. Nie pomoże jej jeśli będzie nieostrożny. Chwilowo profesor zgodził się współpracować z dziwnymi agentami Każdyświata, zwłaszcza, że faktycznie na jachcie rozpętała się wojna. Ludzie wierni Joku walczyli z najemnikami Rrira, goście uciekali i ginęli od zabłąkanych strzałów, a Lazarus, Ibraan i Kordra przedzierali się w stronę Savitar. Specjalistyczny robot na pokładzie zasygnalizował rozbrojenie ładunków wybuchowych, więc mogli swobodnie uciec z Xmir. Kordra bardzo sprawnie rozprawiał się z wrogami, zarówno wręcz jak i na dystans. Lazarusowi udało się zastrzelić kilku najemników, natomiast Ibraan trzymała się z tyłu, nie uczestnicząc w walkach. Jacht był ogromny, droga długa i zmuszeni byli przejść przez parę bardziej otwartych pokładów. Na jednym z nich, nieszczęśliwie, spotkali właśnie Xabata Rrira z i Kordra obstawą.

Był to osobnik chudy, pokryty twardą szczeciną o pysku przypominającym krzyżówkę wielu różnych ssaków. Odziany w strój laboratoryjny wyglądał jak karykatura naukowca, co wysoce zdenerwowało Lazarusa.
No, no, nawet nie musiałem się po ciebie fatygować, Lazarus. – zaskrzeczał złośliwe Rrir. Jego najemnicy wycelowali w grupę profesora.
Mieli solidną przewagę liczebną, jednak do Kordry chyba to nie dotarło, bo Lazarus spostrzegł, że towarzysz Ibraan jest gotów ruszyć na tłum celujących w nich najemników.
Poddaję się. – rzekł profesor, nie chcąc zaogniać bardziej sytuacji. – Pójdę z wami.
– Nie żebyś miał duży wybór. – zarechotał Xabat Rrir. – Skujcie ich, szczególnie tego wielkiego mutanta. Nie widziałem nigdy nic takiego, może sprzedamy go do jakiegoś zoo.
Ibraan coś szepnęła Kordrze i ten się uspokoił, oczywiście nie bez okazania niezadowolenia.
Macie szczęście, żałosne kulvatri. – warknął. Ci, którzy stali odpowiednio daleko, kpili sobie z Kordry i jego niezrozumiałych obelg, jednak skuwający go najemnicy byli bardzo ostrożni. Chwilę później Lazarus, Ibraan i Kordra siedzieli na pokładzie pod czujnym okiem ludzi Rrira, czekając na transport.
Mam nadzieję, że ma pan plan, profesorze, bo jestem poważnie wkurwiony. – szepnął Kordra.
Otóż to, ciekawe co pan teraz zrobi. – zaśmiała się Ibraan. Profesora denerwowało jej zachowanie. Jego potrzebowali żywego, ich nie, więc była w gorszej sytuacji niż Lazarus, a mimo to pozwalała sobie na gierki.
Siedźcie cicho i się nie ruszajcie. – odparł Lazarus. Z jego prawej ręki, zaraz nad kajdankami, wysunął się mały robot, który pracowicie zaczął uszkadzać kajdanki całej trójki – tak by trzymały się na rękach, jednak wystarczyło jedno mocniejsze szarpnięcie żeby je zerwać. Teraz musieli tylko poczekać na odpowiedni moment.

Szansa pojawiła się, gdy podleciał do nich statek najemników. Niestety nim weszli na pokład, Kordra stracił cierpliwość i rzucił się na strażników. Dwóch z nich zginęło pod pięściami potężnego obcego, jednak ich koledzy otworzyli ogień i Kordra szybko padł martwy na pokład. Ibraan krzyknęła zrozpaczona, jednak nic nie zdołała zrobić – jeden z najemników, odruchowo strzelił też do niej. Z przedziurawionego kombinezonu wystrzeliła gwałtownie energia, która spaliła grupę nieostrożnych strażników. Lazarus odskoczył w samą porę, inaczej sam podzieliłby ich los. Pilot statku, nie chcąc ryzykować swojego życia, odleciał, a Xabat Rrir z dzikim okrzykiem rzucił się na Lazarusa. Modus w szoku, bólu i rozpaczy po śmierci towarzysza strzelała energią na prawo i lewo, uszkadzając jacht i zabijając pechowców, którzy nie umknęli dość szybko. Rrir szarpał się z profesorem, jednak ten wyswobodził się i popchnął napastnika za burtę. Wypadając Xabat chwycił się barierki i zaczął krzyczeć do Lazarusa.
Pomóż mi! Jesteś naukowcem, dobrym człowiekiem, chyba nie pozwolisz, żebym spadł i się zabił!?
Oczywiście, że nie pozwolę ci spaść. – odparł poważnie Lazarus.
Profesor podszedł do barierki, unikając przy tym wyładowań Ibraan. Chwycił Xabata swoją prawą, w pełni zmechanizowaną ręką i podniósł go bez trudności. Radość Rrira okazała się jednak przedwczesna, gdyż profesor nie pomógł mu wejść na pokład. Szarpnął nim tak mocno, że najemnik poleciał w stronę promienia energii Ibraan. Oczywiście, z oszusta-archeologa został tylko gorący popiół, który opadł szybko na pokład. Koniec w sam raz dla oszusta kpiącego sobie z tego szlachetnego zawodu.

Profesor schował się we względnie bezpieczne miejsce i zaczął obmyślać jak może pomóc Fuuri, jednak nim cokolwiek wymyślił całym jachtem zatrzęsło. Na spokojnym dotąd oceanie pojawiły się potężne fale, a pozostali przy życiu najemnicy zaczęli się nerwowo rozglądać po sobie i na Lazarusa, jakby z nadzieją, żeby im pomógł. Lazarus chciał coś zrobić, jednak wstrząsy były zbyt potężne i pozostało mu obserwować jak sytuacja się rozwinie.

Na szczęście nie musieli długo czekać. Z oceanu zaczęło powoli wyłaniać się coś ogromnego. Na początku ciężko było stwierdzić co to, jednak Lazarus chwilę później zauważył, że cokolwiek to było, z kształtu przypominało ludzką kobietę zbudowaną bardzo estetycznie z elementów syntentycznych i takich, które wydawały się organiczne. Zaskoczeniom nie było końca, bowiem w rysach twarzy olbrzyma, profesor rozpoznał Vrago.

Kolejne wydarzenia Lazarus obserwował bez ruchu i w zupełnym osłupieniu. Ostatni żywi najemnicy zaczęli unosić się w stronę twarzy gigantycznej kobiety, a gdy osiągnęli odpowiednią wysokość każdy usłyszał w głowie głos, tak potężny, że głos Kordry wydawał się słabym piskiem.
Wrócicie do swoich domów. Widzieliście konsekwencje swoich czynów i teraz zastanowicie się nad swoim postępowaniem.
Nim ktokolwiek zaprotestował, wszyscy zdematerializowali się, nie zostawiając po sobie śladu. Lazarus zastanawiał się czy faktycznie wrócili do domu czy przestali istnieć. Bezmyślne gapienie się doprowadziłoby jednak do jego zguby – obrażenia Ibraan sprawiły, że nagle eksplodowała. Wybuch wysłałby profesora w zaświaty, gdyby nie fakt, że energia eksplozji zatrzymała się zaraz przed jego twarzą. Mężczyzna otworzył odruchowo zamknięte oczy i patrzył na zamrożony w czasie wybuch. Obok niego stała Vrago, teraz już ludzkich rozmiarów.
Witaj, profesorze. – odparła kobieta z uśmiechem.
Lazarus odetchnął i się otrzepał. Dopiero rozglądając się, zauważył, że woda wokół jachtu była pełna Xmirian. Wszyscy mieli głowy ponad powierzchnią i każdy błoniastymi dłońmi trzymał się za szyję.
Bogotwórca… – odparł profesor, ze zmęczonym uśmiechem. – Dosłowne małe dranie z nich, czyż nie?
Tak. – odparła spokojnie kobieta. – Przez Skjolda, ginęłabym w nieskończoność pod wodą, ale znaleźli mnie i zanieśli do maszyny. Dawno zapomnieli jak ona działa, wiedzieli tylko, że jest sprawna i pomoże mi.
Ciebie? A nie was? – Lazarus zwrócił uwage na brak liczby mnogiej, tak charakterystycznej dla wypowiedzi kobiety.
Vrago obeszła go i dotknęła palcem energii wybuchu. Jej dotyk sprawił, że pojawiły się na niej fale.
Zamiana scaliła rozdzielone części. Jestem całością. Jestem idealna.
Jak to? – parsknął profesor. – Z tego co mi mówiłaś, właśnie rozdzielenie było tym czego najbardziej pragnęłaś.
Vrago delikatnie zaśmiała się.
Ben, jestem jeszcze młoda i sama nie chcę się przed sobą przyznać do pewnych rzeczy. Gdy dorosnę, wyjaśnię ci wszystko. – nim profesor zdążył zaprotestować, że nie lubi być tak nazywany, boska Vrago dodała. – Tak, wiem, że nie lubisz tego zdrobnienia, ale w przyszłości pozwolisz mi tak do siebie mówić.
Lazarus nie wiedział co powiedzieć. Moc Vrago przerastała jego możliwości analityczne. Kobieta w zasadzie wiedziała co się zdarzy nim się zdarzy, więc jej automatyczne odpowiedzi na niezadane pytania sprawiały, że czuł się jakby działał na auto-pilocie.
W takim razie…co dalej? – spytał, dość naiwnie.
Vrago oparła się o barierkę i spoglądała w ocean.
Posprzątam tutaj, zabezpieczę Bogotwórcę, by można było skorzystać z niego dopiero gdy znajdzie się odpowiednia osoba. Potem wrócę do swojej oryginalnej formy i ruszymy dalej. W nieznane. – nagle kobieta posmutniała i Lazarus przewrotnie pomyślał co by pomyśleli Xmirianie, gdyby zobaczyli, że ich bogini jest przygnębiona. – Mogłabym ci opowiedzieć już teraz, o wszystkich wspaniałych rzeczach jakie zobaczymy, o przyjaźniach, które zawrzemy…i o stratach jakich doświadczymy. Wiem jednak, że ty byś tego nie chciał.
Oczywiście. To zabiłoby całą zabawę. – odparł z szarmanckim uśmiechem. Był ciekaw, zwłaszcza tych strat i jak się przed nimi zabezpieczyć, jednak wiedział, że jego życie straciłoby sens, gdyby nagle poznał wszystkie odpowiedzi dla nurtujących go pytań.
Ben, mam prośbę.
Co ja, zwykły śmiertelnik, mogę zrobić dla bogini? – zaśmiał się profesor.
Postójmy tu razem przez chwilę, w ciszy. Dobrze? – odparła śmiertelnie poważnie Vrago.
Benjamin Lazarus stanął koło towarzyszki i oparł się, jak ona, o barierkę. Kobieta przytuliła swoją głowę do jego ramienia. Razem, bogini i człowiek, w milczeniu patrzyli się w dal.

Profesor dostąpił zaszczytu obserwowania bóstwa w akcji. Uszkodzenia zostały naprawione, a zmarli wrócili do życia, o dziwo z wyłączeniem Xabata Rrira i ciał najemników, które po prostu zniknęły. Vrago wróciła potem do swojej ludzkiej postaci, a Xmirianie, nucąc sobie zrozumiałą pieść religijną, wrócili do głębin. Kobieta pamiętała walkę ze Skjoldem w ruinach, to jak umarła, a następnie pojawienie się na pokładzie jachtu. Wiedziała kim jest Ibraan i Kordra, co wydarzyło się na jachcie oraz czym się stała, jednak nie pamiętała rozmowy z profesorem. Joku, wstrząśnięty całym zamieszaniem nie mniej niż jego goście, krzyczał po ochroniarzach by sprawdzili czy wszyscy są cali i zdrowi. Lazarus nie odmówił sobie złośliwej satysfakcji, patrząc jak wielka manipulatorka Ibraan Modus, w szoku zastanawia się czy to co się dzieje jest prawdą czy snem. Kordra, o dziwo, pozbierał się dużo szybciej i podbiegł do Fuuri, żeby wskazać jej profesora i Vrago, wchodzących na pokład Savitar.

Agenci rzucili się w pościgu. Lazarus zatrzymał się, żeby im pomachać z radosnym uśmiechem.
Profesorze, niech pan się nie popisuje. – Vrago zganiła go, wywracając oczami. W jej głosie nie było jednak zniecierpliwienia, była lekko rozbawiona jego zachowaniem. Lazarus, w szampańskim nastroju, od razu przestał i popędził jak dziecko za towarzyszką. Przeżyli, Vrago nic się nie stało i, gdy była boginią, dała im dość morfomaterii, na wiele podróży. Profesor w głowie już układał wiadomość jaką uraczy administrator Ssiranis, gdy będą opuszczać to uniwersum.
Oczywiście, moja droga. Ku przygodzie!

Źródło grafiki: http://www.cgmwonline.com/assets/components/gallery/files5/39.jpg

13 myśli na temat “Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju (Całość)

  1. Świetne opowiadanie, a możliwość wpływania czytelników na dalsze losy bohaterów to super rozwiązanie! No i jeszcze mozna sobie klimacik muzyką uzupełnić, bomba 😀

    1. Playlista ze Spotfy to inspiracja chwili, cieszę sie, że się podoba 😀 Pewnie coś jeszcze wymyślę, żeby urozmaicić wrażenia 😀

      Sama wiesz, że z ankietami było różnie, ale ostatecznie efekt jest bardzo na plus 😉

  2. Co mnie dziwi po przeczytaniu opowiadań, to przepaść jaka dzieli Savitar i Zgromadzenie. Zupełnie jakby pisały to dwie osoby, a nie Ty sam 😛 Możliwe, że jest to kwestia różnicy w ilości czasu, który poświęciłeś na jedno i drugie opowiadanie, może jest to kwestia budowy narracji, gdzie Zgromadzenie to głównie dialogi a w Savitar przeważają jednak opisy. Tak czy inaczej czyta sie je zupełnie inaczej. I nie mówię, że któreś jest złe, ale Zgromadzenie jest o nieeeebo lepsze i bardziej… dopracowane? W Savitar jest (według mnie, a ekspertem nie jestem :P) trochę drobnych błędów, rzeczy, które można by poprawić, może ładniej napisać. Za to Zgromadzenie jest idealne. Świetne budowanie świata poprzez rzucanie haseł, które niewiele mówią i wymagają domysłów. Bardzo dużo rozpoczętych wątków. Jeden nawet zamknięty zaraz po rozpoczęciu, pozostawiający niedosyt. I wszystko to w jednym, stosunkowo krótkim tekście. Po prostu bajka-super! :] Podobnie napisane są dzienniki i też o wiele bardziej przypadły mi do gustu niż samo opowiadanie. Chyba jesteś mistrzem krótkich form 😉 czekam na więcej 😀

    1. Dzięki za taki rozbudowany komentarz 😀 Jestem trochę zaskoczony, że wolisz dialogi nad opisy. Dotychczas spotykałem się z odwrotnym podejściem do profesjonalnej fikcji – że barwne opisy królują nad dialogami, ale jest też parę klasyków literatury sf, zbudowanych przede wszystkim na dialogach, więc może to moja droga 😉

      Osobiście nie jestem, aż tak zachwycony Zgromadzeniem, ale po tym co napisałeś mam parę teorii czemu Dzienniki i Zgromadzenie mogą się podobać bardziej:

      1. Spójność i zmęczenie tekstu – długie przerwy sprawiały, że Broń traciła na spójności – między #1 i #2 oraz #4 i #5 były najkrótsze przerwy, dlatego można odnieść wrażenie, że opowiadanie ma solidny początek i koniec, ale brakuje właśnie treściwego środka. Sam też przyznam, że trochę mi się dłużyło przed dotarciem do finału, który jest moim ulubionym fragmentem tego opowiadania, więc mogłem po prostu na siłę dobrnąć do niego jak najszybciej. Może krótsze teksty to właśnie dobre rozwiązanie na przyszłość 😉

      2. Ankiety – mimo, że staram się planować alternatywy wydarzeń to próba pogodzenia dwóch różnych rozwiązań w głowie może powodować, że późniejszy tekst jest niespójny. Mimo tego ankiety spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem, więc na 100% zostają.

      3. Dialogi – nie dość, że Zgromadzenie i Dzienniki mają ich więcej (w stosunku do ogólnej długości), to mają jedną, bardziej istotną różnicę – są zbudowane na konflikcie między głównymi graczami. W pierwszym Dzienniku tego nie ma, ale w drugim i Zgromadzeniu mamy tarcie poglądów i celów postaci, co jest moim zdaniem bardzo istotnym aspektem każdej narracji. Postacie nie rozwijają się przez zgadzanie się ze sobą, a właśnie przez silne emocje, konflikt, dyskusję. Taki właśnie był cel drugiego dziennika, żeby nieco poróżnić Vrago i Lazarusa. Stąd też wziął się pomysł na dodatkowe postaci – bo czuję, że zbudowanie tej różnicy między nimi zbyt szybko byłoby bardzo krzywdzące, a przydałoby im się źródło konfliktu „na już”.

      1. Zdecydowanie ciężko określić, które opowiadanie jest lepsze, bo każde ma inne zalety.
        Ale to o czym Zolf pisze wydaje mi się że wynika właśnie z tego iż Zgromadzenie jest bardzo przemyślane i spójne, a Savitar to po części improwizacja wynikająca z przymusu dostosowania się do ankiet, co na pewno wymaga dużo kreatywności od twórcy.
        Subiektywnie jednak jestem bardziej za Savitarem, bo od początku brałam udział w jego powstawaniu i za każdym razem niecierpliwie czekałam na to jak mój głos wpłynie na losy bohaterów. A poza tym wiadomo, przecież to SF 😀

        1. Właśnie zaskoczę Cię, że Zgromadzenie też jest mocno improwizowane, ale jeden wątek został zamknięty w ramach jednego tekstu i dzięki temu jest spójniejsze, ale dzięki wielkie za wiarę w moją kreatywność 😀

          Ja Savitar bardziej…hmmm…czuję niż Zgromadzenie, dlatego jestem w stanie więcej tekstów na ich temat popełnić. Na Zgromadzenie też mam dalekosiężny plan, ale w przypadku Savitara pomysły same swobodniej się pojawiają.

          1. A jeśli chodzi o pomysły i „czucie” Savitara bardziej niż Zgromadzenie, to wydaje mi się, że może to być spowodowane Twoją koncepcją i podejściem do gatunku. Jeśli inspirujesz Savitara SG1, to czujesz swobodę bo wiesz że możesz tam wrzucic dosłownie wszystko i będzie dobrze. Bo w końcu to kosmos, niezbadane światy, nieograniczone możliwości. A Zgromadzenie to jednak fantasy, a fantasy rządzi się swoimi prawami… Tak przynajmniej zostałeś wychowany-na podręczniku D&D. Więc od fantasy ludzie mają pewne określone oczekiwania, a te już gorzej spełnić. Stąd spięcie i niechęć do kontynuacji. Musisz przekonać sam siebie że to Ty tworzysz ten świat i co z nim zrobisz to tylko od Ciebie zależy 🙂 To że wygląda jak typowe fantasy, nie koniecznie oznacza że takim właśnie jest lub ma być. Uwolnij sie z więzów gatunku i pisz 😀

      2. Z punktem 1 i 2 zgodzę się w pełni. Jest bardzo możliwe, że to właśnie są powody, dla których całość opowiadania i jego odbiór jest właśnie taki. Z trzecim punktem natomiast się nie zgodzę. Nie mam zamiaru psuć Ci wizji, ale wg mnie konflikt wcale nie jest potrzebny. W moim odczuciu bohaterowie Savitara świetnie współpracują i się dopełniają, i taki stan rzeczy wcale niczego im nie ujmuje. Wcale nie muszą się żreć. Te drobne różnice w charakterze, to jak podchodzą do różnych rzeczy w indywidualny sposób i przeżywają spotykające ich przygody po swojemu, jest w zupełności wystarczające do tego by wciągnąć czytelnika. Wystarczy by odkrywali różne cuda, a czytelnik z radością będzie je odkrywał razem z nimi 🙂 do tego „praca kamery” nadaje wszystkiemu niepowtarzalny klimat i tego się trzymaj. Ja bym na Twoim miejscu nie zmieniał tego co działa, ale jak pisałem-to Twoja wizja 😉

        Jeśli chodzi o opisy vs dialogi… Może to być kwestia gustu/wieku/oczekiwań-nie mam pojęcia. Pewne są za to 2 rzeczy:
        1. Dialogi mają tą przewagę nad opisami, iż nie znudzą czytelnika swoją długością, nadmierną precyzyjnością, która nie pozostawia miejsca na wizję czytelnika, czy zbytnim „rozbuchaniem” (nie znalazłem lepszego słowa :/). Dialogi wręcz przeciwnie – zmuszają do skupienia pełnej uwagi, czytania między wierszami, wkładania w kontekst i składania w całość drobnych elementów, które udostępnił nam autor. Stymulują do ruszenia mózgownicą a nie biernego chłonięcia wielkiej ilości (często nieistotnych) danych jak przy opisach.
        2. Nie zbudujesz długiego opowiadania i pełnego świata bez opisów. O ile przez dialogi można przekazać sporą ilość wiedzy o otaczającym bohatera świecie i (zwłaszcza) samym bohaterze, o tyle takie rozwiązanie dobre jest na krótką metę. Tzn, jeśli masz miejsca, postaci, czy zdarzenia, które tylko przewiną się przez akcję, pełnego ich opisu nie będzie potrzeba. Jeśli jednak coś ma zagościć w opowiadaniu na dłużej, to prędzej czy później dokładniejszy opis będzie potrzebny. Zwłaszcza jeśli chodzi o miejsca, a w szczególności miejsca wielkiej wagi bądź piękna.
        Dlatego dobranie odpowiednich proporcji między opisami i ich brakiem, jest kluczową różnicą między opowiadaniem średnim (dobrym w Twoim przypadku) a bardzo dobrym (genialnym – j.w.). Zgromadzenie w tym aspekcie wypadło rewelacyjnie, zaś Savitar (opowiadanie) miało wg mnie za dużo zbędnych opisów, bo ze względu na swoją długość, dużo lepiej wypadłoby bez nich – szybsza akcja i większa spójność przez brak ‚przestojów opisowych’. No ale to tylko moje skromne zdanie 😛

        1. Odpowiem na obydwa Twoje komentarze w jednym 😉

          1. Savitar vs Zgromadzenie

          Po pierwsze, nie zostałem wychowany w kwestii fantasy na podręczniku D&D – jakbym miał mówić jaka jest moja podstawa fantasy to jest to cRPG w którym ludzie żyją pod ziemią obok rasy humanoidalnych kotów i jaszczurek (seria Exile, zwana współcześnie Avernum). Po drugie, owszem, zawsze wolałem SF, ale co z tego? Jeden i drugi świat to moja twórczość, darzę je taką samą sympatią. Problem leży gdzie indziej.

          Zgromadzenie ma sztywne źródło, więc nie mogę i, co ważniejsze, nie chcę podejść do niego na zasadzie „róbta co chceta”. Savitar jest tworzony w duchu „wszystko się może zdarzyć”. Jeśli to samo zrobię w Zgromadzeniu to przestanie to być Zgromadzenie, tylko fantasy Savitar. Wiem doskonale czego oczekuję od Savitar i to widać w ilości tekstów w tym uniwersum. Nie mogę tego samego powiedzieć o Zgromadzeniu i z mojej obecnej perspektywy to Savitar jest dojrzalszą serią. Nie znaczy to, że nie szukam rozwiązania, które pozwoliłoby dorosnąć Zgromadzeniu. Jeśli znajdę to będziemy na prostej, ale na pewno nie chcę, żeby obydwie serie były takie same.

          2. Konflikt

          Nie mówiłem, że muszą się żreć, ale też nie mogą być zawsze zgodni. Konflikt jest naturalną częścią przyjaźni i miłości. Nikt nie jest w 100% zgodny z drugą osobą, ludzie się zmieniają i przychodzi moment w którym pojawia się dzieląca różnica. W takiej chwili najważniejsze jest czy obu stronom zależy na relacji, czy są w stanie zbudować kompromis i iść dalej razem. Takie sytuacje rozbijają przyjaźń albo umacniają ją. Vrago i Lazarus są dość płascy w tym momencie – mimo, że każde ma już nieco swojej historii, to ich znajomość jest jeszcze bardzo niedojrzała, oni sami są trochę pozbawieni celów i motywacji. Mam nadzieję, że wraz z kolejnymi przygodami poznają się lepiej, będą się zmieniać, określą swoje cele dokładniej, a ich przyjaźń przejdzie przez lepsze i gorsze chwile.

          W fikcji jak w życiu – konflikt pełni bardzo istotną rolę. W SG-1 Jack i Daniel są przyjaciółmi, ufają sobie, a i tak się kłócą co jakiś czas o poglądy i podejście do problemu. Towarzysze Doktora w Doctor Who też ścierają się z jego obcą perspektywą. We wszystkich Star Trekach członkowie załogi od czasu do czasu stają po dwóch różnych stronach barykady. Każdy taki konflikt to arena do demonstracji dwóch przeciwnych poglądów, zaproszenie dla czytelnika/widza do poznania problemu z dwóch różnych stron i przemyślenia po której stronie by się opowiedział. Kto wie, może nawet zmieni zdanie po ujrzeniu takiej kłótni z innej perspektywy. To jest właśnie najważniejsze i taki konflikt chcę wprowadzić do Savitar.

          3. Opisy vs dialogi

          Zwróć uwagę na to, że Serce Wieków rozgrywa się w dość typowym świecie fantasy, w całości w jednym pomieszczeniu podczas jednej rozmowy między dwoma (teoretycznie trzema) postaciami – nie wymaga żadnych opisów ponad osobiste przemyślenia rozmówców. Savitar zaczyna w biurze na stacji kosmicznej, przechodzi na pokład statku, potem na planetę Xmir, potem na ruiny i jacht Joku. Szczerze mówiąc to cały czas byłem przekonany, że tych opisów w Broni jest za mało i są zbyt suche. Poza tym, Zgromadzenie ma już pewne podstawy, opisane na http://pl.indevene.wikia.com. Savitar zaczynał goły, bez niczego, oprócz nazwy, luźnej koncepcji i dwóch postaci, którymi grałem na czacie. Zobaczę jak będzie w przyszłości, ale sądzę, że „Broń…” miała dość opisów. Moim zdaniem to tempo i przeplot opisów z dialogami był zaburzony.

          1. Bardzo możliwe, w końcu każdy inaczej odbiera tekst pisany, a poza autorem nikt tak na prawdę nie wie co się za nim kryje. Jako, że odnoszę dziwne wrażenie, że ta dyskusja przybiera bardziej agresywne kształty i prowadzi w kiepskim kierunku, to z mojej strony to będzie tyle w kwestii komentarza 😉 powodzenia w dalszym pisaniu. Chętnie przeczytam ciąg dalszy :]

            1. Szkoda, pozytywna agresja jest bardzo dobra, zwłaszcza dla dyskusji – taki, heh, konflikt może być podstawą dla nowych pomysłów i wniosków 😉 Poza tym to nie jest jeszcze agresja, po prostu się z Tobą nie zgadzam 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *