Administratorka Ssiranis wbiła wzrok we Vrago. Bez słowa skinęła dłonią na strażnika stojącego po prawicy kobiety. Povarianin skinął przełożonej głową, po czym uderzył Vrago z pięści prosto w brzuch. Kobieta zwinęła się z bólu. Strażnik nie uderzył z całej siły, ale przy tak potężnej budowie Vrago mogła mówić o dużej dozie szczęścia.

Povarianie z wyglądu przypominali wielkie włochate, pozbawione nosów małpy, które przemieszczały się na czterech nogach. Przy pierwszym spotkaniu Lazarus był w szoku, że tak masywne stworzenie potrafi szybko się poruszać, zwłaszcza w tłumie. W połączeniu z niezrównaną siłą fizyczną i wpajanym od młodości ideałem lojalności wobec przełożonych nikt nie dziwił się że Povarianie stanowili trzon służb porządkowych podporządkowanych bezpośrednio administratorom stacji.

Vrago odkaszlnęła i powoli wyprostowała się, świszcząc przez chwilę przy każdym oddechu. Twarz Ssiranis nie zdradzała jakichkolwiek emocji, choć Vrago mogła przysiac że przez sekundę kąciki jej ust podniosły się w lekkim uśmiechu. Było to łatwe do przeoczenia, ze względu na charakterystyczny wężowy grymas w jakim były ciągle ułożone usta Vissari. Lazarus zastanawiał się co sprawiło, że gatunek tak ewidentnie skrzyżowany z człowiekiem może, aż tak bardzo nienawidzić ludzi, ale nie zamierzał dłużej tolerować zachowania administratorki. Zwłaszcza, że miał wrażenie, że Ssiranis czysto dla zabawy każe strażnikowi uderzyć Vrago ponownie.
W ten sposób postępuje pani ze wszystkimi przydatnymi osobami? Aż dziw bierze, że ta stacja jeszcze funkcjonuje! – krzyknął zniesmaczony. Wiedział, że naraża się w ten sposób na podobne traktowanie, ale liczył, że odwróci uwagę administratorki od Vrago.
Owszem, przydacie mi się. – odpowiedziała z groźnym syknięciem Ssiranis. – Nie myślcie jednak, że Wam wszystko wolno. Jesteście ludźmi. Przedmiotami. Można was w każdej chwili wyrzucić do śmieci i nikt nie pośpieszy wam na ratunek, zrozumieliście?
Udowodniła pani swoją przewagę. – Vrago odparła z lekkim wysiłkiem. – Nie rozumiemy tylko, czemu zadawała sobie pani trud sprowadzania nas tutaj, zamiast zutylizować nas i zatrudnić kogoś mniej…obrzydliwego.
Ssiranis paskudnie się zaśmiała.
– Dlatego, że jesteście bronią, której wszyscy się boją…no, może prawie wszyscy. O ludziach krążą nieliche opowieści. Nie jesteście tak silni jak chociażby stojący tutaj Povarianie. Nie jesteście tak szybcy i dyskretni jak Jallala. Jest wiele ras mądrzejszych i lepiej uzbrojonych od was. Jednak jakkolwiek galaktyczna społeczność by was nienawidziła, nikt nie odmówi rasie ludzkiej jednego atutu, który sprawia, że jesteście tak przerażający. Adaptacja. Żaden gatunek nie wykazuje takich zdolności adaptacyjnych jak ludzie i to jest coś co da wam przewagę w zadaniu, które dla was przewidziałam.
A jakie ono właściwie jest i na co możemy liczyć jeśli je wykonamy? – spytał Lazarus. Męczyła go już ta dziecinna demonstracja wyższości każdej rasy tego Uniwersum nad ludźmi. Chciał jak najszybciej znaleźć się na Savitarze, jak najdalej od tej stacji.
Wprowadziliśmy odpowiednie modyfikacje do twojego okrętu. – Ssiranis zdawała się czytać mu w myślach. W profesorze zaczęło się wszystko gotować na myśl o tym, że byle technik portowy grzebał przy jego statku.
Strażnicy dyskretnie odeskortują Was na pokład, gdzie otrzymacie kolejne instrukcje. Jeśli Wam się powiedzie otrzymacie wolność, niezbędne…paliwo… – chyba jedynie niezbyt bystrzy Povarianie nie zorientowali się, że administratorka mówiła o owej nielegalnej morfomaterii, po którą Lazarus przyleciał na Galmarę. – …dość, żeby wynosić się z tej galaktyki na zawsze. Rozumiemy się?
Vrago i Lazarus w milczeniu pokiwali głowami. Administratorka przygotowała odpowiednie dokumenty, wręczyła je jednemu ze strażników. Parę minut później przemieszczali się pojazdem ochrony do portu. Vrago chciała zapytać Lazarusa o wiele rzeczy, ale profesor gestem polecił jej zachowanie ciszy. Nie mogli być pewni czy pojazd nie jest nafaszerowany urządzeniami podsłuchowymi. Niestety nie było też takiej pewności odnośnie Savitara, bowiem „modyfikacje” o których wspomniała Ssiranis mogły obejmować wszystko. Profesor przewidywał, że w tak krótkim czasie na pewno zainstalowali coś co wymusi podróż do celu albo materiały wybuchowe w razie gdyby okazali się nieposłuszni. Im więcej o tym myślał tym bardziej wściekły się robił. Właśnie takich sytuacji starał się unikać.

Podróż do portu była dość szybka. Strażnicy odeskortowali ich na pokład statku. Gdy śluza zamknęła się za Povarianami, kajdany otworzyły się uwalniając ich ręce.
Co teraz? – spytała Vrago rozcierając bolące nadgarstki.
Pani administrator i jej wielce ważne zadanie poczekają. – odparł Lazarus. – Sprawdzimy w ambulatorium czy ten strażnik nic poważnego ci nie zrobił, a potem postaramy się dobrać ci wygodniejszy strój. Chodź ze mną.
Vrago podobało się wnętrze Savitara. Było jasne i mimo dominującej bieli i szarości, czuła się tu wygodniej niż na stacji. Ambulatorium statku pełne było nieznanych dla niej urządzeń, ale Lazarus dobrze wiedział co robi. Od razu polecił jej siąść na jednym z łóżek. Kiedy automatyczny skaner ambulatorium zaczął sprawdzać stan Vrago, profesor zajęty był szukaniem odpowiedniego sprzętu. Kobieta nie czuła się źle, ale wolała żeby ktoś doświadczony się upewnił, że wszystko jest w porządku. Jeśli Povarianin się wstrzymywał, a mimo to poczuła tak silny ból, to uderzenie z całej siły mogło być bardzo niebezpieczne.
W tym wszystkim zapomniałem się przedstawić. – stwierdził Lazarus, przygotowując jakąś małą fiolkę. – Profesor Benjamin Lazarus, miło cię poznać.
Vrago. – odpowiedziała dziewczyna. – Twój statek pozwala ci przemierzać wymiary?
Tak, długo pracowałem nad konstrukcją, ale warto było. Savitar ma specjalny napęd międzywymiarowy dzięki któremu mogę wygodnie podróżować po różnych Uniwersach. No, chyba mamy wszystko.
Profesor podszedł do niej. Obok łóżka wysunął się monitor na którym komputer wyświetlił ciało Vrago i wszystkie odczyty jakie udało mu się zebrać w tak krótkim czasie. Lazarus zafascynowany przeglądał dane. Nie dość, że po siniaku nie było śladu to okazało się, że przygotował stymulator regeneracji zupełnie niepotrzebnie. Organizm kobiety wykazywał bardzo nietypowe właściwości regeneracyjne – zupełnie jakby zatrzymał się na konkretnej dacie i wszystkie komórki ciężko pracowały, żeby utrzymać dokładnie ten stan jaki zapamiętały. Co więcej, cały jej układ nerwowy na dużo większych obrotach niż u zwykłego człowieka.
Jesteś pewna, że cię nie pomylili z człowiekiem? – zażartował. – Albo mój sprzęt szwankuje albo masz bardzo specyficzne ciało.
Vrago westchnęła. Czuła, że Lazarus będzie w stanie odkryć jej przypadłość. Lepiej powiedzieć prosto z mostu jak sytuacja wygląda, w końcu i tak nie będzie w stanie wykorzystać tych informacji przeciwko niej.
Jesteśmy człowiekiem jednak nasze ciało zamieszkuje więcej niż jedna istota. – zaczęła tłumaczyć. – Dwa lata temu, w swoim rodzimym Uniwersum, eksplorowaliśmy ruiny. Wtedy jeszcze byliśmy rozdzieleni. Byliśmy Farą, poszukiwaczką skarbów oraz Vrago – całym królestwem przeklętym wiecznością przez szaleństwo naszego dawnego władcy. W ruinach znaleźliśmy umierającego akolitę. Chcieliśmy mu pomóc, jednak zmarł na naszych rękach i w jakiś sposób Vrago zadomowili się w naszym umyśle. Od tamtego czasu szukaliśmy sposobu na oddzielenie Fary od Vrago, niestety bezskutecznie…
Lazarus słuchał zafascynowany jej opowieścią. Wszystko to brzmiało bardzo dziwnie i nierealnie, ale widział już tyle niewyjaśnionych zjawisk, że był w stanie uwierzyć w jej historię.
– … Z czasem różnice między nami zaczęły się zacierać, staliśmy się amalgamatem kobiety, której ciało zamieszkujemy i królestwa, którym kiedyś byliśmy.
Moja droga, dawno nie spotkałem nikogo równie ciekawego co ty! – krzyknął rozpromieniony. Znudziły mu się już samotne podróże, a Vrago sprawiała wrażenie kogoś z kim spotka go nie jedna przygoda, dlatego bez wahania zaproponował. – Czy gdy uporamy się już z tym nonsensem administratorki Ssiranis, dołączysz do mnie w badaniu wymiarów?
Vrago wysłuchała propozycji, ale nie była do końca przekonana. W zasadzie nie miała powodów żeby mu ufać. Nie sprawiał takiego wrażenia, ale równie dobrze Lazarus mógł być agentem Ssiranis albo handlarzem niewolników…albo jeszcze gorzej. Cisza i wahanie kobiety podpowiedziały Lazarusowi co jest nie tak.
Nie jestem w stanie udowodnić ci w tej chwili, że nie chcę ci zrobić krzywdy i nie wymagam od ciebie odpowiedzi teraz. – uspokajał. – Mam jednak nadzieję, że podczas tego zadania zobaczysz, że nie mam wobec ciebie złych zamiarów.
Vrago namyśliła się chwilę, po czym odparła z uśmiechem.
Zgoda. My również postaramy się przekonać cię, że jesteśmy godni zaufania.
Moja droga, co do tego nie mam żadnej wątpliwości! – odpowiedział radośnie. Kobieta starała się zachować zdrową dozę sceptyzmu, ale musiała przyznać, że entuzjazm profesora był bardzo zaraźliwy. – Chodźmy zreplikować ci lepsze ubranie, a potem zobaczmy co pani administrator przygotowała dla nas.
Na mostek okrętu Vrago wkroczyła w nowiuteńkim, szytym na miarę, zielono-czarnym kombinezonie. Skorzystała też przy okazji z łazienki i usług kosmetycznych jakie Savitar zapewniał, by umyć się i obciąć przeszkadzające długie włosy. Do takich wygód mogła przywyknąć. Na pewno było to dużo lepsze niż obowiązkowy obóz przetrwania po przejściu przez portal na nową planetę.

Lazarus podszedł do głównej konsoli i zaczął sprawdzać co dokładnie zepsuli technicy Galmary. Niestety nie zabrnął daleko, bowiem intruz wymusił odtworzenie szyfrowanej wiadomości Ssiranis przed dostępem do ważniejszych systemów. Vrago zajęła miejsce na stanowisku obok Lazarusa, a profesor rozpoczął odtwarzanie przekazu…

Ciąg dalszy w Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #3!

One thought on “Savitar: Broń jedyna w swoim rodzaju #2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *