Zgromadzenie: Serce Wieków

Levantyr Penthe nerwowo krzątał się się po pokoju, zręcznie unikając stosów ksiąg walających się po podłodze. Godzinę temu analizował raporty swoich dowódców i nie wyglądało to dobrze. Ich poszukiwania nie przynosiły żadnych zadowalających efektów. Tymczasem czas nieubłaganie uciekał, a wraz z nim przewaga wroga rosła. Stary szlachcic, zwany popularnie Lordem Najemników, pewnie całą noc spedziłby na obmyślaniu nowych planów, gdyby nie pojawienie się jego wiernego sługi Fiddlebana. Jeżeli Levantyra ludzie nazywali starcem to Fiddlebana śmiało można było zwać starożytnym. Lokaj miał już sporo lat na karku, gdy Penthe był młodzieńcem, a teraz jego zaawansowany wiek wymuszał na jego panie obowiązek bronienia Fiddlebana przed okazjonalnymi oskarżeniami o uprawianie nekromancji lub wampiryzm. Mimo tego warto było – Levantyr nawet swojej małżonce ufał mniej niż wiernemu słudze.
Milordzie, ma pan gościa. – poinformował sucho Fiddleban.
Późno już. – odparł z niezadowoleniem Levantyr, trąc zmęczone oczy. – Kto to i czego chce?
To młoda dama, kapłanka.
Levantyr był zaskoczony. Kapłani nigdy nie fatygowali się do niego osobiście. Był szlachcicem z nadania, nie urodzenia, a co gorsza zajmował się wojaczką za pieniądze, co w oczach świątobliwych czyniło z niego najgorszą gnidę i zło konieczne. Do tego wysłali młodą akolitkę…
O tej porze? To bardzo niestosowne, Fiddleban. – zażartował Lord Najemników. Niestety lokaj i poczucie humoru nigdy nie występowały w naturze razem. – Wprowadź ją, zobaczę czego chce.
Fiddleban zniknął zaskakująco szybko i parę minut później w gabinecie Levantyra pojawiła się kapłanka. Żart o niestosowności zemścił się na szlachcicu, bowiem dziewczyna była tak śliczna, że grzechu warta. Ozdobiona symbolami Nieśmiertelnego Cywilizacji zbroja nie pasowała do krótkich, złotych włosów, błękitnych oczu i cery godnej baśniowej księżniczki.
Lordzie Penthe, Tora Arbanek, wysłanniczka Wiary Abeusa. – Fiddleban przedstawił gościa, po czym odprawiony gestem swojego pana, żołnierskim krokiem opuścił gabinet. Lokaj cenił skuteczność ponad wszystko.
Witam jaśnie pannę w mym skromnym domu. – Levantyr dworsko ukłonił się przed dziewczyną, co ta skomplementowała równie dworskim, łaskawym uśmiechem i skinieniem głowy. Dygnięcie w zbroi wyglądałoby dość śmiesznie.
Cała przyjemność, po mojej stronie Wasza…Lordowska Mość. – odparła dziewczyna.
Uwadze Levantyra nie umknęła pauza jaką Tora zrobiła przy jego tytule. Zaczął zastanawiać się ile kapłanka wie. Niepewność męczyłaby go pewnie przez całe spotkanie, ale na jego szczęście dziewczyna planowała odkryć karty szybciej niż podejrzewał.
Czemu zawdzięczam tą późną wizytę? – powiedział wskazując fotel, w którym dziewczyna bez protestu się rozsiadła. Levantyr pomyślał sobie, że zbroja dziewczyny musiała być świetnie wykonana, bowiem właścicielka poruszała się gracją i wygodą obcą zbrojnym zamkniętym w stalowych konstrukcjach.
Od miesięcy szukam Serca Wieków. Przemierzyłam Avirię, Kulantir, rubieże Indevene i trop prowadzi tutaj. Do jednej z posiadłości Lorda Penthe w lasach Corii.
Levantyr głośno się zaśmiał, po czym nie bez kpiny odparł:
Cóż, kiepski to trop skoro każe waćpannie szukać legendarnego, magicznego artefaktu u zwykłego szlachcica. Jeśli waćpanna zechce to może zostać u nas w gościnę przed dalszą drogą. – dodał z udawaną troską. – Inaczej pomóc nie mogę.
Dziewczyna uśmiechnęła się uroczo, ale Penthe nie dał się zwieść. Gdyby mogła, rzuciła by go stadu drapieżnych kagharów na pożarcie.
Wasza Lordowska Mość ma rację. Levantyr Penthe nie może mi pomóc w żaden sposób. Natomiast Randal Shieldheart…to zupełnie inna sprawa. – dziewczyna ostatnie słowa wymawiała z tak nieskrywaną satysfakcją, że Penthe zorientował się, że jego mina go zdradziła. Mógł oczywiście próbować uników, wyśmiać domysły dziewczęcia, jednak czuł, że Tory w ten sposób nie zwiedzie.
Skąd wiesz? – spytał ponuro.
Zanim odpowiem na to pytanie to muszę panu pogratulować. Mimo tak rozpoznawalnej tożsamości, mało kto wie, że Lord Najemników to tak naprawdę Randal Shieldheart, najbardziej poszukiwany mag na świecie. – w głosie dziewczyny słychać było serdeczne uznanie. Levantyr miał problem z rozszyfrowaniem dziwnego gościa. Jej zachowanie, uzbrojenie, posiadane informacje – na pewno nie była kapłanką Wiary Abeusa. Inkwizytor? Nie, gdyby nim była to postarałaby się go zaatakować z zaskoczenia, nie dając szansy na kontrę. Mag Akademii? Może, ale musiał się upewnić.
Widocznie wie to, aż za dużo osób. Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Skąd wiesz? – powtórzył ostrzej, a jego łagodne dotąd twarz zaczęła ustępować miejsca ostrym rysom Randala Shieldhearta, nieformalnego przywódcy magów Tradycji.
Wspólny znajomy. – odparła krótko, po czym jej oczy zalśniły fioletowym światłem. Dziewczyna wyciągnęła spod zbroi wisiorek z krwistoczerwonym kryształem. Gdy go dotknęła, ze ścian i mebli zaczęły odrywać się kawałki materii. Randal chciał się bronić, ale zobaczył, że wszystkie fragmenty szybują nad prawym ramieniem dziewczyny. W ciągu sekund drewno i kamień zaczęły formować na naramienniku kościstą szyję zwieńczoną czaszką. Randal był zaskoczony. Brak inkantacji, bezpośrednie użycie magii. Dziewczyna była Wybranką, żywym przewodnikiem magii potężnego Patrona. Cała sytuacja stała się jeszcze bardziej skomplikowana i Shieldheart nie wiedział co o tym myśleć, dopóki oczy czaszki nie zapłonęły fioletowym płomieniem i dzięki magii konstrukt przemówił
Witaj Randal, kopę lat. Jak tam twoje królestwo? A, no tak, zamieniłeś je w niebezpieczne magiczne pustkowie. Wielka szkoda. – zaskrzeczała złośliwie czaszka.
Mag od razu rozpoznał znajomy głos i z niesmakiem odpowiedział:
Savola…miałem nadzieję, że Inkwizycja potłukła wszystkie twoje filakteria w drobny mak. Akurat tej jednej inicjatywie Akademii kibicowałem z całego serca.
Tora ścięła wzrokiem czaszkę. Randal patrzył ze sporą satysfakcją jak potężny lisz, jego wieloletni rywal, Savola Gau Salim, kuli się pod spojrzeniem dziewczęcia. Nie wiedział jak kapłanka uwiązała na smyczy kogoś takiego, ale ku jego radości była to smycz odpowiednio krótka.
Panowie, wasza dalsza wymiana uszczypliwości byłaby pewnie porywającym spektaklem, jednak nie po to tu jesteśmy. Serce Wieków, panie Shieldheart.
Axaero. – szepnął Randal i błyskawicznie machnął ręką w stronę czaszki Savoli. Mały, ale niezwykle skoncentrowany pocisk powietrza roztrzaskał konstrukt w drobny mak.
Nie zapominaj się, dziewucho. Nie rozmawiasz z byle kuglarzem. – warknął groźnie. – Nie mam żadnego obowiązku zdradzać ci gdzie jest Serce. Wynoś się z mojego domu zanim będę zmuszony pokazać ci na co naprawdę stać przewodniczącego Konsylium.

Tora westchnęła głęboko. W ten sposób nic nie osiągnie, przynajmniej nie bez niepotrzebnego rozlewu krwi. Konieczna była zmiana strategii.
Zechce wybaczyć pan moją niecierpliwość, to była długa podróż. – rzekła spokojnie. – Spytam inaczej – ile warta jest ta informacja?
Randal chwycił za stojącą na biurku butelkę i nalewając sobie alkoholu parsknął.
Dziewczyno, moją ceną jest moje marzenie, a ono umarło pogrzebane pod ruinami Feycliff. – wypił całość na raz. – Zostało mi jedynie odnalezienie winnych tragedii i ukaranie ich.
A jeśli powiedziałabym, że stoimy o krok od zrealizowania celu Czwartego Zgromadzenia? – Tora uśmiechnęła się tajemniczo.
Powiedziałbym, że postradałaś zmysły. – syknął. – Indevene zostało zniszczone, a mnie obwiniono o całą katastrofę, mimo że ledwie uszedłem z życiem i straciłem najlepszego przyjaciela. Przez pięć lat propaganda Akademii zdziałała cuda i ci którzy nie brzydzą się jeszcze magii wierzą w każde słowo jakie Moran Courtedge i ten wąż, Victor Selenius , wcisną im do uszu.
Randal nalał sobie kolejną szklankę i usiadł naprzeciwko Tory. Nieważne ile wleje w siebie alkoholu, ilu zdrajców z Inkwizycji spali na wiór, ilu Akademików pośle do piachu – nigdy nie zapomni dnia kiedy zasiedli do negocjacji na zamku Feycliff w królestwie Indevene. To miał być koniec konfliktów między Trzema Nurtami i początek nowej ery współpracy. Na początku pogodzenie wiekowych różnic wydawało się niemożliwe, jednak po wielu dniach zaczynało kiełkować porozumienie. Oprócz przeciwieństw, mieli też dużo wspólnych problemów i ich rozwiązanie stało się podstawą. Niestety komuś to nie pasowało. Zaczęło się od wybuchów magii, a skończyło na potwornej burzy magicznej, która zabiła większość mieszkańców i przybyłych do królestwa magów. Sama burza po dziś dzień czyni tereny Indevene niezdatnymi do życia. Randal pierwszy rok spędził na ukrywaniu się i próbach usunięcia burzy. Każdą próbę przypłacił poważnymi obrażeniami. W końcu stracił nadzieję i zaczął szukać winnych. Najpierw myślał że to spisek Corii, Avirii i Kulantiru, jednak im bardziej szukał, tym więcej pojawiało się imion podejrzanych magów. Nawet na szczycie hierarchii Akademii. Randal wypił zawartość szklanki, znów na raz.
Savola mówił mi, że poświęcił się pan w całości zemście, że jako Levantyr Penthe zbiera pan najemników, wielu z nich to lojalni Czarostrażnicy…– Tora odezwała się, gdy uznała, że cisza trwała już wystarczająco długo.
Savola to gnida. – warknął, jednak bez przekonania. Wciąż był pogrążony we wspomnieniach. – Na twoim miejscu roztrzaskałbym ten naszyjnik jak najszybciej.
Tora zignorowała jego uwagę. Savola był jej potrzebny, tak jak i Randal. Nie mogła sobie pozwolić na to, żeby stary mag zapijał teraz smutki i zaryzykował życie w głupiej, samobójczej akcji.
Nacja magów to nie zwykła mrzonka, panie Shieldheart. Ma pełne prawo się ziścić, jednak jej fundamenty nie mogą stanąć na terenach istniejących królestw.
– To gdzie chcesz stawiać ten swój kraj, dziewczyno? W powietrzu? – odgryzł się Randal. – Jak okiem sięgnąć wszystko już zajęte przez państwa, państewka. Oprócz Indevene, oczywiście.
Indevene jest stracone. Nie wiadomo czy kiedykolwiek uda się przywrócić te ziemie do użytku. Nie interesuje mnie Indevene i panu radzę również sobie odpuścić. – ucięła temat Tora. – Ja proponuję coś innego, ale do zrealizowania tego celu potrzebuję dwóch rzeczy, Serca Wieków, o którym pan wie najwięcej, i Wzmacniacza Pooge’a…
Na twarzy Randala zagościło zaskoczenie. Wzmacniacz Pooge’a był specyficznym urządzeniem. Wielu nazywało go artefaktem, gdy tak naprawdę był wypadkiem przy pracy. Augustus Pooge zbudował go, by zdobyć niewyobrażalną moc. Niestety przestrzelił w założeniach i Wzmacniacz zadziałał, aż za dobrze – nadmiar magii rozerwał Pooge’a, jego asystentów oraz parę okolicznych wiosek wokół, których był zbudowany. Od tamtego czasu zdarzały się przypadki powtórnego użycia, z równie opłakanymi skutkami, dlatego Trzecie Zgromadzenie postanowiło ukryć Wzmacniacz w specjalnym wymiarze kieszonkowym.
Twój pomysł zaczyna brzmieć coraz bardziej niewiarygodnie…i niebezpiecznie. Wierzysz, że tobie uda się ujarzmić Wzmacniasz? Wielu takich było, ich rozbite cząsteczki wciąż dekorują miejsce budowy tego diabelskiego urządzenia. Co czyni cię wyjątkową?
Tora nie chciała zdradzać swojego planu, ale wiedziała, że Randal nie będzie skłonny współpracować, jeżeli nie uchyli chociaż rąbka tajemnicy.
Ryzyko jest duże, przyznaję. Jednak mój Patron jest szczególny, Lordzie Najemników. – mówiąc to znów błysnęła oczami i nagle Randal znalazł się na obcej, szarej pustyni. Wokół niego szalała burza piaskowa, tak potężna, że nie widział niczego na horyzoncie, do momentu, gdy w kurzawie zapaliło się dwoje ogromnych oczu. Ślepia lśniły tym samym światłem co oczy Tory, jednak wielkością każde z nich przypominało zamek. Gdy rozległo się głębokie dudnienie, Randal spanikował. Pierwszy raz od wielu lat.
Na szczęście zaraz znalazł się z powrotem w fotelu, naprzeciw dziwnej dziewczyny, która lekko się uśmiechała. Randal bez słowa odłożył szklankę, podszedł do biurka i zaczął przygotowywać zwój. Po napisaniu odpowiednich inkantacji, napełnił zwój swoją magią, po czym wręczył go Torze.
Niedaleko Chegary jest mały klasztor poświęcony Nieśmiertelnej Solyvi. Porozmawiaj z tamtejszym przeorem i zadbaj o to, żeby otworzył zwój w podziemiach klasztoru. – odparł lekko roztrzęsionym głosem. Randal spotkał już w swoim długim życiu wielu Patronów. Negocjował z nimi, walczył, dwóch nawet zabił. Jednak tym razem, było to coś innego.

Tora podziękowała i opuściła domostwo maga, który wrócił do swoich planów. Na pustyni doświadczył jedynie prostej demonstracji, która dała mu do zrozumienia, że za kapłanką stoi większa siła niż się spodziewał. Czekało go wiele pracy, jeśli chciał być równym uczestnikiem dalszych negocjacji…

4 myśli na temat “Zgromadzenie: Serce Wieków

  1. Szpajku to jest genialne!!! Pisz chłopie , pisz i nie przerywaj:) pozdrawiam

    1. Bardzo cieszę się, że się podoba 😀 Jak w przypadku Savitar, to dopiero pierwszy tekst, miejmy nadzieję, z wielu 😉

  2. Po cichu liczę na statki kosmiczne i cyborgi, ale tak czy siak zapowiada się super 🙂

    1. Paaaaaani, takie rzeczy to tylko w Savitar! Ale fajnie, że ci się podoba, zwłaszcza, że za fantasy nie szalejesz 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *