Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #4

Po krótkiej dyskusji, postanowili się rozdzielić. Nawet we dwójkę mieli małe szanse na jachcie, pełnym ludzi Joku, a może Vrago uda się zdobyć istotne informacje w ruinach. Musieli jednak szybko i niepostrzeżenie wypuścić Vrago w okręcie zwiadowczym, który wspólnie postanowili ochrzcić Nautilus. Vrago nie była pewna nazwy, ale Lazarus wyjaśnił jej pochodzenie nazwy z ziemskiej literatury.

Plan, który opracowali był prosty, choć bardzo niebezpieczny. Lazarus miał wycelować Savitar prosto w ocean. Gdy tylko okręt przebije taflę wody i zanurzy się cały, Vrago wyruszy statkiem zwiadowczym, a Savitar wpłynie na powierzchnię i poleci w stronę jachtu. Nie mieli pewności czy Savitar wytrzyma uderzenie oraz czy Vrago przeżyje całą operacje, schowana w Nautilusie. Gdyby mieli rozsądniejszą alternatywę w tej sytuacji to pewnie by ją zastosowali, ale tak niestety nie było i mimo protestów Lazarusa kobieta była gotowa do działania.

Lazarus siedział samotnie na mostku i wahał się czy nie lepiej polecieć razem do Joku. Jednak, gdy wybił umówiony czas, a profesor nie zaczął podejścia, na ekranie głównym wyświetliła się twarz Vrago.
Profesorze, tracimy cenny czas. – skarciła mężczyznę. – Jasno wyraził Pan swoje obawy, ale nie mamy wyjścia. Damy radę, proszę zaczynać.
Lazarus westchnął i zgodnie z poleceniem pokierował okrętem. Czujniki wyły i ostrzegały przed niebezpiecznym podejściem. Lazarus je ignorował, ale mimo kompensacji czuł narastające turbulencje. Całą wolną energię przekierował do osłon i pochłaniaczy w nadziei, że lądowanie będzie jak najmniej bolesne dla pasażerki Nautilusa. Nie przyszło mu jednak do głowy, że to właśnie on może być najbardziej poszkodowany. Mimo zabezpieczeń, tuż po przebiciu powierzchni, wszystko przysłoniła mu ciemność.

Obudził go głos Vrago, która znowu pojawiła się na ekranie.
– Profesorze, nic się panu nie stało?
Lazarus potarł głowę i poczuł przeszywający ból. Dłoń, którą dotknął bolesnego miejsca była lekko zabrudzona krwią. Nie przypominał sobie jak zranił głowę, ale widocznie stracił przytomność na jakiś czas. Cały czas był lekko otumaniony i dopiero powtarzające się nawoływanie Vrago otrząsnęło go trochę.
Profesorze, czy nas pan słyszy?
Tak Vrago, słyszę cię. Straciłem przytomność, ale już jest wszystko w porządku. – wydusił z siebie w końcu. Nagle zorientował się, że to przecież o nią najbardziej się martwił przed uderzeniem. – Czy jesteś cała?
Tak, mieliśmy trochę problemów z połączeniem po uderzeniu i mamy parę siniaków, ale nic poważnego. – odparła pewnie kobieta. Lazarus odetchnął z ulgą. – Niech pan leci na spotkanie z Joku. Będziemy utrzymywać stałą łączność przez implant, który nam pan zapewnił.
W myślach profesora znów zagościły obawy. Podczas podróży na Xmir Benjamin wszczepił Vrago specjalny implant komunikacyjny, pozwalający im rozmawiać bez słowa nawet na ogromne dystanse. Oczywiście taki zabieg przeprowadzał już wcześniej i z urządzeniem nie było problemu, aż do Vrago. Ze względu na specyficzny układ nerwowy kobiety, w pierwszej chwili prawie ogłuchł od hałasu jaki usłyszał. Dopiero po paru próbach, kobieta nauczyła się ujednolicać myśli tak, żeby było słychać pojedynczy głos. Lazarus bał się, że Vrago musi się silnie skupić, żeby utrzymać taki stan i w kryzysowej sytuacji może mieć problem z komunikacją. Cóż, pozostanie im sprawdzić to w praktyce…
Nautilus twierdzi, że wszystkie systemy są sprawne. – Vrago czytała z ekranów. Mimo, że Lazarus sporo ją nauczył, wciąż musiała korzystać z bardzo uproszczonego interfejsu sterowania. Profesor ostrzegał ją, że przez to ułatwienie ciężej będzie dokładnie zdiagnozować przyczynę potencjalnej usterki, jednak Vrago pochodziła ze świata na tyle mało zaawansowanego, że musieli iść na taki kompromis. Lazarus i tak był pod wrażeniem, że kobieta tak sprawnie przyswoiła podstawy korzystania z technologii Savitar w tak krótkim czasie. – Możemy ruszać profesorze.
Gdy Lazarus doszedł do siebie, życzyli sobie powodzenia i każde udało się w swoją stronę. Vrago była nawet szczęśliwa, że profesor był tak wstrząśnięty lądowaniem, iż nie wpadł na to, żeby sprawdzić stan kobiety czujnikami pokładowymi Savitar. Od razu odkryłby że Vrago go okłamała i zabroniłby jej samotnej wyprawy ze złamaną ręką. Na szczęście ból powoli ustępował dzięki działaniu jej nadnaturalnych zdolności regeneracyjnych.

Nautilus bezproblemowo poruszał się w wodach Xmir. Pozbawiona życia powierzchnia Xmir mogła się wstydzić porównania z tętniącymi życiem głębinami. Statek mijał najróżniejsze istoty, od ławic błyskawicznie pływających skorupiaków, po stworzenia przypominające skrzyżowanie jaszczurki z rybą i wielkie, drapieżne rośliny podwodne. Ocean planety był w tym miejscu na tyle głęboki że według czujników Nautilusa, dotarcie na dno zajęłoby co najmniej dobę. Vrago zastanawiała się jak starożytni Xmirianie budowali swoje podwodne królestwo, jednak szybko odkryła formacje piaskowego kamienia, które utrzymywały się w stałym zanurzeniu. Nie była naukowcem jak Lazarus, więc mimo odczytów Nautilusa nie była w stanie poznać właściwości kamienia,ale widziała dość żeby stwierdzić że skały były domem nie tylko dla dawnych Xmirian, ale również dla bogatej fauny i flory.

Znalezienie ruin profesora Rrira okazało się nie lada wyzwaniem – przodkowie Xmirian wprawnie maskowali swoje miasta jako naturalną część dziwnych formacji skalnych. Dopiero znalezienie wyrwy, którą udokumentował naukowiec pozwoliła jej wpłynąć Nautilusem do środka. Vrago opuściła statek odziana w skafander podwodny i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Woda uszkodziła wnętrze, jednak kobieta od razu zauważyła, iż Xmirianie cieszyli się kiedyś poziomem technologii nie ustępującym nowoczesnym rasom. Członkowie wyprawy nie wiedzieli tego, jednak zgodnie z tym co odczytała Vrago, na ścianach były instrukcje obsługi sprzętu laboratoryjnego, podobnego do tego, który widziała na pokładzie Savitar. Gdy dotknęła panelu opisanego symbolami sugerującymi zasilanie awaryjne, blado błękitne pismo Xmirian zaświeciło się wokół drzwi.

Vrago obawiała się konieczności majstrowania przy drzwiach, jednak ku jej zaskoczeniu przejście do kolejnego pomieszczenia otworzyło się, gdy tylko podpłynęła. Ostrożnie oświetlila wnętrze światłem wbudowanej w rękaw latarki. Pomieszczenie było dużo większe, pozbawione sprzętu laboratoryjnego, za to pełne drzwi. Trafiła na jakiś ważniejszy korytarz. Pytanie tylko co dalej.

Tymczasem Savitar dołączył do jachtu Joku. Lazarus zauważył, że na statku roiło się od różnych istot i większość z nich była dobrze uzbrojona. Na pokład wszedł zamaskowany holograficznie jako Lha’Zar, profesor z planety Mjur. Dwóch uzbrojonych ochroniarzy najpierw przeszukało go, a następnie poprowadziło przed oblicze gospodarza. Z bliska Lazarus stwierdził, że ekrany komputerów nawet w połowie nie oddają rozmiarów samozwańczego tryliardera. Marumalo był ogromny i jego głowa była nieproporcjonalnie mała w stosunku do reszty ciała. Profesor podejrzewał, że Joku w komunikacji korzystał dodatkowo z oprogramowania, które redukowało jego tusze – nie całkiem, ale dość żeby wizerunek z komunikacji nie zgadzał się z rzeczywistością i można to było zwalić na problemy ze sprzętem.
Fortuna z tobą, profesorze Lha’Zar. – zadudnił tradycyjnym powitaniem Joku Marumalo.
Pełnia twemu potomstwu, Joku Marumalo. – odpowiedział na Mjuriańską modłę Lazarus. – Wybacz spóźnienie, mieliśmy problem z wejściem w atmosferę. Moja asystentka właśnie dogląda bezpieczeństwa próbek i okazów, nie da rady dołączyć do nas.
Lazarus przed wyjściem zostawił robota do zadań specjalnych, by wyczyścił Savitar z ingerencji techników Ssiranis. Martwił się o okręt i o Vrago, na szczęście ta druga przesłała mu regularnie informacje na temat ruin Xmirian. Tak naprawdę to chętnie by się z nią zamienił, jednak miał więcej wiedzy na temat Mjurian by udawać kogoś kim nie jest.
Wielka szkoda! Wielka! Ale praca przede wszystkim, szanuję to. Swoją drogą masz piękny statek profesorze Lha’Zar! – Joku machnął tłustą, trójpalczastą dłonią w stronę zamaskowanego Savitar. Okręt udawał teraz Mjuriański statek naukowy dalekiego zasięgu, jednak uwaga Joku zasiała w głowie profesora wątpliwość, iż maskowanie przedstawia się zbyt atrakcyjnie. Musi o tym pamiętać na następny raz.
Zechcesz zatem skorzystać z kajuty na pokładzie mojego jachtu? Zapewniam wszelkie luksusy, honor Marumalo! – Joku zapytał oblizując się tak łapczywie, że Lazarus nie wiedział czy chodzi o służących nadchodzących z posiłkiem czy jego osobę.
Oczywiście, będę zaszczycony. – odparł Lazarus.
Nie, nie, przyjacielu. To ja będę zaszczycony. – Joku nagle głośno sapnął, a z jego trzewi wydobyło się niepokojące bulgotanie. – Wybacz, nie dam rady cię odprowadzić. Jestem w czwartej fazie cyklu rozrodczego i młode domagają się częstych posiłków. Ibraan!
Na zawołanie Joku, z pokładu, dwa metry od gospodarza wystrzelił słup złotej energii. Lazarus nie musiał mruzyć oczu wyłącznie dzięki temu, że zastąpił je implantami, wyposażonymi w szereg przydatnych funkcji, jak choćby automatyczne przyciemnianie oslepiajacych błysków. Niestety reszta obecnych, z Joku włącznie, nie miała tyle szczęścia.

Na bagienne świątynie Gopo, ile razy Ci powtarzałem, że masz tego nie robić! – wrzasnął Joku. – Straszysz mi gości!
Lazarus przez cały czas widział, że w błysku energii materializowała się nowa istota. Sylwetką przypominała bardzo smukłą ludzką kobietę, jednak dopiero po całym widowisku był w stanie dostrzec, że to jakiś specjalny pancerz lub kombinezon, który skrywał całe ciało nieznajomej. Odczyty podłączonego do oczu skanera wariowały, pokazująć wysokie poziomy promieniowania wewnątrz kombinezonu. Dzięki przezroczystej szybce hełmu, widać było szalejącą wewnątrz energię. Profesor był już pewien, że kombinezon chronił przede wszystkim zebranych, a nie jego właścicielkę.
Wybacz Joku, ale czasem ciężko mi się powstrzymać. – zachichotała istota zwana Ibraan, po czym wyzywającym krokiem podeszła do profesora i uwodzicielskim głosem powiedziała. – Profesor Lha’Zar, jak mniemam? Z niecierpliwością czekaliśmy wszyscy na pana przybycie.
Przez szybkę, Lazarus zauważył jak wśród chaotycznych zawirowań żółtej energii pojawiają sie pasma przypominające kobiece rysy. Na początku wyraźne były jedynie oczy, jednak po chwili zauważył nawet uśmiech. Profesor był tak zafascynowany, że nawet nie zwrócił uwagi na niezręczną ciszę powstałą, przez brak jego odpowiedzi.
Profesorze? Nie uczono pana, że nieładnie jest się gapić? – zaświergotała Ibraan. Lazarus otrząsnął się i skłonił się istocie przepraszająco.
Proszę wybaczyć, pierwszy raz spotkałem kogoś tak wyjątkowego. – odparł nieco zażenowany swoim brakiem profesjonalizmu. Istotę wyraźnie bawiło jego rosnące zakłopotanie.
Ibraan jest wyjątkowa, bez dwóch zdań. – zarechotał Joku. – Będzie miał pan okazję wypytać o interesujące szczegóły, bowiem to właśnie ona zaprowadzi pana do kajuty.
Będzie mi bardzo miło! – odparł z uśmiechem profesor.
W drodze do kajuty Lazarus dowiedział się, że Ibraan Modus była jedną z Fuuri, gatunku istot energetycznych, które w wyniku błędu uczonych zostały wyrwane z rodzimego wymiaru i zmuszone do życia w tym uniwersum. Jako tacy nie posiadają płci, jednak zdarzyło im się identyfikować z płciami istniejących gatunków – czysto z fascynacji. Ibraan zdecydowanie czuła się kobietą. Tak jak profesor podejrzewał, kombinezony chroniły postronnych przed wyładowaniami energetycznymi, pozwalając Fuuri kontaktować się bezpiecznie z innymi rasami. Lazarus oczywiście spytał czy popis na pokładzie nie był szkodliwy, jednak Ibraan lekko odparła, że to tylko niewinny popis, którym straszy gości Marumalo, gdy się znudzi. Oczywiście w rewanżu Lazarus pozwolił by Fuuri i jemu zadawała pytania, z czego oczywiście chętnie skorzystała. Były to jednak dziwne pytania, gdyż nie dotyczyły Lazarusa – Ibraan bardziej była ciekawa czy profesor zaobserwował coś niepokojącego w zachowaniu załogi jachtu. Oczywiście nie pytała o to wprost, zwodziła, ale Lazarus był ma pokładzie zbyt krótko by udzielić jej jakichkolwiek interesujących informacji.

Kajuta była dość spora, z wielkim łóżkiem, barkiem, piękną łazienką. Lazarus takich luksusów nie miał na pokładzie Savitar, był tak ciekaw co jeszcze znajdzie w pokoju, że zapomniał się i nie zauważył, że Ibraan zamknęła drzwi.
Podoba się panu kajuta, profesorze Lazarus? – spytała niewinnie kobieta.
Gdy usłyszał swoje prawdziwe nazwisko, od razu zwrócił się w stronę Fuuri, gotowy do działania. Był wściekły, że dał się tej kobiecie tak łatwo zamknąć w pokoju. Było w niej coś przez co tracił zdrowy rozsądek…
Widzisz przez kamuflaż holograficzny? – spytał ponuro.
Tak, od samego początku. – odpowiedziała Ibraan. – Nawet, gdybym nie potrafiła to wiedziałam, że Savitar pojawi się na Xmir. Nie spodziewałam się jednak, że tak łatwo wpadnie pan w moje ręce.
Pracujesz dla Ssiranis?
Być może, tego nigdy nie możesz być zupełnie pewnym.
Kłamiesz. – prychnął profesor. – Zbytnio bawi cię manipulowanie, byś dobrowolnie pracowała dla kogoś takiego jak administratorka, a jesteś zbyt swobodna na kogoś kto czułby się zmuszony dla niej pracować.
Być może. – zachichotała Ibraan. – Ważniejsze jest to profesorze, że pan popełnił błąd wchodząc na pokład. Lada chwila wszyscy znajdziemy się w poważnych tarapatach.
Gdy Ibraan mówiła, Lazarus szybko skontaktował się z Vrago przez implant komunikacyjny.
[Vrago, mamy problem. Na pokładzie jest osoba, która wie kim jestem i wie o Savitarze.] – powiedział w myślach. Bał się, że stracili zasięg albo, że Vrago nie poradzi sobie z implantem, jednak szybko otrzymał odpowiedź. Nie taką na jaką liczył.
[Owszem profesorze, mamy problem…nie jesteśmy tu na dole sami.] – powiedziała Vrago…

Eksploracja ruin była bezowocna, ale szła gładko do momentu, aż kobieta znalazła pomieszczenie, które najprawdopodobniej pełniło funkcję sali konferencyjnej. Okazało się, że jako jedyne było w pełni sprawne i oprócz światła dopasowanego do jej wzroku, wypompowało całą wodę, pozwalając jej swobodnie chodzić. Chciała zbadać sprawne konsole znajdujące się przy stole konferencyjnym, jednak gdy zbliżyła się do jednej z nich, pocisk energii rozsadził ją w drobny mak. Vrago od razu sięgnęła po miotacz, który otrzymała od Lazarusa i zwróciła się w stronę z której wystrzelono. Ku jej zaskoczeniu, w konsolę strzelił człowiek.

Był to wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna odziany od szyi po stopy w lśniący, czarny pancerz. Zbroja była jeszcze mokra, więc pewnie dotychczas płynął za nią. Mimo, że byli na obcej planecie, w uniwersum w którym ludzi można było policzyć na palcach jednej ręki, mężczyzna wydawał się Vrago dziwnie znajomy. Skórę jego głowy i twarzy znaczyły blizny, podobne do tych, które kobieta zdobyła w rodzinnym świecie walcząc z najróżniejszymi potworami i bandytami. Większość głowy miał ogoloną, jednak od czubka ciągnął się dość długi, misternie upleciony warkocz z włosów, koloru słomy. Broda i zimne, błękitne oczy dopełniały wizerunku kogoś należącego do ludów północy jej rodzimego kontynentu, a nie kosmicznego podróżnika.

Gdy Lazarus się odezwał, Vrago powiedziała mu o nieznajomym. Nie miała jednak czasu na dłuższą rozmowę, bowiem obcy szybko zanurkowal za jeden z wyrastających z podłogi foteli. Vrago miała go na celowniku i nawet strzeliła gdy tylko się ruszył jednak dwie godziny ćwiczeń na strzelnicy Savitar nie uczyniły z niej strzelca wyborowego. Schowała się za pobliską kolumną i chciała się wychylić żeby oddać kolejny strzał, ale szybko okazało się że jej przeciwnik ma dużo lepiej opanowane strzelanie z broni energetycznej niż ona…

Ciąg dalszy w Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #5!

7 myśli na temat “Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #4

  1. Na to się czeka jak na kolejny odcinek ulubionego serialu 🙂
    A Ibraan Modus mogłaby być członkiem załogi ;D

    1. Ha, żeby tylko te odcinki były co tydzień xD

      A co do Ibraan: „Być może, tego nigdy nie możesz być pewna” 😀

    1. Postaram się, żeby między kolejną częścią nie było, aż takiej potężnej przerwy 😉

  2. Tak się zastanawiam … może Vrago powinna jednak walczyć? Szybko się uczy skubana, poradzi sobie , a może jeszcze się czegoś dowie…:)

    1. Niestety nie mogę zdradzić co będzie dalej, ale może ktoś przegłosuje walkę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *