Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #5

To nie były dobre wiadomości i Lazarus musiał podjąć szybką decyzję co dalej. Vrago potrzebowała pomocy, a on był uwięziony przez tą tajemniczą istotę. Nie wydawało mu się, żeby Ibraan pracowała dla Ssiranis, jednak nie zmieniało to faktu, że była kimś więcej niż tylko asystentką Joku. Miał jeszcze kilka asów w rękawie, jednak pytanie brzmiało – czy ona też?
Pana przyjaciółka jest w poważnych tarapatach, profesorze. – Ibraan wypowiadała słowa z lekko szyderczym tonem. – Mężczyzna, który ją zaatakował to Skjold, bardzo niebezpieczny człowiek. Jeżeli się pan nie pośpieszzy, Vrago zginie. Choć, w sumie chyba już i tak jest za późno…
Lazarus syknął, ale nim zdążył werbalnie zaprotestować, Modus kontynuowała.
Jeśli pana to pocieszy, to sama jestem zaskoczona, że jestem w stanie przechwycić waszą komunikację.
Mów szybko, czego chcesz? – warknął profesor.
Ibraan oparła się wyzywająco o drzwi. Lazarus starał się opanować, złość i nerwy sprawią tylko, że popełni błąd, który Fuuri na pewno wykorzysta na swoją korzyść. Chłodno i logicznie. Vrago posiada niesamowite umiejętności, potrafi walczyć. Pozostaje mu mieć nadzieję, że zatrzyma owego Skjolda wystarczająco długo.
Dobrze, powiem wprost. Każdyświat, profesorze. – głos Ibraan nagle przybrał nietypowy, poważny ton. – Przestanie pan szukać dostępu, my przestaniemy pana ścigać. Oni wiedzą, że chce się pan tam wedrzeć i proszę mi wierzyć – to dopiero początek problemów, jeżeli nie zaprzestanie pan prób.
Lazarus był zaskoczony. To prawda, od pewnego czasu szukał sposobu, żeby dostać się do Każdyświata – specjalnego uniwersum rządzącego się niespotykanymi nigdzie indziej prawami, jednak nie spodziewał się, że tak nietypowe miejsce może mieć swoich, z braku lepszego słowa, strażników. Cóż, przynajmniej teraz wiedział, że oprócz znalezienia drogi, będzie musiał odpierać ataki takich osobników. Będzie się musiał przygotować.
Wspomniałaś, że nie powinienem był wchodzić na pokład jachtu, co przez to rozumiesz? – spróbował zmienić szybko temat, co sprawiło, że Ibraan zachichotała.
Jest pan niepoprawny, profesorze. Część z gości na pokładzie to najemnicy, pracujący dla Xabata Rrira. Właśnie szykują się do akcji.
Xabat Rrir? Ten archeolog? – odparł zdziwiony.
W przeciwieństwie do pana, Rrir nie ma nic wspólnego z nauką. To agent, szpieg i obrzydliwy lizus administrator Ssiranis. Jest tutaj tylko po to by dopilnować, że wszystko idzie zgodnie z planem.
Strasznie dużo wiesz na temat mojej osoby i planów wszystkich wokół, więc uczyń mi ten zaszczyt i zdradź mi jaki jest plan administrator. – Lazarus był już skrajnie podirytowany gierkami, w które wszyscy pogrywali. Każdy kreował się na najlepszego i najsprytniejszego gracza, a jemu i Vrago przydzielono role pionków, którymi każdy bezkarnie mógł przesuwać i, co gorsza, poświęcić bez żalu.
Ibraan milczała przez chwilę, jak gdyby nasłuchiwała czegoś, po czym odpowiedziała:
Pan i Vrago nigdy nie byliście wykonawcami tego planu, a kluczem do rozwiązania. Nie znam niestety szczegółów, jednak istotne było dostarczyć was na planetę i zmusić do poszukiwań. Niestety Rrir nie jest cierpliwą osobą i jak tylko dowiedział się, że Joku pana zaprosił to postanowił wziąć sprawy w swoje łapy i zaciągnąć pana siłą do ruin.
Nagle za drzwiami usłyszeli odgłosy szarpaniny. Jeden wystrzał, huk, seria strzałów, krzyki, huk i nagła cisza, przy której Ibraan bez wahania otworzyła drzwi. Do środka weszła istota, która gabarytem i budową mogła śmiało zawstydzić Povarian chroniących Ssiranis. Był to masywny, umięśniony humanoid o głowie przypominającej ośmiornicę. Miał białe oczy, na których widać było jedynie czarną źrenicę w krztałcie nieregularnej gwiazdy oraz lśniącą błękitną skórę, przecinaną blado szarymi pręgami. Reszta ciała była ukryta pod typowym kombinezonem bojowym.
Najemnicy się mobilizują, Ibraan. To pierdoleni dyletanci, ale jest ich dużo. Musimy uciekać. – głos towarzysza Fuuri był bardzo głęboki i szorstki, jednak profesor nie był pewien czy dudnienie docierało do niego dźwiękiem czy po prostu pojawiało się w mózgu dzięki jakiejś formie telepatii.
Kordra, zabieramy profesora i musimy stąd uciekać. Jego towarzyszka walczy ze Skjoldem w ruinach.
Kordra syknął z dezaprobatą.
No to już nie żyje…

Sytuacja Vrago wyglądała marnie. Nie miała szansy wygrać z napastnikiem na dystans. Gdy tylko próbowała wychylić się i wycelować, musiała od razu kryć się przed celnymi strzałami mężczyzny. Miotacz był dla niej bezużyteczną bronią i jeśli to przeżyje to będzie musiała poprosić Lazarusa o oręż pasujący do jej umiejętności. Miałaby szanse w walce wręcz, jednak obawiała się, że nawet z jej zdolnościami regeneracyjnymi, napastnik boleśnie obezwładniłby ją nim by dobiegła. Ucieczka wydawała się bezpieczniejszą opcją, dlatego strzelając na oślep rzuciła się ku drzwiom. Biegnąc poczuła potworny ból – raz, drugi, trzeci. Oberwała dwa razy w ramię i w lędźwie. Zwolniła, ale nie przestała biec. Od tego zależało jej życie, a adrenalina to potężny anestetyk. Wydawało jej się, że strzały ustały, aż nagle usłyszała głośniejszy wystrzał, po czym padła, jak gdyby ktoś jej nogę podciął. Dopiero, gdy próbowała wstać zauważyła, że nie czuje prawej nogi. Gdy podniosła się trochę, wiedziała już czemu – noga w kolanie trzymała się na niewielkim skrawku ciała, którego nie zniszczył pocisk energii. Mężczyzna szedł w jej stronę, celując. Szok minął i ból, który zaczęła czuć wielokrotnie przerastał dotychczasowe rany. Nie miała szansy dalej walczyć, choć próbowała, nieskutecznie, strzelić w mężczyznę. Opór okazał się złym pomysłem, bowiem wróg bez skrupułów odstrzelił jej dodatkowo dłoń trzymającą miotacz. Krzyczała i zwijała się z bólu, jednak, ku ich obopólnemu zaskoczeniu, nie traciła przytomności.
Jesteś wytrzymała, ciężko temu zaprzeczyć. – napastnik zwrócił uwagę na kolano i dłoń, które powoli zaczynały się odbudowywać. – Regeneracja? Ciekawe, ale na wszystko jest metoda.
Napastnik chwycił ją za pozbawioną dłoni rękę i zaczął ciągnąć po gładkiej podłodze do najbliższych drzwi. Mimo rosnącego bólu Vrago próbowała się szarpać, jednak mężczyzna był zbyt silny. W końcu zatrzymał się i usłyszała odgłos otwieranych drzwi. Szybko poczuła, że do pomieszczenia zaczęła się dostawać woda. Równie szybko zrozumiała co napastnik chce zrobić. Wpadła w panikę i zaczęła się mocniej szarpać, z tak samo marnym skutkiem co wcześniej. Hełm jej skafandru został na stole. Mężczyzna planował ją utopić. Śmierć przerażała ją, jednak nie to było najgorsze. Po śmierci zapewne jej ciało zregeneruje się, ona przebudzi się, a woda znowu wedrze się do jej płuc. Ten cykl będzie się powtarzał w nieskończoność o ile ktoś jej nie uratuje lub nie umrze ostatecznie…
Otchłań oceanu nikogo nie oszczędzi, nawet bogów. – odparł nawiedzonym głosem mężczyzna, po czym wepchnął ją do kolejnego pomieszczenia. Okazało się, że sala była ciężko uszkodzona – z sufitu nic nie zostało, Vrago widziała pełną okazałość bezkresu oceanu Xmir.
Kobieta próbowała wstrzymać oddech, ale była zbyt ranna i wyczerpana. Chwilę później woda wdarła się do jej płuc, a świadomość zaczęła uciekać. Budziła się jeszcze parę razy, za każdym razem z przerażeniem orientując się gdzie jest. Bezskutecznie walczyła z wodą i umierała. Nie widziała, że ten koszmarny spektakl obserwowali Xmirianie, zwabieni do ruin hałasem silników Nautilusa. W końcu, ruszyli grupą, zabrali regenerujące się ciało Vrago i popłynęli w sobie znaną stronę.

Lazarus próbował skontaktować się z Vrago, ale bezskutecznie. Mózg podsuwał czarne scenariusze, jednak profesor odsuwał je. Nadzieja, że Vrago żyje istniała zawsze, dopóki nie znalazł jej martwego ciała. Nie pomoże jej jeśli będzie nieostrożny. Chwilowo profesor zgodził się współpracować z dziwnymi agentami Każdyświata, zwłaszcza, że faktycznie na jachcie rozpętała się wojna. Ludzie wierni Joku walczyli z najemnikami Rrira, goście uciekali i ginęli od zabłąkanych strzałów, a Lazarus, Ibraan i Kordra przedzierali się w stronę Savitar. Specjalistyczny robot na pokładzie zasygnalizował rozbrojenie ładunków wybuchowych, więc mogli swobodnie uciec z Xmir. Kordra bardzo sprawnie rozprawiał się z wrogami, zarówno wręcz jak i na dystans. Lazarusowi udało się zastrzelić kilku najemników, natomiast Ibraan trzymała się z tyłu, nie uczestnicząc w walkach. Jacht był ogromny, droga długa i zmuszeni byli przejść przez parę bardziej otwartych pokładów. Na jednym z nich, nieszczęśliwie, spotkali właśnie Xabata Rrira z i Kordra obstawą.

Był to osobnik chudy, pokryty twardą szczeciną o pysku przypominającym krzyżówkę wielu różnych ssaków. Odziany w strój laboratoryjny wyglądał jak karykatura naukowca, co wysoce zdenerwowało Lazarusa.
No, no, nawet nie musiałem się po ciebie fatygować, Lazarus. – zaskrzeczał złośliwe Rrir. Jego najemnicy wycelowali w grupę profesora.
Mieli solidną przewagę liczebną, jednak do Kordry chyba to nie dotarło, bo Lazarus spostrzegł, że towarzysz Ibraan jest gotów ruszyć na tłum celujących w nich najemników.
Poddaję się. – rzekł profesor, nie chcąc zaogniać bardziej sytuacji. – Pójdę z wami.
– Nie żebyś miał duży wybór. – zarechotał Xabat Rrir. – Skujcie ich, szczególnie tego wielkiego mutanta. Nie widziałem nigdy nic takiego, może sprzedamy go do jakiegoś zoo.
Ibraan coś szepnęła Kordrze i ten się uspokoił, oczywiście nie bez okazania niezadowolenia.
Macie szczęście, żałosne kulvatri. – warknął. Ci, którzy stali odpowiednio daleko, kpili sobie z Kordry i jego niezrozumiałych obelg, jednak skuwający go najemnicy byli bardzo ostrożni. Chwilę później Lazarus, Ibraan i Kordra siedzieli na pokładzie pod czujnym okiem ludzi Rrira, czekając na transport.
Mam nadzieję, że ma pan plan, profesorze, bo jestem poważnie wkurwiony. – szepnął Kordra.
Otóż to, ciekawe co pan teraz zrobi. – zaśmiała się Ibraan. Profesora denerwowało jej zachowanie. Jego potrzebowali żywego, ich nie, więc była w gorszej sytuacji niż Lazarus, a mimo to pozwalała sobie na gierki.
Siedźcie cicho i się nie ruszajcie. – odparł Lazarus. Z jego prawej ręki, zaraz nad kajdankami, wysunął się mały robot, który pracowicie zaczął uszkadzać kajdanki całej trójki – tak by trzymały się na rękach, jednak wystarczyło jedno mocniejsze szarpnięcie żeby je zerwać. Teraz musieli tylko poczekać na odpowiedni moment.

Szansa pojawiła się, gdy podleciał do nich statek najemników. Niestety nim weszli na pokład, Kordra stracił cierpliwość i rzucił się na strażników. Dwóch z nich zginęło pod pięściami potężnego obcego, jednak ich koledzy otworzyli ogień i Kordra szybko padł martwy na pokład. Ibraan krzyknęła zrozpaczona, jednak nic nie zdołała zrobić – jeden z najemników, odruchowo strzelił też do niej. Z przedziurawionego kombinezonu wystrzeliła gwałtownie energia, która spaliła grupę nieostrożnych strażników. Lazarus odskoczył w samą porę, inaczej sam podzieliłby ich los. Pilot statku, nie chcąc ryzykować swojego życia, odleciał, a Xabat Rrir z dzikim okrzykiem rzucił się na Lazarusa. Modus w szoku, bólu i rozpaczy po śmierci towarzysza strzelała energią na prawo i lewo, uszkadzając jacht i zabijając pechowców, którzy nie umknęli dość szybko. Rrir szarpał się z profesorem, jednak ten wyswobodził się i popchnął napastnika za burtę. Wypadając Xabat chwycił się barierki i zaczął krzyczeć do Lazarusa.
Pomóż mi! Jesteś naukowcem, dobrym człowiekiem, chyba nie pozwolisz, żebym spadł i się zabił!?
Oczywiście, że nie pozwolę ci spaść. – odparł poważnie Lazarus.
Profesor podszedł do barierki, unikając przy tym wyładowań Ibraan. Chwycił Xabata swoją prawą, w pełni zmechanizowaną ręką i podniósł go bez trudności. Radość Rrira okazała się jednak przedwczesna, gdyż profesor nie pomógł mu wejść na pokład. Szarpnął nim tak mocno, że najemnik poleciał w stronę promienia energii Ibraan. Oczywiście, z oszusta-archeologa został tylko gorący popiół, który opadł szybko na pokład. Koniec w sam raz dla oszusta kpiącego sobie z tego szlachetnego zawodu.

Profesor schował się we względnie bezpieczne miejsce i zaczął obmyślać jak może pomóc Fuuri, jednak nim cokolwiek wymyślił całym jachtem zatrzęsło. Na spokojnym dotąd oceanie pojawiły się potężne fale, a pozostali przy życiu najemnicy zaczęli się nerwowo rozglądać po sobie i na Lazarusa, jakby z nadzieją, żeby im pomógł. Lazarus chciał coś zrobić, jednak wstrząsy były zbyt potężne i pozostało mu obserwować jak sytuacja się rozwinie.

Na szczęście nie musieli długo czekać. Z oceanu zaczęło powoli wyłaniać się coś ogromnego. Na początku ciężko było stwierdzić co to, jednak Lazarus chwilę później zauważył, że cokolwiek to było, z kształtu przypominało ludzką kobietę zbudowaną bardzo estetycznie z elementów syntentycznych i takich, które wydawały się organiczne. Zaskoczeniom nie było końca, bowiem w rysach twarzy olbrzyma, profesor rozpoznał Vrago.

Kolejne wydarzenia Lazarus obserwował bez ruchu i w zupełnym osłupieniu. Ostatni żywi najemnicy zaczęli unosić się w stronę twarzy gigantycznej kobiety, a gdy osiągnęli odpowiednią wysokość każdy usłyszał w głowie głos, tak potężny, że głos Kordry wydawał się słabym piskiem.
Wrócicie do swoich domów. Widzieliście konsekwencje swoich czynów i teraz zastanowicie się nad swoim postępowaniem.
Nim ktokolwiek zaprotestował, wszyscy zdematerializowali się, nie zostawiając po sobie śladu. Lazarus zastanawiał się czy faktycznie wrócili do domu czy przestali istnieć. Bezmyślne gapienie się doprowadziłoby jednak do jego zguby – obrażenia Ibraan sprawiły, że nagle eksplodowała. Wybuch wysłałby profesora w zaświaty, gdyby nie fakt, że energia eksplozji zatrzymała się zaraz przed jego twarzą. Mężczyzna otworzył odruchowo zamknięte oczy i patrzył na zamrożony w czasie wybuch. Obok niego stała Vrago, teraz już ludzkich rozmiarów.
Witaj, profesorze. – odparła kobieta z uśmiechem.
Lazarus odetchnął i się otrzepał. Dopiero rozglądając się, zauważył, że woda wokół jachtu była pełna Xmirian. Wszyscy mieli głowy ponad powierzchnią i każdy błoniastymi dłońmi trzymał się za szyję.
Bogotwórca… – odparł profesor, ze zmęczonym uśmiechem. – Dosłowne małe dranie z nich, czyż nie?
Tak. – odparła spokojnie kobieta. – Przez Skjolda, ginęłabym w nieskończoność pod wodą, ale znaleźli mnie i zanieśli do maszyny. Dawno zapomnieli jak ona działa, wiedzieli tylko, że jest sprawna i pomoże mi.
Ciebie? A nie was? – Lazarus zwrócił uwage na brak liczby mnogiej, tak charakterystycznej dla wypowiedzi kobiety.
Vrago obeszła go i dotknęła palcem energii wybuchu. Jej dotyk sprawił, że pojawiły się na niej fale.
Zamiana scaliła rozdzielone części. Jestem całością. Jestem idealna.
Jak to? – parsknął profesor. – Z tego co mi mówiłaś, właśnie rozdzielenie było tym czego najbardziej pragnęłaś.
Vrago delikatnie zaśmiała się.
Ben, jestem jeszcze młoda i sama nie chcę się przed sobą przyznać do pewnych rzeczy. Gdy dorosnę, wyjaśnię ci wszystko. – nim profesor zdążył zaprotestować, że nie lubi być tak nazywany, boska Vrago dodała. – Tak, wiem, że nie lubisz tego zdrobnienia, ale w przyszłości pozwolisz mi tak do siebie mówić.
Lazarus nie wiedział co powiedzieć. Moc Vrago przerastała jego możliwości analityczne. Kobieta w zasadzie wiedziała co się zdarzy nim się zdarzy, więc jej automatyczne odpowiedzi na niezadane pytania sprawiały, że czuł się jakby działał na auto-pilocie.
W takim razie…co dalej? – spytał, dość naiwnie.
Vrago oparła się o barierkę i spoglądała w ocean.
Posprzątam tutaj, zabezpieczę Bogotwórcę, by można było skorzystać z niego dopiero gdy znajdzie się odpowiednia osoba. Potem wrócę do swojej oryginalnej formy i ruszymy dalej. W nieznane. – nagle kobieta posmutniała i Lazarus przewrotnie pomyślał co by pomyśleli Xmirianie, gdyby zobaczyli, że ich bogini jest przygnębiona. – Mogłabym ci opowiedzieć już teraz, o wszystkich wspaniałych rzeczach jakie zobaczymy, o przyjaźniach, które zawrzemy…i o stratach jakich doświadczymy. Wiem jednak, że ty byś tego nie chciał.
Oczywiście. To zabiłoby całą zabawę. – odparł z szarmanckim uśmiechem. Był ciekaw, zwłaszcza tych strat i jak się przed nimi zabezpieczyć, jednak wiedział, że jego życie straciłoby sens, gdyby nagle poznał wszystkie odpowiedzi dla nurtujących go pytań.
Ben, mam prośbę.
Co ja, zwykły śmiertelnik, mogę zrobić dla bogini? – zaśmiał się profesor.
Postójmy tu razem przez chwilę, w ciszy. Dobrze? – odparła śmiertelnie poważnie Vrago.
Benjamin Lazarus stanął koło towarzyszki i oparł się, jak ona, o barierkę. Kobieta przytuliła swoją głowę do jego ramienia. Razem, bogini i człowiek, w milczeniu patrzyli się w dal.

Profesor dostąpił zaszczytu obserwowania bóstwa w akcji. Uszkodzenia zostały naprawione, a zmarli wrócili do życia, o dziwo z wyłączeniem Xabata Rrira i ciał najemników, które po prostu zniknęły. Vrago wróciła potem do swojej ludzkiej postaci, a Xmirianie, nucąc sobie zrozumiałą pieśń religijną, wrócili do głębin. Kobieta pamiętała walkę ze Skjoldem w ruinach, to jak umarła, a następnie pojawienie się na pokładzie jachtu. Wiedziała kim jest Ibraan i Kordra, co wydarzyło się na jachcie oraz czym się stała, jednak nie pamiętała rozmowy z profesorem. Joku, wstrząśnięty całym zamieszaniem nie mniej niż jego goście, krzyczał po ochroniarzach by sprawdzili czy wszyscy są cali i zdrowi. Lazarus nie odmówił sobie złośliwej satysfakcji, patrząc jak wielka manipulatorka Ibraan Modus, w szoku zastanawia się czy to co się dzieje jest prawdą czy snem. Kordra, o dziwo, pozbierał się dużo szybciej i podbiegł do Fuuri, żeby wskazać jej profesora i Vrago, wchodzących na pokład Savitar.

Agenci rzucili się w pościgu. Lazarus zatrzymał się, żeby im pomachać z radosnym uśmiechem.
Profesorze, niech pan się nie popisuje. – Vrago zganiła go, wywracając oczami. W jej głosie nie było jednak zniecierpliwienia, była lekko rozbawiona jego zachowaniem. Lazarus, w szampańskim nastroju, od razu przestał i popędził jak dziecko za towarzyszką. Przeżyli, Vrago nic się nie stało i, gdy była boginią, dała im dość morfomaterii, na wiele podróży. Profesor w głowie już układał wiadomość jaką uraczy administrator Ssiranis, gdy będą opuszczać to uniwersum.
Oczywiście, moja droga. Ku przygodzie!

KONIEC

3 myśli na temat “Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *